wtorek, 25 marca 2014

13. Złapiemy ją, obiecuję!

Rozdział w sadze : XIII
Rozdział ogółem : XIII
Ilość słów : 1915
Adnotacje : Brak.
- Jeśli to jest Skarb Kirishki, to co jest w tamtym korytarzu?- spytała z lekkim przerażeniem na twarzy.
- Nie mam zielonego pojęcia. - parsknął Gajeel. - Twoim zadaniem dzisiaj będzie spytać się tej młodej skąd ma tą książkę, a ja z Hughesem pójdę od ogrodu sprawdzić co jest w tym korytarzu.
- Ja też chcę iść!
- Zamknij się, ty tu nie masz nic do gadania. Jak się nie spytasz tego dzieciaka skąd ma tą książkę, to nie będziemy wiedzieli, czy warto iść do tych podziemi. Rozumiesz?
- To bez sensu. - prychnęła krzyżując ręce na piersi. - I tak tam pójdziecie.
- Ano pójdziemy, ale nie chcę żebyś czuła się bezużytecznie. Gehee. - powiedział, po czym wstał i poszedł się ubierać do łazienki.  Naprawdę on chciał żeby nie była bezużyteczna, czy mówił to tylko dla pozorów? Ten chłopak ciekawił ją od samego początku. A ich pierwsze spotkanie nie było za ciekawe. On po prostu na nią napadł. Na nią i jej przyjaciół. Od tego czasu już ją interesował i jednocześnie straszył. Podczas ich pierwszego spotkania ocknęła się pod drzewem niedaleko ich gildii.
- Kim jesteś? - spytała obolała.
- Zamknij się, ja tylko wykonuję swoją misję. - parsknął, kiedy przyszpilał do drzewa jednego z jej przyjaciół.
- Phantom Lord.. - powiedziała patrząc na jego prawe ramię.
- I co, wróżeczko? Przeszkadza ci to? Brzydzisz się mnie? Bo ja ciebie tak.
- Czemu nam to robicie?
- Zamknij się, bo masz za śliczną buźkę żeby cię uderzyć. - powiedział, po czym złapał między dwa palce jej policzki przybliżając lekko do swojej twarzy. - A taka byle jaka ona nie jest.
- Puść mnie i moich przyjaciół. - wyszeptała cicho.
- Wróżko, nawet jeśli miałbym serce którego nie mam, to bym was nie puścił. Nienawidzę wróżek.
- Czemu niby nas nienawidzisz?
- Jesteście ciepłymi kluchami. Nic tylko ta wasza przyjaźń i miłość do siebie.
- Bo jesteśmy dla siebie rodzina.. - powiedziała, lecz ten zacisnął mocniej palce na jej policzkach.
- Gówno prawda. Nie macie nawet wspólnej krwi. Taka rodzina to tylko bagaż. Jednemu się coś stanie, a zaraz wszyscy do niego lecą nawet jeśli jest to rozcięty palec.
- I to jest plus rodziny. Rodzina zawsze ci pomoże..
- Zamknij się, bo zaraz się rozmyślę i cię walnę w tą buźkę. - puścił jej twarz i popchnął na ziemię. - ciałko też masz ładne, może zostawię na nim po sobie pamiątkę?
Wtedy to wyrył jej na brzuchu znak Phantom Lord, przez co aż straciła przytomność. Ocknęła się dopiero kilka dni po jej zdjęciu, kiedy cała sprawa z Phantom Lord się zakończyła. Gdy pierwszy raz go ujrzała w gildii, ból na powierzchni jej brzucha ponownie się pojawił. Przestała się bać Gajeela dopiero wtedy, kiedy Laxus pragnął wszystkich pomiędzy sobą skłócić. Wtedy już tylko ją intrygował. Z początku słabo, ale to uczucie wzrastało. Kiedy przechodził obok niej czuła jego mocny zapach. Uwielbiała go. Serce od tego zapachu biło jej mocniej. Nawet Lucy powoli zdawała się zauważać, że dziewczyna go adoruje. Na wyspie Tenrou myślała, że jej serce wyskoczy z klatki piersiowej kiedy widziała jak cierpiał. Podczas szukana Zegara Nieskończoności chciała z nim być tylko sam na sam. Po głowie chodziły jej nawet myśli zrzucenia jej przyjaciół ze skał na które wchodzili.
- Co piszesz krewetko? - spytał wychodząc z łazienki ubrany w kombinezon ogrodniczy. Nie zauważyła nawet, kiedy wyjęła okulary do szybkiego czytania i spisywała z książki czary Solidnego Skryptu. Szybko zamknęła książkę i wstała z łóżka idąc do łazienki.
- Jeśli spotkasz Emmę, powiedz jej, żeby nie przychodziła na razie do mnie. - powiedziała, stojąc obok niego, lecz patrząc przed siebie. - A z Hughesem wejdźcie od strony ogrodu, jeśli mam rozmawiać z Mary Jane. Lepiej żeby nie wiedziała o przejściu, jeśli znalazła gdzie indziej tą książkę.
Gajeel  spojrzał na nią lekko zdziwiony, lecz ta weszła do łazienki i zatrzasnęła za sobą drzwi. Zsunęła się i siadła z hukiem na podłodze pod drzwiami.
- Krewetko wszystko w porządku? - spytał pukając w drzwi.
- Tak, idź już sobie. - warknęła głucho. - Dureń!
Prychnął na drzwi i wyszedł z pokoju idąc na jadalnię. Siedziała skulona pod drzwiami łazienki i lekko pociągała nosem. Zbierało jej się na łzy. Czemu? Czemu musiała się zakochać? Czemu akurat w nim? Nieczułym i ohydnym Smoczym Zabójcy? Wstała i przemyła twarz zimną wodą po czym związała włosy w kitkę, by nie przeszkadzały jej podczas nauki. Jeśli nie może zwrócić chociaż jego uwagi na sobie takim strojem, to weźmie przyłoży się do nauki by stać się silniejszą. Może chociaż tak go zainteresuje do siebie? Zdjęła z siebie koszulę i ruszyła do pokoju  by siąść w łóżku i czytać. Widok Hughesa i Gajeela w drzwiach maksymalnie ją zaskoczył.
- G-gajeel ona jest prawie naga. - powiedział zakrywając sobie oczy.
- Z-zauważyłem staruszku. - odparł cały czerwony.
- Proszę tylko nie mów mi, że wy..
- WYNOCHA STĄD! - warknęła, po czym wykrzyczała zaklęcie głazu i pchnęła je w stronę chłopaków wypychając ich z pokoju. Szybko zatrzasnęła je od środka i wybiegła do łazienki po szlafrok, po czym poszła otworzyć drzwi zdezorientowanym kolegom. Wpuściła ich do środka i siadła na swoim łóżku w ciszy.
- Wybacz, ale wyglądałaś jakbyście się wy ten teges no..
- Nic się tu stary dziadzie nie działo! - warknął na niego Gajeel, aż mu żyłka wyskoczyła na czole.
- Tak? - powiedział poprawiając okulary. - To czemu ona się rumieni?
Spojrzeli oboje na nią. Siedziała odwrócona w ich stronę ze spuszczoną głową a na jej policzkach ukazywała się mocna czerwień. Swoje małe pięści zaciskała opierając je na nogach.
- Przecież oboje widzieliśmy ją prawie nago. - prychnął Gajeel odwracając się od nich. - Jej przyszły mąż nas za to zabije jakby się dowiedział.
- A może ona po prostu się zarumieniła bo to sobie wyobraziła? - spytał Hughes odwracając głowę w jego stronę.
- Ona nie jest na tyle zboczona żeby tak robić. - tutaj Gajeel niestety był w błędzie, lecz o tym nie wiedział.
- A może ona cię po prostu lubi lubi? - szepnął mu na ucho aż Gajeel się zarumienił mocno. Krewetka by go lubiła?
- Gościu chyba cię posrało! - warknął robiąc się jeszcze bardziej czerwony. - Nie ma mowy!
- No to chyba jest jednak możliwe żeby się w tobie zabujała, nie jesteś aż tak szpetny jak się wydajesz!
- Zaraz, co?! - wrzasnęła Levy wstając z łóżka. - Że ja niby miałabym zakochać się w tym przydupnym zboczeńcu?!
- Ej, nie jestem zboczeńcem! Nie porównuj mnie do pana Miętówki! - krzyknął wymieniając się z nią spojrzeniem ze swojej czerwonej twarzy.
- Levy, przyznaj się i powiedz po prostu że się w nim zakocha..
- Nie zakochałam się w tym idiocie! - wrzasnęła przerywając Hughesowi. - Nigdy go nie kochałam, nie kocham i nigdy go nie pokocham! Nie mogę zakochać się w idiocie który jest bezuczuciowym draniem i zboczeńcem! Jest okropny i zaczynam żałować że nie poczekałam z tą misją na Lu! - dziewczyna rozpłakała się, a kiedy poczuła łzy na policzkach uciekła do łazienki ze słowem "Idioci!" na ustach. Po chwili do pokoju weszła Emma i wyprosiła bladych jak ściany chłopaków z pokoju tłumacząc się umyciem Levy. Gajeel jednak czuł się lekko zraniony tymi słowami. Kto wie, może gdyby nie urok kiedyś by się w niej zakochał a tu proszę. Ta nic do niego nie czuła. I bardzo dobrze. Kiedy pozbędzie się tego uroku, wszystko będzie tak jak dawniej.
- Spokojnie Gajeel, ona pewno tylko kłamała, żeby nas oszukać. - poklepał go po ramieniu Hughes, idąc z nim do ogrodu.
- Nie, po części miała rację staruszku. - zaśmiał się charakterystycznie. - Jestem bez serca, kiedyś jej to niestety okazałem, a nawet powiedziałem, kiedy byłem jeszcze w Phantom Lord.
- Oj Gajeel. Jak będziesz się tak zachowywał to nigdy nie będziesz miał dziewczyny!
- Staruszku, przypominam ci, że ty też nikogo nie masz.
- Mam żonę.
- Ona nie żyje.
- Nie mam serca na nowy związek.
- Przyznaj się po prostu, że nie umiesz.
- No nie umiem.
- Widzisz. Nie ucz ojca dzieci robić. Gehee!
- To ty masz dzieci?
- Człowieku, mam 19 lat! Pojebało cię?!
*******
- Levy, otwórz proszę drzwi. - powiedziała Emma ciągle pukając do drzwi łazienki.
- A oni sobie już poszli?
- Tak, wyrzuciłam ich Levy.
Levy otworzyła drzwi i stanęła przed Emmą. Jej włosy były roztrzepane i wychodziły spod opaski na wszystkie strony. Jej śliczne oczy które zazwyczaj błyszczały od słońca, były pokryte łzami, a delikatne brzoskwiniowe powieki spuchnięte i pokryte czerwienią z fioletem. Szlafrok był pozagniatany, jakby spędziła tam noc a nie prawie pół godziny. Levy wtuliła się do Emmy i ponownie zaczęła płakać. Emma pogłaskała ją delikatnie po głowie obejmując ją.
- Levy, czemu płaczesz? - spytała, kiedy ta w końcu się od niej odlepiła.
- Bo mężczyźni to zboczeńcy.
- Hughes i Gajeel coś ci zrobili?
- Nie. Kompletnie nic. Po prostu czasami.. - westchnęła. - Mam go dosyć a jednak..
- A jednak coś czujesz do Gajeela?
- To nigdy nie wyjdzie z moich ust publicznie Emmo, nie naciskaj proszę. - zaśmiała się cicho i ruszyła do łazienki gdzie Emma pomogła jej się umyć. Potem poprosiła ją, aby Mary Jane do niej przyszła, gdzie wyżej wymieniona pojawiła się 5 minut po wyjściu jej matki.
- Levy-sama! - zawołała dziewczyna wbiegając do pokoju w ubraniu roboczym. - Przeczytałam ją przez noc, ta książka jest wspaniała!
- Cieszę się że ci się spodobała, ale mam do ciebie pytanie Mary Jane. - jej mina spoważniała. - Skąd masz tą książkę, która mi dałaś?
- Znalazłam ją pewnego dnia podczas sprzątania w starym gabinecie seniora Tatori. Zaciekawiona spytałam pana Marco czy mogłabym ją wziąć a ten się zgodził, więc zaczęłam ją czytać i tak nauczyłam się Magii Lalek i Magii Akrobacji. Coś nie tak?
Levy kiwnęła do dziewczyny palcem aby się zbliżyła, po czym pokazała jej wydrapanie na tylnej okładce książki. Dziewczyna zaniemówiła.
- T-to jest Skarb Kirishki?! - powiedziała przerażona. - M-musisz mi oddać tą książkę Levy-sama! Proszę!
- Nie mogę Mary Jane. - powiedziała zamykając książkę. - Wiem, że od dłuższego czasu płaczesz przez sen. Tak twoja mama dowiedziała się, że jesteś zastraszana przez ducha Kirishki. Jeśli ten duch jest prawdziwy powinien wiedzieć, że do tego skarbu nie potrzeba klucza.
- Skąd wiesz o Kluczu Skabru Kirishki?
- Słyszałam twoją rozmowę z Blaire, Mary Jane. - spojrzała na nią poważnie. - Nie wiesz może, czy Blaire nie jest magiem?
- N-nie wiem. - spytała poddenerwowana odkąd usłyszała imię Blaire.
- Powiedz mi proszę jeszcze jedno Mary Jane.
- Tak Levy-sama?
- Czy to ona cię zastrasza?
Mary Jane skamieniała. Chciała wstać i uciec, ale Levy złapała ją za nadgarstek patrząc na nią groźnie. Nauczyła się tego od Gajeela. Jednak dziewczyna wiedziała, że nie powinna używać magii żeby uciec od nowej przyjaciółki. Siadła z powrotem na miejsce i spuściła głowę.
- Mam tego dosyć. - zacisnęła pięści. - Nie chcę już tego. Chcę uciec od niej, lecz grozi mi, że mnie zabije, a ze mną moją mamę.
- Spokojnie Mary Jane. Mam plan, żeby zatrzymać Blaire i złapać ją za próby kradzieży skarbów z tego domu.
- Jaki? - spojrzała na nią z lekko szklanymi oczami.
- Posłuchaj mnie. Za 4 dni w wiosce niedaleko jest dwudniowy Festiwal Plonów, gdzie ludzie świętują i patrzą na ogrody, które kwitną o północy pod wpływem tajemniczej magii. Wiem, że służba ma pozwolenie wtedy iść na Festiwal. Wyjdę z Gajeelem na ten Festiwal, a ty udasz chorą.
- Ale co to ma wspólnego z Blaire?
- Widzisz, na tamtym regale pod ścianą jest książka, która aktywuje przejście do tajemniczego tunelu. Poprosisz ją, żeby z tobą została pod pozorem znalezienia Skarbu Kirishki. Tam jest kolejne przejście aktywowane guzikiem w kształcie skały. Tam będę ja i Gajeel. Ustawimy na nią pułapkę!
- A jeśli to nie zadziała i mi karze wejść pierwszej?
- Ciebie ominiemy kochana. Najwyżej uciekniesz z Magią Akrobacji. A jeśli jakimś cudem ucieknie do domu, tam pomoże nam Emma, Moriarty i Hughes. Powiemy też o tym panu Marco. Złapiemy ją, obiecuję!
~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że ta część taka krótka. Miłego czytania~!

1 komentarz:

  1. Coooooooo, Levy i Gajeel się pokłócili, jak ja mam to przeżyć?! ;__________;
    Ale nie no, nigdy bym nie podejrzewała, że Blaire zastrasza Mary Jane o_____________________________o

    OdpowiedzUsuń