poniedziałek, 24 marca 2014

12. "Mój skarb; Kirishka B."

 Rozdział w sadze : XII
Rozdział ogółem : XII
Ilość słów : 2142
Adnotacje : Brak.
Levy siedziała na swoim łóżku i powoli kończyła czytać książkę o pierwszym magu Gwiezdnych Duchów. Mimo braku okularów do szybkiego czytania, Levy skończyła czytać tą książkę w cztery godziny, pomimo ponad pięciuset stron. Był z niej mól książkowy i to nie byle jaki. Uwielbiała książki już od małego. Ostatnio udało jej się nawet przypomnieć, że czytała z mamą książki co wieczór, póki ta nie usnęła. To śmieszne, ale to miejsce przywracało jej wspomnienia o matce. Niestety, nie mogła sobie ciągle przypomnieć jej twarzy. To było jej przekleństwo. W końcu książka którą czytała zakończyła swoje strony. Zafascynowana odłożyła książkę na półkę obok łóżka i złapała za swój pamiętnik.
I kolejna książka przeczytana. Mimo, że czytałam tą książkę wiele razy, za każdym razem kojarzy mi się z Lu. Lu swoje klucze również znajdywała w różnych miejscach. Można powiedzieć, że jest najpotężniejszym magiem Gwiezdnych Duchów, a zaraz po niej Yukino, z pozostałymi trzema duchami. Tęsknię za Lu. Tak dawno jej nie widziałam. Chciałabym, żeby teraz przyszła i ze mną porozmawiała chociaż trochę.
- Panienko Daidre? - do pokoju weszła Mary Jane. - O! Jest pani!
- Z tego co wiem, ty wtedy też byłaś pod drzwiami, więc wiesz jak mam na imię. - zaśmiała się Levy odkładając swój pamiętnik na miejsce. - A więc co cię do mnie sprowadza Mary Jane?
- Mama prosiła żeby trochę z tobą posiedziała, póki nie zjesz obiadu. - powiedziała, kładąc tacę na toaletce.
- Popatrz, przyjechałam tutaj pracować, a czuję się jak jakiś honorowy gość. - zaśmiała się łapiąc się za policzki. - Zaraz, mama?
- Pani Emma to moja przyszywana matka. - uśmiechnęła się Mary Jane. - Urodziłam się na ulicy, a ona jedyna przygarnęła mnie i dała mi wraz z panem Tatorim pracę.
- Emma ma bardzo dobre serce, prawda?
- Tak! Mama ma wspaniałe serce.
- A więc Mary Jane.. - powiedziała, biorąc tackę z jedzeniem na swoje kolana. - O czym byś chciała porozmawiać?
- Słyszałam, że bardzo lubisz książki. - uśmiechnęła się dziewczyna siadając na łóżku maga. - Ja też strasznie lubię, więc chciałam ci pokazać moją ulubioną.
- Naprawdę? Jeśli chcesz, będziemy mogły się wymienić książkami. Mam ze sobą moją ulubioną. - pokazała palcem na dużą książkę z błękitną okładką leżącą na półce. - Wiesz kim są Gwiezdne Duchy?
- Tak, są to duchy które przechodzą do naszego świata i walczą w imieniu maga Gwiezdnych Duchów. Są dwa rodzaje kluczy : srebrne i złote, które reprezentują Duchy Zodiaku. Jest 12 złotych kluczy, lecz legendy mówią o 13 kluczu Wężownika.
- Tak, wiesz dużo na ten temat. - zaśmiała się Levy. - A ta książka pochodzi właśnie ze świata gwiezdnych duchów. Moja przyjaciółka jest posiadaczką 10 złotych kluczy i przyjaciółką Króla Duchów.
- Znasz Lucy Heartphilię? - zdziwiła się Mary Jane. - Więc jesteś z gildii Fairy Tail?
- Tak. - uśmiechnęła się ochoczo. - A wiesz, powiem ci, że udało mi się na własne oczy zobaczyć wężownika. Posiada go pani Yukino z gildii Sabertoot, tak jak pozostałe 2 złote klucze.
- Łaał! Naprawdę będę mogła przeczytać tę książkę? - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Tak, oczywiście. Będziesz mogła ją trzymać tak długo jak będziesz chciała. A twoja książka?
- Przyniosę ją pod wieczór, dobrze? - uśmiechnęła się dziewczyna machając wesoło nogami.
- Dobrze. - powiedziała Levy patrząc na szczęśliwą młodą czytelniczkę. Fascynowało ją, że w tak młodym wieku czyta, a nie chodzi na różne przyjęcia jak nastolatki w jej wieku. Ona sama miała tak naprawdę 25 lat, ale czuła się i wyglądała na ledwo 18. Ona też można powiedzieć, że zmarnowała dzieciństwo na książkach. Jedynych przyjaciół miała w Jetcie, Droyu i Canie. Potem dopiero pojawiła się Lucy, Lily i Gajeel. Wspaniałe dla niej okazało się uczucie przebywania z przyjaciółmi, ale jednak nie umiała już wtedy porzucić swojej pasji do książek. Były dla niej jak nałóg. Jak dla Cany nałogiem było piwo, tak i dla niej nałogiem była literatura. Fikcja, popularno-naukowa, wszystkie rodzaje. Za czasów szkoły, do której chodziła dzięki mistrzowi Makarovowi, czytała wszystkie podręczniki minimum 12 razy w ciągu roku. Ukończyła szkołę z najlepszymi wynikami dotychczasowymi. A teraz Mary Jane szła w jej ślady. Modliła się tylko o to, aby kiedykolwiek znalazła swoich przyjaciół.
- A o czym jest twoja książka, Mary Jane? - spytała podstępnie, odkładając tacę na bok.
- To tajemnica. - zaśmiała się wstając z łóżka. - Powiem tylko tyle, że dużo mnie nauczyła. Na mnie już czas, jeśli czegoś będziesz potrzebowała zawołaj nas, dobrze? Twój chłopak zaraz powinien wrócić z pracy więc może on ci pomoże.
- M-mój co?! - mina Levy zrzedła, a skóra twarzy zrobiła się blada.
- T-to pan Gajeel nie jest twoim chłopakiem? - spytała zszokowana.
- W żadnym wypadku! Taki olbrzym, idiota, dureń i zboczeniec nie mógłby być nawet moim chłopakiem!
- To dziwne, po wydajesz się go lubić, Levy. - zaśmiała się cicho, po czym wyszła z pokoju. Levy otworzyła szeroko usta i wcisnęła twarz w poduszkę, krzycząc w nią. Po chwili jednak się uspokoiła.
- Aż tak to widać? - spytała samej siebie, która odbijała się w lustrze toaletki.
***********
- Co? - warknął Gajeel. - Jak to się spóźniłem?!
- No normalnie chłopie. - poklepał go po ramieniu Hughes. - Wszyscy wszystko zeżarli, a uwierz mi, było niezłe.
- Toż to koszmar zawżdy. - zaśmiała się Blaire.
- Zamknij się blondynko! - warknął na nią Gajeel, jednak jego żołądek trochę go zagłuszył.
- Trzymaj. - powiedziała Mary Jane podając mu średniej wielkości bułkę z sezamem. - To ostatnie co zostało.
- Pierwszy raz mówię do dziecka dziękuję, a tym dzieckiem nie jest Wendy, więc : Dziękuję.
- Kim jest Wendy? - spytała zaciekawiona.
- Nie twój interes. - parsknął wbijając swoje kły w nadczerstwiałą bułkę. Nie była taka zła, pomijając sezam wbijający się pomiędzy zęby.
- Dzisiaj czeka cię praca ze mną Teli! - wrzasnął szczęśliwy Hughes, jakby nagle wygrał kupon na loterii. - A jak mam ciebie do pomocy, to już wiem czym się dzisiaj zajmiemy.
Gajeel był przerażony postawą ogrodnika, ale jakoś musiał się z tym pogodzić. Nie rozumiał, jak ci ludzie mogli tak żyć. Usługiwać komuś i zamiatać każdy paproch spod jego delikatnej dupy. On ledwo wytrzymywał te kilka dni które tutaj był, a co dopiero jeszcze tydzień minimum. Westchnął cicho i dokończył bułkę, po czym ruszył za Hughesem, związując włosy czerwoną przepaską.
- Trzymaj! - powiedział Hughes, rzucając mu w twarz kombinezon roboczy. - Dzisiaj pracujesz jako ogrodnik, musisz mieć strój.
Gajeel tylko mruknął coś pod nosem i szybko przebrał się w kombinezon, wiążąc rękawy w pasie, a przepaską obwiązał znak gildii. Dzisiejsze słońce było wyjątkowo zabójcze. Już idąc w pełnym skwarze pocił się jak najęty. Hughes musiał być do tego przyzwyczajony, bo nie spocił się nawet kropli.
- A więc. - powiedział stając naprzeciw wielkiej szopy za domem. - Ta szopa jest wypełniona po brzegi metalem od środka. Trzeba ją opróżnić, a potem zburzyć, bo takie jest zarządzenie. A że ty wpieprzasz metal jak najęty i nie jadłeś śniadania : bon apetit!
Teraz w końcu Redfox zrozumiał, że nagłe zniknięcie śniadania, pomimo 10-minutowego spóźnienia było kompletnie zaplanowane przez Hughesa. Nie winił go za to. Wlazł do szopy i siadł biorąc pierwszą lepszą blachę i zaczął ją po prostu zżerać. Tak dawno nie miał stali w ustach. Tęsknił za tym straszliwie. Nie minęły 2 godziny, a Gajeel opróżnił praktycznie całą szopę. Po kolejnej godzinie zawołał Hughesa, aby ostrzec go przed demolką. Niestety Gajeel się zawiódł. Wystarczył jeden Ryk Żelaznego Smoka, by zmieść prawie całą szopę. Jeszcze kilka uderzeń pazurami, a po stęchłych deskach nie pozostało nic.
******
Siedziała na małym krzesełku w łazience, czekając na Emmę. Pomagała jej się umyć, o powrocie znad jeziora. Mimo to, było to dość miłe pożegnanie sierpnia.
- Levy, muszę już iść! - zawołała zza drzwi. - Przyszykowałam ci ubrana na twoim łóżku. Poradzisz sobie?
- Emma, wiele razy ubierałam się sama, poradzę sobie.
- Tylko się nie przemęczaj! - zawołała, po czym słychać było trzask drzwi. Levy westchnęła cicho do siebie. Naprawdę spędziła fajny dzień rozmawiając z Mary Jane, czytając i bawiąc się trochę w wodzie pod okiem Emmy. Szkoda tylko że nie było z nią Gajeela. Stanęła pod prysznicem, mimo chwiejnych nóg utrzymywała się, ale ledwo. Spłukała z siebie resztki mydlin ciepłą wodą, po czym złapała za ręcznik i owinęła go wokół siebie. Wyszła z łazienki i siadła na swoim łóżku. Szczerze mówiąc, nie chciało jej się w ogóle przebierać, ale no trzeba. Zsunęła z pleców ręcznik i nagle słychać było trzask drzwi. Odwracając lekko głowę bez obrotu tułowia zauważyła Gajeela, który stał ze zdziwioną miną bez koszulki w kombinezonie przewiązanym w pasie. Zarumieniła się mocno, on z resztą też. Złapał za klamkę i bez słowa wyszedł z pokoju.
- P-plecy...- szepnął do siebie pod nosem. Były piękniejsze niż sobie wyobrażał. Niczym brzoskwinia zgolona z jej delikatnych włosków. Plecy oszpecała tylko mała blizna przy karku, która dla niego wydawała się słodka i urocza. Kurwa mać! Jeśli zaraz nie wykona tego jebanego zadania, a ten bucyfał nie zdejmie z niego uroku to się poszlachtuje! Przetarł szybko twarz dłońmi, aby nikt nie zauważył jego lekkich rumieńców. Powoli złapał za klamkę i zobaczył Levy schowaną pod kołdrą.
 - P-przepraszam. - wydukał po chwili cały zlany potem. - N-na serio nie chciałem.
 - Zboczeniec. - paplnęła spod kołdry z rumieńcem na twarzy.
 - Ja zboczeniec?! Ja się przebieram w łazience!
 - Ja nie biegam w samej bieliźnie po pokoju! - warknęła wychodząc spod kołdry.
Spojrzał na nią. Miała na sobie koszulę nocną, które lekko prześwitywała pokazując komplet czarnej bielizny w białe groszki.
 - P-poczekaj chwilkę.. - wydukał zasłaniając krople krwi spod nosa, po czym skierował się w stronę łazienki.
- Wszystko w porządku? - spytała wyłaniając spod kołdry również swoje nogi.
- Tak, w najlepszym! - warknął zamykając drzwi od łazienki gdzie tam szybko zażył zimny prysznic. Uchylił lekko drzwi patrząc na pokój. Levy siedziała na kołdrze i pisała coś w małym brązowym zeszycie.
- Co tam masz krewetko? - próbował być dla niej oschły jak zawsze.
- N-nic! - wykrzyknęła przerażona i schowała notatnik pod swoją poduszkę. Po chwili rozległo się pukanie do pokoju. Była to Mary Jane. W dłoniach trzymała dość grubą książkę w ciemnej okładce.
- Przyszłam na zamianę książek Levy-sama! - uśmiechnęła się wesoło po czym szybko wbiegła do pokoju. - Proszę, to dla ciebie.
- Trzymaj Mary Jane, ta jest twoja! - powiedziała przekazując książkę Gwiezdnych Duchów młodej czytelniczce. Ta przekazała jej swoją książkę, po czym szybko wybiegła życząc im wesołej nocy.  Levy nagle cała się zaczerwieniła i szybko schowała głowę pod kołdrę, co sprawiło jej tylko więcej gorąca. Kiedy zobaczyła swoje ubrania prawie zabiłaby Emmę za to co jej zostawiła. Odkryła twarz kiedy nie czuła już rumieńców i otworzyła książkę. Gajeel już chrapał więc w spokoju mogła zacząć czytać. Po cichu wyszeptała zaklęcie światła i podświetliła sobie strony. Zdziwiła się trochę. Księga Magii Zapomnianych? Skąd Mary Jane mogła mieć tą książkę? Szybko otworzyła na spisie treści. Magia Zabójcy Bogów, Magia Lalek, Magia Smoczego Zabójcy. To była książka do nauki magii uważanych za zapomniane lub trudne do nauczenia. Ciekawa wszystkich rodzajów magii przekartkowała strony spisu. Solidny Skrypt też tu był? Jej oczy zabłyszczały lekko. Czyżby znalazła coś, co pomoże stać jej się silniejszą?  Przekartkowała szybko na rozdział o magii Solidnego Skryptu czytając z zainteresowaniem. Zaczęła czytać o poprawnej postawie maga Skryptu co zwiększy przepływ myśli do wytwarzanych słów oraz przeczytała o dwóch tajemnych technikach : Burzy piorunów i Żywym Kataklizmie. Przynajmniej tyle zdążyła przeczytać zanim Gajeel się obudził na czas poranka.
- Czemu nie śpisz krewetko? - spytał zaspany przecierając oczy.
- Czytam książkę od Mary Jane. Nie uwierzysz o czym jest! - powiedziała czytając fragment, że silniejszy efekt da używanie pióra lub wypisanie słowa palcami w powietrzu widząc je w myślach.
- Niech zgadnę. O wpółnagim i przystojnym Smoczym Zabójcy który nie nazywa się Natsu, Rouge, Sting, Cobra lub Laxus i rozkochuje w sobie kobiety? - zaśmiał się charakterystycznie.
- Od kiedy Wendy rozkochuje w sobie kobiety? - zaśmiała się głupio aby mu dogryźć.
- Cicho. Mów o czym krewetko jest ta głupia księga.
- Księga Magii Zapomnianych. - powiedziała odwracając okładkę w jego stronę. - Nie wiarygodne, że taka książka nawet istnieje! I skąd ta dziewczyna ją miała?
Gajeel wstał szybko i podszedł do łóżka Levy siadając na brzegu. Obecność jej adoratora obok niej w samych bokserkach przyprawiła ją o zawroty głowy i mocne rumieńce na twarzy. Ten wyrwał jej książkę z dłoni i ją przekartkował.
- Masz ze sobą te okulary do szybkiego czytania? - spytał spoglądając na jej zrumienioną twarz.
- Chcesz to przeczytać?! - spytała z mocnym zdziwieniem.
- Nie, ty to przeczytasz. - powiedział wciskając jej książkę w dłonie. - Musisz zobaczyć czy nie ma tam niczego drobnym druczkiem.
Jej mina była trochę zmieszana ale po chwili wyjęła spod poduszki okulary do szybkiego czytania i założyła je na nos, po czym otworzyła książkę. On wstał i poszedł do łazienki szykując się do śniadania, a ona siedziała w łóżku czytając książkę. Po 20 minutach Gajeel wyszedł spod zimnego prysznica wycierając włosy ręcznikiem.
- I znalazłaś coś krewetko?
- Nic a nic na kartkach, ale..
- Ale co?
- Na tylnej okładce książki jest wydrapane "Mój skarb; KIrishka B.". Nie wiem czy to prawdziwe, czy ktoś po prostu robi sobie jaja, ale jeśli to jest Skarb Kirishki, to co jest w tamtym korytarzu?

1 komentarz:

  1. Jakby co to jestem Laluch'em z dA XD
    Levy się rumieni, awww~ >///////////< i przyznała się, że lubi Gajeel'a~! *^*
    Weź, ten rozdział uszczęśliwił mnie jeszcze bardziej XD a wyszedł Ci świetnie :3

    OdpowiedzUsuń