One shot na zamówienie.
Tematyka : NaLu (Natsu x Lucy)
Anime : Fairy Tail
Postacie należą do Hiro Mashimy, ja tylko operuję ich poczynaniami.
Tytuł : Walentynki
Ilość słów : 2663
~~~~~~~~~~~~~
Wyważył drzwi z kopniaka, po czym wbiegł rozweselony do budynku. Dość wysoki chłopak koło dwudziestki z rozczochraną różową czupryną, a za nim dość duży niebieski kot ze skrzydłami i małym zielonym plecakiem. Na szyi chłopaka miotał się biały, lekko pobrudzony szalik, przypominający smocze łuski. Chłopak nie rozstawał się z nim na krok, dostał go od swoje przybranego ojca - Igneela. Młody Salamander po zakończonej na samotności misji podbiegł do średniej wzrostem blondynki siedzącej razem z niebieskowłosą przyjaciółką. Zdaje się, że trzymała jakieś kartki, lecz chłopak nie był tym zainteresowany. Jak najszybciej chciał zdać relację ze swoich poczynań przyjaciółce.
- O! Natsu! - odwróciła głowę w jego stronę, przez co chłopak zatrzymał się z głuchym piskiem zdzieranych butów. - Witaj z powrotem!
Jej uśmiech który zawitał na jej twarzy z lekko różanymi policzkami zatrzymał mu dech w piersi. Jej okrągłe i pełne radości brązowe tęczówki iskrzyły się od dziennego światła rzucanego przez okna gildii.
- W-wróciłem. - wydukał chłopak lekko zahipnotyzowany pięknem jej twarzy.
- Jak było na misji? - spytała blondynka już odwracając się twarzą w stronę kartek trzymanych przez jej przyjaciółkę. - Ej! Levy! Jeszcze nie dokończyłam!
- Żałuj, że cię nie było! - wrzasnął wyrwany z transu jej twarzy. - Nawet Happiemu udało się pokonać jednego z tych rozbójników!
- Aye! - wrzasnął niebieski kot, lądując na stoliku.
- Moje gratulacje, Happy! - wrzasnęła dziewczyna głaszcząc kota po łbie w ramach nagrody. - Wybacz Natsu, ale nie mogłam. Musiałam pomóc Levy z prezentem na Walentynki.
- Lu-chan! - wrzasnęła lekko zarumieniona niebieskowłosa. - Mówiłam ci, żebyś nikomu nie mówiła!
- Przepraszam, Levy! - powiedziała blondynka zakrywając usta. - Tak czy siak, musimy już iść Natsu. Opowiesz mi o misji kiedy indziej, prawda? Przypilnujesz go Happy?
- Aye. - powiedział w stronę odchodzącej już blondynki wraz z jej przyjaciółką. - Natsu, wszystko w porządku?
- Coś jest nie tak, Happy. - powiedział dość cicho. - Coś jest nie tak.. ze mną.
- O, tu jesteś ogniomłocie! - wrzasnął chłopak obnażony z ubrań, wywołując przy tym niemałe zamieszanie.
- Gray, ty gołodupcu! - warknął na niego Natsu.
- Czemu nie zabrałeś mnie na misję, idioto?! Myślałem, że jesteśmy drużyną!
- Po pierwsze, to mógłbyś się ubrać, miętówko. - wymierzył w niego pięścią. - A po drugie, Lucy nie chciała iść, więc wolałem pójść sam.
Pięści poszły w ruch. Lodowy mag wykonał unik i zamierzył się z pięścią na przyjaciela. A raczej partnera z grupy, trudno było ich nazwać przyjaciółmi.
- I tylko dlatego, że Lucy nie szła, nie zabrałeś ani mnie, ani Erzy?! - warknął, kopiąc chłopaka w brzuch. - Trzymaj gardę!
- Zamknij się, nikt cię nie prosił o zdanie miętówko! - płomienny chłopak wstał i wbiegł w chłopaka popychając go głową, przez co ten spadł, na ciastko Erzy.
- A może ty się w niej po prostu zadurzyłeś?! - zaśmiał się Gray, lecz po chwili zamknął się przez pięść Erzy na jego twarzy i utratę przytomności. Natsu zastygł w bezruchu, widząc przed nim Erzę w Zbroi Niebios.
- Natsuuu! - wrzeszczała rozgniewana Titania. - Zapłacisz mi za to!
- Ups. - zaśmiał się Happy.
*********
Leżał lekko obolały w swoim domku na peryferiach Magnolii. Najbardziej bolała go prawa ręka, która w chwili obecnej zwisała z jego hamaka. Gdyby Mira nie zatrzymała Erzy, tym razem mógłby zginąć. Lekko się podniósł poprawiając swoje ułożenie, lecz jego brzuch zaczął wręcz piec. W końcu miał zdartą skórę z prawej strony prawie do kości.
- Wszystko w porządku Natsu? - spytał exceed lekko popłakując. - Erza przesadziła tym razem.
- Spokojnie Happy. - zaśmiał się chłopak, lecz było widać, że odczuwa dość mocny ból. - Mam teraz nauczkę, żeby już więcej nie zadzierać z Erzą.
- Nie wierzę, żebyś przestał to robić. - powiedział, kładąc się na hamaku obok maga. - Natsu, o co ci chodziło, kiedy mówiłeś, że coś z tobą nie tak?
- Wiesz Happy. - zaczął, wyciągając przed siebie rękę. - Ostatnio nie umiem się normalnie zachowywać przy Lucy. Chciałbym, żeby ciągle przy mnie była. Kiedy patrzę na nią, to serce mi staje w gardle, po czym bije jak szalone. Ma takie śliczne oczy i zawsze rumiane policzki. Jej włosy są takie delikatne, a jej zapach zwala mnie z nóg. I na dodatek jej ciało. Jestem wściekły gdy taki gołodupiec jak Gray patrzy i zjada ją wzrokiem.
- Może ją lubisz? - zaśmiał się Happy.
- Oczywiście! Przecież to moja przyjaciółka!
- Nie, Natsu. Chodzi tu o takie lubisz lubisz.
- Że lubię ją bardziej niż innych? No oczywiście! Przecież Lucy jest dla mnie miła zawsze i dba o mnie czasami, jeśli tego potrzebuję. I martwi się też o mnie często.
- Nie, Natsu! - wrzasnął już lekko poirytowany kocurek. - Może ty ją kochasz?
- Kocham.. Lucy? - powiedział, z czego na jego twarzy pojawiły się lekkie rumieńce.
- Kochasz ją?
- Można to tak nazwać chyba. Tylko skąd mam wiedzieć czy ją kocham, skoro nie wiem czym jest miłość?
*********
Następnego dnia Natsu ruszył lekko obandażowany w kierunku gildii. Mimo kilku poważnych i niezdezynfekowanych ran, czuł się wręcz wspaniale. Miał dzisiaj poważne zadanie - dowiedzieć się, czym jest miłość. Może spyta się Mirajane? Nie chciał ryzykować, żeby wydało się, że może "kochać" Lucy, więc musiał spytać się jej dyskretnie. Po jakimś czasie dotarł do gildii. Czuł na sobie spojrzenia wszystkich z gildii, gdy podszedł do baru. Wczorajsza bójka była pierwszą walką pomiędzy członkami, która skończyła się poważniejszymi urazami. Natsu był cały poobijany, a Gray do tej pory nie pamiętał ostatnich czterech lat swojego marnego życia. Siadł troszkę dalej od Cany, by nie usłyszała go, gdy będzie rozmawiał z Mirajane.
- Witaj Natsu! - zawołała radośnie białowłosa barmanka. - Czego sobie życzysz?
- M-mirajane.. - zaczął jąkając się dość mocno, a po jego czole spływały krople potu. - Dziękuję, że wczoraj pomogłaś odpędzić Erzę ode mnie. Gdyby nie ty, to mogłoby być po mnie.
- Nie ma za co Natsu. - zaśmiała się odkładając kufel na półkę. - Musisz pamiętać, że Erza jest poważną przeciwniczką i nie możesz już jej tak bez powodu wyzywać na pojedynki.
- I mam też do ciebie prośbę. - powiedział.- Mogłabyś mi powiedzieć, czym jest miłość?
Mocno zawstydzony schował lekko twarz w szalik od Igneela. Po co on się w ogóle pytał?! Czuł jak cały ten wstyd wypalał mu dziury na twarzy w okolicach czoła i policzków. Mirajane spojrzała na niego lekko zdziwiona, lecz po chwili uśmiechnęła się lekko w nadziei.
- Czym jest miłość, tak? - złapała się za brodę, zastanawiając się co ma powiedzieć chłopakowi, żeby zrozumiał. Przecież to Natsu, do niego trzeba prosto i wyraźnie. - Miłość jest takim stanem wobec drugiej osoby, Natsu. Kiedy przebywasz z tą osobą, twoje serce staje, a potem bije jak szalone. Czasem nie widzisz świata poza tą osobą i chcesz z nią spędzać cały swój wolny czas. Myślisz o kimś bardzo często, o wszystkich czynnikach posiadanych przez tą osobę, które działają na ciebie jak magnes. I to jest właśnie miłość. Czemu mnie o to pytasz?
- Mirajane! - wrzasnęła lekko podchmielona Cana. - Czemu tak kłamiesz chłopaka?
Czy ona wszystko słyszała?! Kurcze, jeśli zaraz będzie musiał gadać o tym co podejrzewa, to chyba sobie gardło poderżnie. Chociaż może nie, mógłby poplamić szalik od ojca.
- Miłość jest wtedy, drogi Natsu. - zaczęła Cana, obejmując lekko chłopaka. - Gdy ciało dziewczyny na którą patrzysz, powoduje u ciebie takie komplikacje, że masz ochotę włożyć te twoje rączki pod jej bluzkę!
- Cana! - wrzasnęła Laki patrząc na całe zbiorowisko. - Oszalałaś? Tak robią tylko zboczeńcy!
- No a Natsu nie jest zboczony? - zapytała Evergreen podchodząc do baru i śmiejąc się na głos, co spowodowało większe zainteresowanie barem.
- Natsu, skoro mowa o miłości. - powiedziała Bisca, podchodząc do Natsu. - To dobrze że pytasz, bo w końcu wypadałoby, żebyś miał dziewczynę.
- No, w końcu masz już prawie 20 lat, Natsu. - zaśmiała się Kinana, która zamiatała obecnie podłogę przy Mirajane.
- A w ogóle, to kim jest ta dziewczyna? - zapytała Lisanna, która nagle znalazła się koło Natsu, aż odskoczył przerażony.
- A co jak to chłopak?! - wrzasnęła Laki łapiąc się za twarz.
- A co jak to panicz Gray?! - wrzasnęła Juvia, która wymachiwała rękoma we wszystkie strony. - Rywal w miłości! I to jeszcze pan Natsu! Juvia jest przerażona!
- A czemu to miałby być Gray? - spytała Bisca. - Natsu chyba woli dziewczyny.
- Juvia ma taką nadzieję, bo panicz Gray należy tylko do niej!
- A może Natsu tylko chciał się spytać czym jest miłość, a tak naprawdę się nie zakochał? - stwierdziła Mirajane. - W ogóle to gdzie on jest?!
Jego miejsce było puste. Cała grupa kobiet która zebrała się wokół Natsu dopiero teraz zauważyła jego zniknięcie. Gdzie on się podział? Po chwili jednak zauważyły jak Smoczy Zabójca leży na ziemi obolały. Jego rana na brzuchu chyba się otworzyła. Albo to dlatego że nie była zdezynfekowana. Na jego nieszczęście do gildii właśnie weszła Lucy z Levy.
- Natsu! - wrzasnęła blondynka podbiegając do zwijającego się z bólu chłopaka. - Wszystko w porządku?! Niech ktoś mi pomoże go zanieść do gabinetu!
Po tym w jego oczach nastała ciemność.
**
Obudził się po dłuższej chwili. Pierwsze co, a raczej kogo zobaczył, była Lucy. Stała przy małej szafce i czegoś szukała. Ile był nieprzytomny?
- Lucy? - spytał lekko zaspany.
- Natsu? - odwróciła się w jego stronę. - Obudziłeś się!
Podbiegła do niego trzymając w dłoniach małą buteleczkę i jakąś gazę. Jej oczy były lekko czerwone, lecz nie wiedział czemu. Może miała katar?
- Jak długo byłem nieprzytomny? - zapytał podnosząc się lekko, lecz po chwili zrezygnował ze względu na piekący ból na brzuchu.
- Z jakieś 2 godziny. - powiedziała oblewając gazę zawartością buteleczki. - Wszyscy się o ciebie martwili. Poczekaj, przemyję twoje rany.
Natsu lekko zdębiał gdy to usłyszał. Lekko się podniósł, co nie obyło się bez bólu. Lucy zaczęła powoli zdejmować bandaże z jego brzucha, żeby przemyć ranę. Jej obawy się sprawdziły. Rana wyglądała, jakby się w nią wdała infekcję, lecz miała nadzieję, że ta mikstura od Polyrusici mu pomoże. Przyłożyła gazę do jego brzucha, na co ten zareagował syczeniem. Było zimne i szczypało. Nienawidził przemywania ran, dlatego tego nigdy nie robił. Jak dziecko, czekał, aż ktoś dopiero go złapie, tak to nawet palcem nie kiwnął. Rana szybko przestawała się czerwienić, a Lucy powoli kończyła przemywać ropiejące przetarcia. Zauważył, że byli sam na sam. To była jego szansa. Teraz mógł jej powiedzieć, co do niej czuje, jeśli naprawdę ją kocha.
- L-lucy..-zaczął z lekka jąkając się. - M-muszę ci coś p-powiedzieć.
- Tak Natsu? - zapytała, patrząc mu w oczy, przez co lekko się zarumieniła.
- Pos-słuchaj.. Bo j-jaa...
- Yo, Salamander! Gehee! - zawołał Żelazny Smoczy Zabójca wchodząc z kopa do gabinetu pielęgniarskiego.
- Dzień dobry, panie Natsu. - zawołała zza wysokiego mężczyzny mała dziewczynka w wieku około 12 lat.
- Gajeel! Wendy! - zawołała blondynka, wstając z krzesełka obok szpitalnego łóżka.
- Kazali mi po ciebie przyjść, króliczku! - zawołał Gajeel wskazując kciukiem za siebie. - Barmanka czegoś od ciebie chciała, a ja się śpieszę na misję.
- Już idę. - zawołała odkładając rzeczy na stolik. - Wendy, mogłabyś się zając tą jego wstrętną raną na brzuchu?
- Tak Lucy, po to tu przyszłam. Idź już, nie karz pani Mirze czekać!
Lucy lekko się wzdrygnęła i pobiegła wraz z Gajeelem do baru, gdzie czekała na nią Mira, a mała Wendy została, zajmując się raną Natsu. I tak skończyło się jego wyznawanie miłości. Kurwa, świetnie!
****Cztery dni później****
Był dokładnie 14 luty. Walentynki. Przez te cztery cholerne dni Lucy nie było praktycznie w gildii, bo pomagała Levy. A kiedy była, nie była sama! Kiedy w końcu udawało mu się z nią zostać sam na sam, nie mógł tego powiedzieć. A to nie mogło mu to przejść przez gardło, a to nie był tego w stu procentach pewien, a to ktoś zaraz ją wołał. Nawet w jej mieszkaniu jej nie było! Zastawał je puste, najprawdopodobniej spała u niebieskowłosej przyjaciółki. Nawet Happy martwił się o jego stan psychiczny. W końcu postawił przed sobą cel : albo powie jej to dziś, albo nigdy. Wszedł dziarsko do budynku gildii i rozejrzał się po lokalu. Siedziało tam wiele osób, co najlepsze - razem. Juvia dawała czekoladki Grayowi, Bisca i Alzack siedzieli wraz z Asuką oraz Romeo i Wendy siedzieli i rozmawiali ze sobą śmiejąc się wesoło. Nawet Evergreen siedziała przy osobnym stoliku wraz z Elfmanem i "potajemnie" trzymali się za ręce. Tylko nigdzie nie mógł znaleźć blondwłosej przyjaciółki i jednocześnie jego adoratorki. Podszedł do baru i siadł, wzdychając głośno. Lecz Mira nie zauważyła tego. Była zajęta rozmową z Laxusem przez lakrymę, na co Cana patrzyła z wielkim grymasem na twarzy. Siedział cicho i bawił się podpalając swoje palce i blat. W końcu usłyszał, że ktoś wchodzi do gildii, a z dźwiękiem otwieranych i skrzeczących drzwi - jej śmiech. Odwrócił się i aż wytrzeszczył oczy. Stała tam z Levy, a ubrana była w dość krótką fioletową sukienkę, która odkrywała jej ramiona i dekolt. W końcu klepnęła Levy w ramię,a ta podeszła niepewnie w stronę Gajeela prosząc go na osobność. Lucy stała i wesoło się śmiała, po czym wyszła z gildii. Natsu w reakcji wstał i szybko wybiegł z gildii i dogonił przyjaciółkę.
- Ej, Lucy! - krzyknął, kiedy w końcu ją dogonił. - Czemu nie zostajesz w środku?
- Nie chcę patrzeć na te wszystkie pary wokół mnie i dołować się. - westchnęła smutnie. - Nawet Levy miała czekoladki dla Gajeela, aż mi się żal zrobiło, że ja nikomu nic nie dałam.
Prezent! Na śmierć zapomniał, że w Walentynki ofiaruje się swojej połówce prezenty! Trzasnął się głośno w czoło otwartą dłonią i zgrzytnął zębami.
- Wszystko w porządku Natsu? - powiedziała, zatrzymując się na chwilę. - Coś ci jest znowu?
- Nie, nic mi nie jest Lucy! - wrzasnął dotrzymując jej kroku. - A ty nie chciałabyś czegoś dostać?
- Szczerze, to dostałam wczoraj ciastko od Erzy, bo dzisiaj nie mogła być. Jest na misji, a nie chciała, żebym poczuła się samotna i odrzucona.
- A nie chciałabyś dostać czegoś od chłopaka? - zapytał, lecz mu nie odpowiedziała.
Szli w stronę jej domu w ciszy. Natsu próbował się zebrać, żeby jej o tym powiedzieć, lecz zdawała mu się lekko przybita. W końcu pod jej domem nie wytrzymał i zaciągnął ją do ciemnej uliczki, by wyznać jej to, co mu na sercu leży.
- Natsu, co ci odbiło?! - wrzasnęła zdziwiona.
- P-posłuchaj Lucy... - nagle przerwało mu uczucie zimna na jego karku. Gwałtowne. Gray?! Oboje spojrzeli w górę. Nad nimi znajdowała się szara chmura, z której spadał śnieg. Lucy lekko się zatrzęsła z gwałtownego zimna. Miała na sobie oprócz sukienki dość cienką kurtkę, więc nie dziwić się, że nie dawała jej za dużo ciepła. Natsu jednym ruchem zdjął z szyi szalik od Igneela i zawinął go na szyi zdziwionej szyi.
- Może to nie są kwiaty, czy czekoladki. - zaczął. - A-ale szczęśliwych Walentynek..
- N-natsu, twój szalik! D-dajesz mi go?!
- Posłuchaj mnie Lucy. Od dłuższego czasu próbuję ci coś powiedzieć, ale jakoś nie umiem się do tego zebrać. Chciałem żeby nikt mi wtedy nie przeszkodził, lecz nie udawało się. Lucy.. Kocham cię. Przynajmniej tak myślę.
- Co? - dziewczyna była naprawdę zszokowana.
- Kiedy tylko patrzę na ciebie moje serce staje, a potem bije jak oszalałe. Uwielbiam patrzeć na twoją twarz, patrzeć na twoje oczy, włosy, ciało. Uwielbiam twój zapach i twoje usta. Jesteś tak piękna że zapierasz mój dech w piersiach mocniej niż kopniak Erzy.
- Natsu...
Chłoapk nie mógł się już dłużej powstrzymywać. Złapał dziewczynę za policzki i przyciągnął do siebie, składając ciepły pocałunek na jej delikatnych ustach. Czas zatrzymał się dla obojga. Natsu czuł się wspaniale. Jej usta były takie delikatne i smakowały tak słodko, nawet lepiej niż sobie tylko wyobrażał. Po chwili puścił ją z uścisku jego dłoni i ust. Dziewczyna patrzyła na niego swoimi brązowymi oczami. Delikatnie złapała go za rękę na jej policzku.
- Kocham cię, Lucy Heartphillio. - powiedział uśmiechając się lekko.
- Ja ciebie też, Natsu Dragneelu. - uśmiechnęła się mrużąc oczy.
- Serio? - zdziwił się.
- Oczywiście, idioto! - wybuchła lekką irytacją. - To dzięki tobie jestem w Fairy Tail. Zawsze mnie bronisz i pomimo mojej słabości nie wyrzuciłeś mnie ze swojej drużyny. I jak na ciebie patrzę, też moje serce nbije szybciej. Dlatego unikałam cię ostatnio.
- To oznacza, że jesteśmy...
- Parą? - dokończyła. - Chyba wychodzi na to, że tak.
- Więc... podobają ci się takie Walentynki?
- Wręcz najlepsze w moim życiu. - powiedziała dziewczyna, składając na jego ustach namiętny pocałunek.
Jak sama ujęła, dla obojga były to najlepsze walentynki, jakie mogli sobie wymarzyć.
~~~~~~~~~~~~~~~~
BorzeborzeborzeborzeBORZEBORZEBORZEBORZE~!` >/////////////////////////////////////<
OdpowiedzUsuńTO JEST PRZEŚWIETNIE! :DD Kocham ten one shot, dziękuję! >w<
I ezu, popłakałam się ze śmiechu jak Natsu siedział między kobietami z gildii XDD
I to takie uuurooooczeeee~ ;;w;; po prostu świetne!
I naprawdę szybko to dodałaś o-o
Miałam czas i wenę, więc wiesz.. XD
UsuńI naprawdę się cieszę, że ci się podoba. ;w;
Ja też chce takie walentynki! >3<
OdpowiedzUsuńŁon szot był piękny i romantyczny ^^
Kyaaaa!!!! Kaaaawaiiiiii!!!!! >\\\\\\\\<
OdpowiedzUsuńWiesz co ci na to powiem 😎
OdpowiedzUsuńSzubiduba
🎩
😎
👘
👖o w y e a h !¡¡! =^•^=
👢. !