Rozdział w sadze : XIV
Rozdział ogółem : XIV
Ilość słów : 1851
Adnotacje : Brak.
- Gajeel, zapomnieliśmy książki! - wrzasnął Hughes szukając fontanny w Różanym Labiryncie.
- Szlag, na śmierć o niej zapomniałem! - burknął łapiąc się za głowę. - Biegnij po Emmę żeby wykurzyła jakoś ją z pokoju a ja pójdę na miejsce.
- Pogrzało cię? Nie chcę się z nią spotkać twarzą w twarz po tym jak nas wywaliła z pokoju! Ja się jej boję.
- A ona nie jest młodsza od ciebie? - spojrzał na ogrodnika ze zdziwieniem.
- Może i jest, ale zachowuję się gorzej niż moja matka. A uwierz mi proszę, ona była straszna!
- No dobra, to jaki masz plan? - spytał podchodząc do podziemnego przejścia.
- Zdamy się na mój instynkt! - zaśmiał się Hughes wskakując do podziemi przed Gajeelem.
Młody mag westchnął na swojego kompana i ruszył w jego ślad wskakując do podziemi, po czym zamknął klapę od przejścia. Lakrymy były zgaszone, więc ruszyli przed siebie w ciszy patrząc na każdy swój krok. Po około dwudziestu minutach dotarli do pokoju w którym Levy znalazła metalową książkę.
- Jak my będziemy wiedzieć, że jej nie ma? - spytał Gajeel patrząc na ścianę pod różnymi kątami.
Hughes uśmiechnął się i wyjął z kieszeni małe noże uśmiechając się szyderczo. Jednak rzucił w ścianę obok robiąc w niej dwie dziury.
- Ale pokój jest tutaj. - wskazał na ścianę obok.
- Ale tam jest regał ptasi móżdżku. - zaśmiał się ogrodnik. - Mieliście drzwi po lewej, a tam chyba jest...
- ŁAZIENKA! - wrzasnął Gajeel, po czym podbiegł do ściany i wyjął z niej noże. Za ścianą było słychać głuchy plusk wody i ciche wzdychanie.
- Levy tam jest? Jak tak, to ja idę po książkę! - szepnął Hughes, po czym uruchomił mechanizm, żeby przedostać się do pokoju. Gajeel został w pokoju za ścianą i powoli podszedł do ściany i przyłożył twarz do dziur. Tam stała Levy. Nie spodziewał się, że będzie ubrana. Boże, to o czym on myślał?! Przetarł oczy i znów przyłożył je do dziur. Stała w centrum łazienki zła. W dłoni miała swoje pióro do tworzenia słów, ale zazwyczaj go nie używała, więc po co jej było? Stanęła w lekkim rozkroku i pchnęła długopisem nie wypowiadając wcześniej słów zaklęcia. Mimo tego z pióra poleciała woda, która zakręciła się wokół jej małej sylwetki, po czym jedną wielką strugą strzeliła przed siebie. Ta odbiła się od kąta łazienki obijając sufit, po czym skończyła na plecach dziewczyny. Ta krzyknęła z bólu, że Redfox aż podskoczył. Chciał wybiec i jej pomóc, lecz po chwili wbiegł wystraszony Hughes z książką pod pachą. Dziewczyna opadła na ziemię, a oni uciekli zapalając światła lakrym.
- Powiedz mi Gajeel. - powiedział Hughes siadając na ziemi po dwudziestominutowej podróży do końca pierwszego korytarza. - Czemu Levy tak wrzasnęła?
- Z-zobaczyła karalucha. - powiedział lekko wkurzony faktem, że nie mógł jej pomóc, a ona cierpiała. - Tch! Kobiety są dziwne jak się boją robali.
- Rzeczywiście. - zaśmiał się Hughes, po czym otworzył książkę i wytrzeszczył oczy. - Oj..
- Co tam jest? - wrzasnął zaciekawiony mag.
- N-nazwiska i liczby. - charknął cicho. - Tylko, że są to nazwiska wszystkich bogaczy którzy żyli tutaj 30 lat temu...
- Nie pierdol! - wrzasnął zaciekawiony po czym podbiegł do Hughesa wyrywając mu książkę. - Te liczby to daty durniu! Nie widzisz tego "X" przez 761?!
- No rzeczywiście, patrząc na to pod tym kątem.. Czyli ta książka to bilans majątkowy bogaczy z okolicy!
- Patrz tutaj. - powiedział wskazując na kartkę. - McGarden. Kiedy straciliście swój majątek?
- To było gdzieś koło marca X770 roku..
- "24 luty X770; 200 milionów kryształów do skarbca" - przeczytał.
- Więc ktoś nam to po prostu ukradł! Wiedziałem! - wrzasnął rozzłoszczony. - Przecież taka suma nie mogła zniknąć tak od siebie!
- Dobra, uspokój się staruszku. - poklepał go po ramieniu i oddał mu książkę wciskając mu ją w dłonie. - A teraz chodź, mamy niewiele czasu, żeby się przekonać co tam było.
Po otwarciu przejścia ruszyli przed siebie. Droga trwała mniej niż pięć minut, kiedy zauważyli wielkie metalowe drzwi sejfu. Gajeel wyszczerzył się lekko, po czym rozwalił je Pięścią Żelaznego Smoka. To co było za drzwiami zadziwiło ich całkowicie.
**********
Od tamtego dnia minęły cztery dni. Levy już dawno wróciła do pracy, co dawało Gajeelowi i Hughesowi pełno czasu do analizowania bilansu majątkowego w ogrodzie podczas pracy. Levy wydawała się nie interesować się tym, co robi Gajeel i Hughes od czasu z aferą uczuć. Kiedy patrzała na Gajeela, zamiast jej "normalnych" uczuć do niego, czuła złość i gniew, czasem też zażenowanie. Unikała rozmowy z nim jak tylko mogła, ale gdy ją zaczepiał, musiała udawać wesołą, a nie przybitą i wściekłą na full. W końcu w południe przyszedł Marco i oznajmił im, że od 17:00 mają wolne i mogą wybrać się na Festiwal. Zapomniała! Miała iść z Gajeelem pod pozorami złapania Blaire, ale jej kontakty są takie, że raczej z pomysłu nici. Była na siebie wściekła. Musi zapomnieć o całej sprawie, żeby pomóc Mary Jane. Wzięła głęboki oddech zanim weszła do pokoju, w którym już czekał Gajeel. Chciała go ominąć, lecz ten złapał ją za nadgarstki i przyszpilił do ściany, przez co ta wybuchła rumieńcem.
- Słuchaj mnie. - powiedział dość poważnie. - Ja wiem, że możesz być na mnie zła i na Hughesa też, ale słuchaj. Dzisiaj zaczyna się ten cholerny Festyn i może byś tam ze mną poszła w ramach przeprosin?
Levy zatkało. Czy ona musiała mieć takie szczęście i pecha jednocześnie? Po chwili wybuchła dość głośnym śmiechem, przez co Gajeel tylko się zdenerwował.
- Tch! Jeśli nie chcesz, wystarczyło odmówić a nie od razu wyśmiewać się ze mnie krewetko! - burknął pod nosem, aż mu żyłka na czole wyskoczyła ze złości.
- Jeśli to w ramach przeprosin, to się zgadzam. - przymknęła lekko oczy. - Ale pod żadnym innym pozorem!
- No jasne że innych nie ma krewetko! - co z tego, że tam chciał jej powiedzieć o uroku i spytać się o tym co mówiła przy Hughesie, ale musiał z tego zrezygnować. - Tylko w ramach przeprosin!
- Więc ty się przyszykuj, a ja pójdę do Marco po nasze zapłaty. - uśmiechnęła się na prośbę by ją puścił, z czego ten odczytał jak z książki. Wybiegła szybko do pokoju idąc w kierunku gabinetu, po czym zapukała do dużych brązowych drzwi.
- Proszę! - usłyszała zza nich.
- Panie Marco, to ja.. - powiedziała. - Mam do pana bardzo ważną sprawę.
- O to ty Levy! - powiedział uradowany jej obecnością. - Proszę siądź! Co cię do mnie sprowadza?
- Kirishka. - powiedziała oschle, przez co ten zbladł lekko. - A raczej Blaire.
- Blaire? Co zrobiła? - powiedział siadając blady na miejscu, które ustąpił młodej dziewczynie.
- Poszukuje Skarbu Kirishki. Do tego zastrasza w tym celu Mary Jane, by nie pobrudzić sobie palców i na wszelki wypadek ubezpieczyć swoją pracę u pana. Myślę, że ona ma coś wspólnego z duchem Kirishki, grasującym w okolicy.
- A do czego ja ci jestem potrzebny? - zapytał już poważniej. - Z tego co wiem to Blaire nie jest magiem.
- Widziałam wokół niej ostatnio krąg z zaklęciem. Nie wiem jaki rodzaj ona posiada, ale jednak jest magiem. Może kojarzy pan jakiego rodzaju magii używała Kirishka?
- Używała Magii Iluzji, z tego co wiem.
- Nie. - powiedziała kiwając palcem. - Z jej skarbu wynika co innego.
- Skarbu? Jak z pieniędzy może wynikać rodzaj jej magii?!
- A kto powiedział, że jej skarbem były pieniądze? To była książka z nauką Magii Zaginionych, którą wzięła od pana Mary Jane. W książce były pozaznaczane fragmenty Magii Przejęcia.
- Skąd wiesz, czy tego nie zrobiła Mary Jane?
- Wyznała mi, że z książki nauczyła się Magii Lalek i Akrobacji.
- Więc mówisz, że Magiem Iluzji, może być Blaire?
- Tak. Wierzę w słowa Mary Jane o jej zastraszaniu, więc proszę pana o pomoc. Dzisiaj zaciągniemy ją w pewno miejsce, gdzie spróbujemy ją schwytać i wyciągnąć z niej prawdę.
- A jaka będzie moja rola?
- Dzisiejszego wieczora cała służba oprócz Mary Jane i Blaire wyjdzie na Festyn. Koło 18:00 Mary Jane zaciągnie Blaire do naszego pokoju, gdzie przejdzie do podziemi.
- Zaraz, jakich podziemi?
- Długa historia, nie ma czasu. Tam dalej jest małe pomieszczenie, gdzie jest mechanizm otwierający kolejny korytarz. Tam będziemy czekać na Blaire. Przejście jest też w ogrodzie, przy Różanym Labiryncie. Po naszym wejściu zablokujemy możliwość ucieczki z tamtej strony. Lecz jeśli ucieknie do domu, pana zadaniem będzie ją zatrzymać, póki my nie przybiegniemy. Byle jak, tylko żeby się zatrzymała.
- Rozumiem Levy. - kiwnął głową. - Otóż znałem twoją matkę oraz wuja, więc wiem, że mogę ci zaufać, tak ja zaufałem kiedyś im.
- N-naprawdę? - zdziwiła się. - Znał ich pan?
- Tak. - uśmiechnął się podchodząc do dużego okna z widokiem na ogród. - Twój wuj był mi niczym brat, gdy byłem w twoim wieku. - uśmiechnął się, gdy zobaczył machającego do niego Hughesa.
- Więc moja rodzina mieszkała w okolicy?
- Jeśli będziesz chciała wiedzieć coś, dowiesz się, jeżeli uda nam się schwytać dzisiaj Blaire. - powiedział, po czym podszedł do niej i złapał ją za dłonie. - Wierzę, że się wam to uda, zanim ona ucieknie do domu, lecz na wszelki wypadek będę siedział w waszym pokoju.
- Dziękuję, panie Marco.
- mówiłem ci wiele razy, że możesz mi mówić Marco. - zaśmiał się puszczając jej ręce i wysyłając ją w stronę drzwi.
- Pamiętaj. - powiedziała przed wyjściem. - Punkt 18:00 zaczyna się operacja "Potrzask". - po czym wyszła. Szybko pobiegła do swojego pokoju gdzie wygoniła Gajeela na dwór i ruszyła się przebrać.
- Yo Gajeel! - zawołał wesoło Hughes. - Gotowy na Festyn?
- Tak, czekam tylko na krewetkę. Obiecałem, że ją zabiorę w ramach przeprosin za to coś wygadywał idioto.
- Ojoj. Szkoda tylko, że Blaire i Mary Jane zostają. - powiedział dość ponuro.
- Na serio? - spytał zszokowany. - Nie spodziewałbym się, że akurat one nie pójdą na Festyn.
- No niestety, Mary Jane pochorowała się, a Blaire obiecała się nią zająć, bo Emma jest miłośnikiem tego Festynu. Chciała zostać z Mary Jane, ale jednak hobby ją przerosło.
- Już jestem Gajeel! - wykrzyczała wybiegając na podwórko. Miała na sobie sukienkę podobną do tej co zawsze nosi, lecz tym razem w odcieniu turkusowym i zieloną wstążką. Rękawy były oderwane od sukienki jak zawsze i były o wiele węższe, ukazując chude przedramiona dziewczyny. Na szyi miała coś w rodzaju turkusowego materiału z koronką, a we włosach bandankę w odcieniu zieleni z trzema skrzydłami po prawej stronie i małą zębatką. Na nogach miała czarne buty na czarnej podeszwie, przez co zdawała się być mniejsza.
- Aleś się wypiękniła Levy! - wrzasnął wesoło Hughes. - Jakbyś nie była o tyle młodsza mogłabyś mi zastąpić żonę! - Gajeel jednak spojrzał na niego jak na pedofila i burknął pod nosem coś o patologii i kazirodztwie tak, żeby tylko Hughes usłyszał, przez co się zaśmiał.
- Cicho! - szepnęła, lecz dość głośno, w ich stronę. - Chodźcie za mną! - po czym pobiegła w stronę Różanego Labiryntu.
- Tch! Czego ona chce znowu? - parsknął, po czym pobiegł w jej stronę, a za nim Hughes rozkładając ręce.
Kiedy w końcu dobiegli za nią zauważyli, że schodzi do korytarza.
- Levy, ale Festyn jest w tamtą stronę. - powiedział Gajeel wskazując na wschód.
- Kurogane, wioska jest tak jakby w drugą stronę. - poklepał go po ramieniu Hughes śmiejąc się cicho.
- Zamknij się ogrodniku.
- To nie zmienia faktu, że ona tam schodzi. - warknął do niego.
- Schodzicie ze mną. - powiedziała. - A od dołu zablokujemy wyjście. Dzisiaj zaczynamy misję "Potrzask"!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ohayooo! Cieszcie się częścią, bo powoli zmierzamy do zakończenia pierwszej sagi! Przyjmę pomysły na kolejną sagę bardzo chętnie, chodź coś tam mam, ale nie pogardzę opinią czytelników, o ile ich mam. XD
Co, już tak szybko?! XD
OdpowiedzUsuńAaahh, ciekawi mnie teraz jaka będzie ta druga saga~! ;;w;;
A przepraszam, pomysłu żadnego nie mam ;___;
Ale że część? XD
UsuńChcę pierwszą sagę w przeciągu 20 części zakończyć.
A w drugiej sadze może wszystko się będzie działo w Magnolii? Nie wiem. XD