Rozdział w sadze : XV
Rozdział ogółem : XV
Ilość słów : 1568
Adnotacje : *spoiler* Podczas, gdy iluzja Levy się skończyła automatycznie przeszła ona do iluzji Gajeela.. W dość niefortunnym momencie. XD
- Jaką kurwa misję?! - wrzasnął Redfox. - O czym ty pieprzysz Levy?
- Ty myślałeś, że chcę iść na jakiś głupi Festyn? - spojrzała na niego jak na kretyna. - Może i chciałabym, ale mam ważniejszą rzecz do zrobienia. Muszę pomóc Mary Jane złapać Blaire.
- Więc sądzisz, że to ona stoi za jej zastraszaniem? - spytał jej partner, schodząc powoli i zeskakując do podziemi.
- Ja nie sądzę, ja to wiem. Chwilę później dołączył do nich Hughes obijając się lekko przy tym. Usiedli w małym kółku na ziemi.
- To jaki jest plan druga Mavis? - zaśmiał się charakterystycznie.
- Druga co?
- Nie ważne! - wrzasnęła na nich.
- O 18:00 Mary Jane sprowadzi tutaj Blaire. Będziemy czekać na nie w tajnym przejściu korytarza, a kiedy Mary Jane otworzy przejście, my złapiemy Blaire. - Dość przemyślane, dlatego chciałaś, żeby zamknąć tutaj klapę? - uśmiechnął się Hughes. - Tak, zablokujemy jej wszystkie wyjścia.
- A co z wejściem od domu? - zapytał Gajeel kończąc zabijanie metalem włazu.
- Tam będzie stał Marco. Powiedziałam mu o wszystkim i wiem, że nam pomoże.
- Taaa, ten bufon ci pomoże, też coś. - prychnął zeskakując z drabiny.
- Marco jest godny zaufania, uwierz mi Kurogane. - spojrzał na niego dość poważnie Hughes. - Możemy na nim polegać.
- Zbliża się 18:00. - powiedziała Levy aktywując mechanizm do drugiego korytarza. - Szykujmy się. Wstali i weszli do środka, po czym przesuwając głaz, zamknęli się, w oczekiwaniu na Mary Jane z ofiarą.
**********
- To tutaj. - powiedziała Mary Jane stając po środku małego pomieszczenia.
- Przecież tutaj nic nie ma oprócz starej drabiny! - wrzasnęła wręcz wnerwiona. - Okłamałaś mnie. Nie chcesz chyba, żeby Kirishka ci coś zrobiła?
- Nie, to nie tak! - broniła się. - Jest tutaj mechanizm, który otwiera kolejny korytarz. O tutaj! - powiedziała, po czym podbiegła do ściany wciskając dłonią małą wnękę. Wtem ziemia lekko się zatrzęsła, a ściana ustąpiła miejsca ciemności. Blaire jednak nie była pewna co do wejścia tam. Jednak po chwili jej obawy się upewniły. Z korytarza dało się usłyszeć głos, po czym sznur związał ją w pasie i jednocześnie nogach. Nie mogła się ruszyć, była skrępowana.
- Pomóż mi gówniarzu! - krzyczała szarpiąc się, lecz Mary Jane odsunęła się od niej. Z ciemności korytarza wyszła trójka ze służby, z czego dwójka magów na zlecenie.
- Jednak miałam rację. - powiedziała Levy. - Chciałaś się dobrać do skarbu Kirishki.
- On naprawdę tam jest?! - warknęła. - Puszczajcie mnie, albo ona nas zabije!
- Cicho siedź. - powiedział Gajeel przerzucając ją przez ramię. - Zaniesiemy cię na policję za chęć kradzieży. Blaire szarpała się lecz po chwili zaprzestała walki. Szli w kierunku wyjścia od strony domu.
- Nie wiecie co robicie. - powiedziała. - Ona nas zabije, jeśli nie damy jej tego co należy do niej.
- Czemu kłamiesz? Przecież wiemy, że nie ma ducha Kirishki.
- Co? Jak to nie ma?!
- Podczas napadu na powóz kilka dni temu Kirishka powiedziała, że używa Magii Iluzji. - zaczął Gajeel.
- Jednak każdy wie, że Kirishka używała Magii Przemiany. - skończyła Levy. W tym samym czasie znajdowali się już w ich pokoju.
- Więc kto użył wtedy Magii Iluzji? - spytał Hughes otwierając drzwi na główny hall. W tym samym czasie pokój zaczęła spowijać fioletowa gęsta mgła. Wszyscy nagle zaczęli kaszleć i zakrywać usta.
- Jak to kto? - zaśmiała się Blaire. - Ja! - wtedy zauważyli, że uwolniła się z węzłów. Zaraz po szybkim ruchu jej ręki mgła pojawiała się coraz szybciej. W końcu zasmoliła całej czwórce oczy.
**********
- Levy! - usłyszała znajomy głos. Odwróciła się. Stała na plaży. Skądś znała to miejsce. "Nie chcesz znać prawdy?". Jakiej prawdy? To pytanie powtarzało się jej w głowie głosem Blaire. Halucynacja? Iluzja? Jedno jest pewne, złapała ich. Mogła to lepiej zaplanować, teraz są w tarapatach. A to wszystko jej wina. "Idź przed siebie". Mimo to, głos Blaire był delikatny i łagodny, nie wściekły i oschły jaki zdawał się być w przeciągu ostatnich minut. Posłuchała jej. Szła przed siebie, póki nie zobaczyła małej dziewczynki
w szarej bluzce i niebieskich włosach. Czy to była.. ona sama? "Pomogę ci odzyskać to, za czym najbardziej tęsknisz". Mała ona biegła przed siebie. Już idealnie pamiętała ten dzień. Ostatni dzień jaki pamiętała. Ostatni dzień, zanim jej matka ją zostawiła. Pobiegła tam zaraz za nią. Chciała wiedzieć kim była jej matka. Jednak musiała też uwolnić się z czaru Blaire. "Pomogę ci odzyskać rodzinę". Zaraz... Levy stanęła i nie biegła już za małą dziewczynką. "Co się stało? Nie chcesz przypomnieć sobie matki?". Chciała. Z całego serca chciała. Poznać ją. Odnaleźć. Dowiedzieć się dlaczego ją zostawiła. Jednak jedno słowo ją odepchnęło od tego pomysłu.
- Odzyskać rodzinę? - spytała się głosu.
- Przecież jesteś sama. Nie chcesz wiedzieć czemu matka cię zostawiła?
- Chcę, ale nie jestem sama, Blaire. Mam rodzinę! Fairy Tail to moja rodzina! Jet i Droy są dla mnie jak bracia! Lu to moja najlepsza przyjaciółka! Mirajane, Erza i Cana opiekowały się mną zawsze, gdy tego potrzebowałam! Nawet Gajeel to robił! Dlatego uważam, że mam rodzinę! To Fairy Tail! Będąc w Fairy Tail nigdy nie będę sama, nawet, jeśli nikogo nie będzie wokół mnie!
Po jej słowach na niebie pojawiło się pęknięcie. Rozchodziło się ono coraz dalej, schodząc na może, a nawet piasek, po którym stąpała. Pęknięcia robiły się coraz liczniejsze, póki nie pękły niczym rozbijane lustro. Stała w nicości. Wszędzie biało. Lecz po chwili pojawiła się przed nią ona sama, ta czteroletnia Levy. Pobiegła przed siebie do stojącej kobiety ze spiętymi włosami.
- Mamo! - wykrzykiwała w kółko.
- Tutaj jesteś Levy! - powiedziała wesoło kobieta odwracając się w stronę biegnącej córki, po czym wzięła ją na ręce. Spojrzała w stronę stojącej Levy, najwyraźniej ją widziała. - Naprawdę jesteś podobna do ojca. - uśmiechnęła się wesoło. - Skop jej tyłek Levy, wierzę w ciebie. - po tych słowach zniknęła. Nagle Levy zaczęła spadać w dół. - Dlaczego.. Daidre? "Teraz już znasz prawdę".
**********
Siedział na swoim stałym miejscu niedaleko tablicy ogłoszeń. Co? Jak tutaj się nagle znalazł? Czyżby po tamtej misji już koniec? Wstał i podszedł do barmanki rozglądając się po hallu, lecz po chwili skierował się w stronę niskiej dziewczyny siedzącej przy stoliku obok wysokiej blondynki.
- Gajeel! - krzyknęła odwracając się w jego stronę, przez co jej pomarańczowa sukienka zawiała lekko na wietrze. - Co u ciebie słychać kochanie?
Co?! Kochanie?! ZARAZ, CO?! Dziewczyna podbiegła do niego i złożyła mu delikatny pocałunek na policzku.
- Stęskniłam się za tobą jak byłeś na misji. - uśmiechnęła się. - Ostatnio coś za często na nie wyjeżdżasz, unikasz mnie?
"To się stanie, kiedy jej nie powiesz." To był głos Blaire. Huczał w jego głowie i odbijał się echem. "Kiedy jej nie powiesz o uroku." Złapał się za głowę i oparł się o niedaleką ścianę.
- Wszystko w porządku Kurogane? - zapytała blondynka wstając i podchodząc do przyjaciółki.
Jego głowa bolała. Odbijało się w niej wiele słów głuchym echem. "Kochanie? Też mi coś. Ona cię kocha, a ty ją krzywdzisz. Nie jest ci wstyd?". Czy prawdą było to, co mówił ten głos? Nie mógł tego wytrzymać. Czy krewetka naprawdę go... kochała? Czy może tylko on ją intrygował? Tyle razy się z niej nabijał, a teraz gdy myśli o tym co ona mogła do niego czuć, czuje winę. Dlaczego akurat to w nim musiała się zakochać? Ale czy ten głos na pewno mówił prawdę? Wstał ignorując głosy szepczące w jego głowie i ruszył przed siebie, stając naprzeciw krewetki.
- Czy ty na pewno mnie kochasz? - spytał gniewnie.
- Gajeel?
- Spytałem, czy naprawdę mnie kochasz? - powtórzył z tym samym, a może nawet głośniejszym tonem.
- A czemu miałabym cię nie kochać? - zapytała śmiejąc się cicho.
- Bo powiedziałaś mi podczas misji, że jestem bez emocji, nieczułym zboczeńcem i że nigdy mnie nie kochałaś. - złapał ją za nadgarstki podnosząc je do góry.
- To prawda, ale czy wiesz, że nie mówiłam prawdy?
- Nie wiem czy mówiłaś prawdę, czy nie, ale wiem, że to pomoże. - schylił się lekko do jej twarzy.
Ich usta zdawały się być na odległości coraz bliżej. Coraz bliższej. Już tylko chwila dzieliła ich od pocałunku.Nagle twarz blondynki zaczęła pękać, tak jak wszystko wokół. Przed nim stała tylko Levy z lekko przymkniętymi oczami. Wszystko wokół rozpadło się, niczym roztrzaskane lustro. Stał tylko on, trzymając Levy za podbródek, aż w pewnej chwili zbliżył się wystarczająco blisko, by ich usta połączyły się w ciepłym pocałunku. Nie wiedział czemu, ale czuł się ciepło, pomimo jej zimnych ust. Czyżby była tylko częścią iluzji tej wstrętnej pokojówki? Po chwili jednak zauważył, że ubrania dziewczyny są całkiem inne, niż w iluzji. Odepchnął ją szybko udając, że nic się nie stało. Jej zielona w tej chwili sukienka lekko poruszyła się pod wpływem odepchnięcia.
- Gajeel, to prawdziwy ty? - spytała dość niepewnie.
- A kto mógłby być krewetko? - warknął udając, że przed chwilą nie zaszła tutaj żadna sytuacja.
- Ty też miałeś wizję, prawda?
- Można powiedzieć, że to był prawdziwy koszmar. Tch!
- Musimy się stąd wydostać!
- Wiesz może jak, mądralo?
Z jego słowami biała podłoga pod nimi zaczęła się trząść i rozstąpiła się pod ich stopami. Coś w rodzaju grawitacji ciągnęło ich w dół. Ściany z białych przemieniały się w szare, aż w końcu zrobiły się czarne. Po chwili poczuli mocne uderzenie. Kiedy Levy lekko otworzyła oczy zorientowała się, że są w ich pokoju. W powietrzu ciągle unosiła się ciężka mgła, a przejście do korytarza było ciągle otwarte. Wstała i podeszła do leżącego na podłodze Gajeela.
- Gajeel! - wrzeszczała kaszląc od mgły. - Wstawaj idioto!
- Levy? Jesteśmy w pokoju?!
- Tak! Musisz przewiać tą mgłę, wywołuje halucynacje niszczące psychikę! Musimy ją złapać i nie pozwolić jej uciec z tymi pieniędzmi!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że dzisiaj takie krótkie, ale ta saga będzie miała chyba jeszcze 2 części, które wpadną raczej w weekend. UWAGAA! PRZYJMĘ ZAMÓWIENIA NA ONE SHOTY! Taki przerywnik pomiędzy sagami, co wy na to? XD
Aaaaaaaaaaaaaaa, bo Gajeel i Levy się pocałowali, nie? >//////////////////////< ezuezuezu, jestem szczęśliwa XDD
OdpowiedzUsuńA one shoty to świetny pomysł! Więc jako pierwsza mogę zamówić coś z NaLu? ;;w;;
Wiesz, raczej pocałował tą Levy z iluzji, żeby się z niej uwolnić, ale przyjmijmy, że to też się liczy. XD
UsuńTo może jakąś notkę czy wiadomość z jakimś lekkim zarysem? ;w;
No dobra no XDD
UsuńHmm... trochę obojętne mi jak to będzie, ale postaram się coś wymyślić ^^"