Rozdział w sadze : XI
Rozdział ogółem : XI
Ilość słów : 2352
Adnotacje : brak.
- Gajeel! - krzyknęła biegnąc w stronę pomieszczenia w którym zostawiła chłopaków.
Kiedy wybiegła z korytarza ich miny zbladły. Dziewczyna wyglądała jakby wróciła z pola bitwy. Gorzej, jakby byłą tam rozlana krew. Jej twarz byłą pokryta potem, popiołem i ciemnoczerwoną cieczą przy policzkach. Jej sukienka robocza była pozbawiona kawałka materiału, przez co odkrywała prawie całe obdrapane uda i posiniaczone kolana. W biegu zgubiła nawet buta przez co jej wysoka pończocha była rozdarta w kilku miejscach. Gajeel i Hughes zwrócili w jej stronę twarze. Na twarzy dziewczyny malowało się przerażanie.
- Co się stało?! - wrzasnął Hughes. - Ktoś tam jest?!
- J-ja.. - jąkała się, próbując złapać oddech. - N-nic nie znalazłam.
- Czemu tak wyglądasz?! - wrzeszczał wkurzony Gajeel zostawiając swoje znalezisko.
- S-sama nie wiem..W-wiem tylko, ż-że szłam przed siebie i w-wtedy te głosy, a potem..
- Jakie znowu głosy?! - przerwał jej Gajeel łapiąc ją za ramiona i lekko potrząsając. - Levy uspokój się! Gadaj wszystko!
- Kurogane zostaw ją. - powiedział spokojnie ogrodnik. - Dziewczyna jest przestraszona, dajmy jej ochłonąć. Nie polepszasz sytuacji.
Gajeel burknął coś pod nosem i puścił dziewczynę, która upadła na kolana. Jej źrenice straszliwie się zwęziły a usta ścisnęły w wąską kreskę. Dłonie oparła na policzkach, a głowę schyliła w stronę brzucha. Oboje patrzyli na nią jak na wariatkę, lecz wiedzieli że coś jest nie tak.
- M-mówili o duchu.. - wyszeptała cicho, lecz Gajeel i tak usłyszał to perfekcyjnie. - O duchu kobiety i jej skarbie..
- Jakim znowu duchu? - parsknął mocno zdezorientowany całą sytuacją.
- Levy. - przykucnął przy niej Hughes. - Czy te osoby może wymówiły imię tego ducha?
- T-tak.. Kirishka...
Gajeel odwrócił się w stronę Levy przerażony tym co usłyszał.Hughes również nie krył swojego zdziwienia. Przecież oboje wiedzieli o istnieniu Kirishki, ale czy ona naprawdę była duchem? Duchy nie umieją używać magii, więc jak ona mogła zranić Gajeela podczas napadu? Hughes wstał i przerażony oparł się o ścianę.
- Przecież ona zaginęła, ona naprawdę nie żyje? - powiedział do siebie pod nosem.
- Dobra, wracajmy. - powiedział Gajeel naciskając na mechanizm dłonią, przez co przejście do korytarza zamknęło się. - Wrócimy tutaj jutro, nie możemy się narażać żeby ktoś ją zobaczył w takim stanie.
Hughes kiwnął w jego stronę głową, lecz dalej po jego głowie biegały myśli o Kirishce. Skąd nagle mogłaby się tutaj pojawić? Podszedł do Levy i ją podniósł, po czym przerzucił ją na swoje plecy. Levy wciąż była przerażona. Jej oczy robiły się ciężkie, po czym w końcu je zamknęła. Gajeel i Hughes szybko ruszyli w stronę pomieszczenia, z którego mieli wejść do ich pokoju. Wchodząc do małego pomieszczenia w którym wcześniej była Levy przyuważyli mazy czerwonej cieczy na metalowej ścianie. Nie wiedzieli jednak co tutaj się stało, Levy nie odzywała się.
- Spójrz, książka. - powiedział Gajeel wskazując na wcześniejsze znalezisko Levy.
- To nie było jej tutaj wcześniej?
- Zdaje mi się, że nie. Przynajmniej mi. - Gajeel podszedł i złapał książkę w dłonie. Przetarł rękawem okładkę, lecz nie było na niej nic, oprócz zdobień. Wziął książkę pod pachę i włączył mechanizm obracający ścianę. W trójkę przeszli do ich pokoju. Było już ciemno, na niebie widać było wiele gwiazd i sierp rosnącego księżyca. Kotary od dużego okna powiewały lekko od wiatru wpuszczanego przez balkon. Hughes podszedł do łóżka wyznaczonego przez Gajeela i położył tam Levy przykrywając ją lekko kołdrą.
- Powiem, że Levy miała wypadek w ogrodzie. - powiedział Hughes. - W takim szoku nie będzie zdatna do pracy, więc ty będziesz musiał ją jednak zastąpić. Przykro mi.
- Spokojnie, nic mi nie jest. - uśmiechnął się klepiąc go w ramię.
- Powiedz mi Kurogane. - spojrzał na niego. - Skąd wiesz o Kirishce?
- Wczoraj podczas roboty napadli mnie i Tatoriego. - powiedział siadając na krześle obok łóżka Levy. - Była tam kobieta która podawała się za Kirishkę.
- A pamiętasz może jak wyglądała?
- Dość wysoka i miała granatowe włosy. Dość ładna, ale pewno stara, nie wiem, z 30 lat?
- To pasuje do opisu kobiety która tutaj pracowała.
- Że do tej Kirishki co ją Tatori zwolnił?
- Tak. To była jedyna osoba z personelu, którą kiedykolwiek zwolnił. Krążą pogłoski, że Kirishka w obawie przed utratą swojego skarbu ukryła go na posesji domu, którego jako jedynego majątek nie zginął.
- Czyli myślisz, że w tych podziemiach może być schowane złoto?
- Może Kirishka próbuje odzyskać swoje złoto i zastrasza ludzi z tego domu do tego?
- Nie wiem, pomyślimy o tym jutro. Pilnuj jej, a ja pójdę do Tatoriego. - Hughes wstał i poszedł w stronę drzwi. Przed wyjściem rzucił tylko "Tylko nic jej nie mów o tym co ci mówiłem" i wyszedł. Gajeel spojrzał kątem oka na Levy. Oddychała dość ciężko a na jej twarzy był pot i czerwona maź. Westchnął cicho i poszedł do łazienki, skąd zabrał mały ręcznik i miskę z zimną wodą. Postawił na toaletce miskę i zanurzył w niej kawałek ręcznika. Przykucnął i spojrzał na jej twarz. Zaczął delikatnie zmywać pył i maź z twarzy. Mimo, że wyglądało to na krew, nie była nią. Wiele razy miał okazję czuć zapach krwi, ten był mniej metaliczny, a bardziej drażniący, jak jakieś chemikalia. Przejechał ręcznikiem wzdłuż jej czoła, skroni i policzka. Otworzyła powoli oczy. Pierwsze co zobaczyła, okazało się być dłonią Gajeela i ubrudzonym ręcznikiem. Obróciła lekko głowę, a tam zobaczyła zdziwioną twarz Gajeela lekko oblepioną pyłem.
- Gajeel.. - uśmiechnęła się lekko.
- Siedź cicho krewetko. - zaśmiał się cicho. - Odpocznij.
- Ktoś był w naszym pokoju. - odpowiedziała, gdy ten kontynuował mycie jej twarzy. - Mówili coś o skarbie i duchu, tylko tyle zrozumiałam. A w pokoju była książka...
- Musiało ci się coś przewidzieć krewetko. - powiedział, kryjąc fakt o książce.
- Możliwe że. - zaśmiała się. - Straszliwie mi się kręci w głowie..
- Odpocznij. - wstał kończąc mycie jej twarzy. - Masz tylko 2 dni na wyzdrowienie.
Ona już nic nie odpowiedziała. Po prostu zasnęła wsłuchując się w mówiącego do niej Gajeela. Ten ruszył do łazienki odkładając rzeczy na brzeg umywalki, po czym sam zdjął z siebie ubrania i wszedł pod prysznic. Odkręcił kurek po lewej, po czym na jego ciało spłynęła ciepła woda. Mimo, że ta praca brzydziła go straszliwie, próbował powstrzymywać się jakoś od przekleństw. Ta woda zmyła z jego języka te okropne słowa, których był tak bliski użycia. Oparł dłonie na ścianie przed nim. Ciągle czuł ból w plecach w miejscu, gdzie ta dziewczyna trafiła go nożem z trucizną. Ból nie był taki, że go paraliżował, ale czasami miał ochotę krzyczeć na cały głos. Ale co to dla niego. Cieszył się przynajmniej, że tej małej się to nie stało. Na dodatek już jej się stało. Teraz będzie musiał słuchać wszystkich pytań "Co się z nią stało?". Jeszcze to głupie ukrywanie. Przynajmniej Hughes wiedział i przed nim nie musiał się ukrywać z tym głupim imieniem. Nienawidził tajemnic. A jeszcze kilka musiał trzymać przed Levy. Ciepła woda spływała po jego włosach i plecach. Pomyślał sobie "Dobrze, że krewetka nie dostała tym nożem, bo nie wyobrażam sobie żeby ten pajac Tatori macał ją po plecach". I jego mózg jak na złość musiał wyobrazić sobie jej plecy w brzoskwiniowym odcieniu. Piękne i delikatne plecy z białym znakiem ich gildii na lewej łopatce. Tą pięknie pachnącą i gładką skórę. Czasami tak bardzo chciał jej dotknąć, ale wiedział, że zrobi jej krzywdę. Pieprzony urok! Teraz by tak nie myślał! Gdyby nie ten cholerny człowiek co to zrobił to by kurwa nie miał takich myśli! Nie byłoby go tutaj! Kurwa. Gdyby go tutaj nie było, to jednocześnie LEvy mogłaby dostać tym nożem w plecy. Sama by sobie tutaj nie poradziła, a jej pieski z drużyny w niczym jej nie pomogły. Uważał tych idiotów za kompletnie bezużytecznych. Może kiedyś poprosi Levy by była w drużynie z nim i Lilim? Nie! Przestań idioto, to już działa na ciebie mocniej! Ja pieprzę, uspokój się! Zacisnął mocno pięść i walnął nią w ścianę. To go lekko uspokoiło. Bez dalszych rozmyślań szybko się umył i wysuszył. Na wszelki wypadek ubrał chociaż bokserki i położył ręcznik na ramionach, żeby woda z włosów go nie moczyła. Uchylił lekko drzwi od łazienki i rozejrzał się po pokoju.
- Levy, dlaczego nie śpisz? - spytał wychodząc i patrząc się w kierunku siedzącej na łóżku dziewczyny.
- G-gorąco mi.. - powiedziała, po czym dobrała się do zamka sukienki.
- Ej! Krewetko! - wrzasnął Gajeel podbiegając do niej i łapiąc jej ręce. - Nie rozbieraj się przy mnie idiotko!
- Jest mi gorąco idioto! - wrzasnęła na niego.
- To może chociaż poczekaj aż wyjdę?
- Przed chwilą cię jeszcze nie było, więc mogłam się przebrać.
- Dobrze, wychodzę już, a jak się przebierzesz to krzyknij.
Levy kiwnęła lekko głową a on odszedł. Już miał wychodzić na balkon, kiedy zdał sobie sprawę że stoi w samych bokserkach. Ani to wyjść na balkon ani za drzwi, więc wrócił do łazienki i zamknął się w środku. Szczerze mówiąc, to wolał teraz lekko uchylić te drzwi i podglądać, ale wiedział, że nie powinien. Kurwa! Odsunął się jak tylko mógł od drzwi nie próbując ich nawet otworzyć. Westchnął cicho. Że też w ogóle się zgadzał na pomaganie krewetce. Co go podkusiło. Był taki zły na siebie. Po chwili jednak usłyszał ciche "Już" więc otworzył drzwi i obejrzał się po pokoju. Levy leżała już w swoim łóżku i chyba spała, tak wywnioskował po zamkniętych oczach. Spojrzał na nią i jeszcze raz westchnął. Do dnia wolności czekał go jeszcze minimum tydzień. Chyba to jakoś wytrzyma.
*********
Stałam na środku korytarza, a nagle znalazłam się nad brzegiem tutejszego jeziora. Moje ubrania robocze zamieniły się w błękitną sukienkę do kolan wiązaną na szyi. Co się działo? Coś kazało mi wejść do wody. Powoli ruszyłam przed siebie. Wchodziłam coraz głębiej w jezioro, póki głos nie kazał mi się zatrzymać. Woda sięgała mi do bioder. Powoli odwróciłam się z rozkazu głosu w mojej głowie. Na brzegu plaży stała dość wysoka kobieta. Miała długie granatowe włosy i wprost hipnotyzujące fioletowe tęczówki, które wydawały się nie mieć źrenic przez ich mrok. Co jakiś czas odbijały się w nich promienie słońca ukazując zagubioną, rozszerzoną źrenicę.
- Kim jesteś? - zapytałam kobiety. Ona wyciągnęła przede mnie rękę i powiedziała "Jestem Kirishka Bleid, posiadaczka Skarbu Kirishki". Nie mogłam jej jednak zrozumieć. Co mi po jej nazwisku? Nawet jej nie znam. "Przybyłam tutaj po coś, co mi odebrano." powiedziała. Teraz dopiero zauważyłam, że mówiła z zamkniętymi ustami. Czy to jej był głos, który siedział w mojej głowie? Wydawał się taki łagodny, ale za każdym razem, gdy moje oczy uciekały na jej twarz zaczynałam się bać.
- Czy mogę ci pomóc? - spytałam, chociaż po chwili żałowałam, że to powiedziałam. Ta kobieta powoli zaczęła wchodzić do wody, a ja stałam sparaliżowana przed nią. Powoli zaczęłam się cofać. Ona jednak podeszła bardzo szybko do mnie i złapała mnie za głowę. Jej wzrok przeszył moje ciało na wylot. Teraz naprawdę czułam porządny strach. Nigdy się tak nie bałam. "Musisz odnaleźć to, co należy do mnie. Jeśli tego nie zrobisz, zginiesz.". Mówiąc to, wepchnęła moją głowę pod wodę, a ja czułam jak się topię. W końcu obudziłam się oddychając szybko. Wokół siebie czułam chłód wody, a do moich płuc trudno było nabrać powietrza. Wstałam szybko do łazienki i przemyłam twarz omal nie zwalając miski z ręcznikiem. Dzisiaj Gajeel obmył moją twarz z tej krwi i pyłu z tunelu. Chyba czasami ten olbrzym potrafi być miły i zatroszczyć się o kogoś, a ten ktoś nie jest Lilim. Obecnie jest godzina 4:30. Wschodzi słońce. Tym wpisem żegnam się z sierpniowym ciepłem, a witam z wrześniowym wiatrem. Moje sny mnie ostatnio przerażają. Powiedz mi proszę pamiętniku, czy ta misja na pewno skończy się dobrze?
Odłożyła pióro i małą brązową książkę pod swoją poduszkę wzdychając cicho. obejrzała się na Gajeela, który koło drugiej w nocy spadł z łóżka. Nie podnosiła go, bo wiedziała, że nie ma teraz takiej siły. Musiała go posłuchać i wypocząć. Nie jest teraz zdatna do pracy. Nie po tym, co zdarzyło się w korytarzu. Ale może po południu jeden wypad nad jezioro nie zaszkodzi? Nastał w końcu poranek. Ten prawdziwy, nie ten według Levy, który czasami odbywał się o czwartej nad ranem. Siedziała wypoczęta na swoim łóżku i czytała książkę, którą dostała w świecie Gwiezdnych Duchów od jednego towarzysza jej przyjaciółki - Cruxa. Opowiadała o poczynaniach maga, który wykuł 13 złotych kluczy zodiakalnych, a potem ukrył je w najciemniejszych czeluściach Fiore. Była tak zaciekawiona lekturą, że sam Gajeel biegający w samych bokserkach po ich pokoju dopiero odwrócił jej uwagę od książki.
- Możesz mi powiedzieć co ty robisz? - spytała, spoglądając na niego.
- Levy? - spytał stając w komicznej pozie, jakby zrywał się do biegu. - Myślałem, że jeszcze śpisz.
- Już nie. A więc gadaj durniu, czemu tak się wydurniasz?
- Biegam sobie w kółko. Nie mam gdzie tutaj ćwiczyć i mi mięśnie łydek osłabną. - zaśmiał się swoim charakterystycznym chichotem i powrócił do biegania. Wtem do ich pokoju weszła Emma ze śniadaniem dla Levy, lecz po chwili chciała wyjść.
- E-emma! - wrzasnął Gajeel uciekając do łazienki z ubraniami mamrocząc w kółko pod nosem "Cholera! Cholera! Cholera!".
- Przyniosłam dla ciebie jedzenie, Daidre. Słyszałam, że miałaś wypadek w ogrodzie jak pomagałaś Hughesowi i spadłaś z drabiny na kamienie. Strasznie mi przykro.
- Można powiedzieć, że prawie nic mi nie jest. Czuję się lepiej niż wczoraj. - Emma usiadła na jej łóżku, odkładając jedzenie na toaletkę.
- To świetnie. Dzisiaj ja i Mary Jane jesteśmy do twojej dyspozycji jeśli czegoś będziesz potrzebowała. - uśmiechnęła się, ale jej cichy chichot zagłuszył wybiegający z łazienki Gajeel, który w kółko mamrotał "Cholera! Cholera! Cholera!". - Mam nadzieję, że zdąży chociaż na resztki.
- Spokojnie Emma, może na posiłki będę mogła chodzić sama, tak to nie będę potrzebowała waszej pomocy.
- Nie nie nie! Nie ma takiej możliwości Levy! - Emma wstała i zasłoniła dłońmi usta. Levy spojrzała na nią dużymi oczami jakby nagle się okazało, że Emma jej matkę zabiła. "Papla! A ja mu zaufałam!" warczała do siebie w myślach.
- T-to nie tak! Nikt mi nic nie powiedział! - Emma machała dłońmi tłumacząc się. - P-przez przypadek podsłuchałam waszej wczorajszej rozmowy z Hughesem. I nawet teraz na ramieniu twojego partnera zauważyłam znak gildii. Wiesz, Fairy Tail od momentu Igrzysk Magicznych jest najbardziej znaną gildią w całym kraju.
- R-rozumiem.. - uśmiechnęła się lekko i podrapała z tyłu głowy. - Tylko nie mów tego nikomu, dobrze?
- Dobrze, Daidre. - puściła do Levy oczko i ruszyła w stronę łazienki. - A teraz się przyszykuj, pomogę ci się umyć.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Chyba poradziłam sobie z zadaniem! Zmieniłam trochę wygląd bloga, lepiej, co nie? Ja wiem, że i tak nikt tego nie czyta, ale miły byłby choć mały komentarz. ;n;
Oooooo, bardzo ciekawy i tajemniczy rozdział! *__* I szkoda mi Levy, moja kochana taka biedna ;_____;
OdpowiedzUsuń