czwartek, 3 kwietnia 2014

16. Obudź się!

- Widzę, że jedne ptaszki złamały moją iluzję. - powiedziała Blaire, wychodząc z korytarza prowadzącego do ukrytego skarbu.
- Blaire! - wrzasnęła Levy, kiedy Gajeel przysłonił ją swoim ciałem. - Czemu to robisz?
- Matka z ojcem wyrzucili mnie z domu. Wiesz czemu? Bo byłam "pazerna". A oni byli skąpcami! Nigdy nie dawali mi nawet złamanego grosza, a kiedy zaczęłam brać, co powinno być moje, po prostu mnie wywalili! Teraz skarb Kirishki należy do mnie, nic mi nie zrobisz!
- Wątpię. - powiedział Marco, śmiejąc się głucho. - Otóż to nie jest to, czego szukasz, Blaire.
- M-marco? - odwróciła się w jego stronę niebieskowłosa.
- To nie jest skarb Kirishki. Skarbem Kirishki była książka do nauki magii. Tamte pieniądze, to wszystkie majątki skradzione przez mojego ojca.
- Chcesz mi wmówić kłamstwo, idioto?! - warknęła w stronę swojego pracodawcy, po czym pchnęła w niego fioletową chmurę. Ten jednak odepchnął ją wytwarzając lekki podmuch wiatru i skierował w stronę Blaire. Podszedł szybko do łóżka Levy i złapał z niego książkę z wydrapanymi inicjałam. - To jest to, czego poszukiwałaś cały ten czas.
- A nawet jeśli. - prychnęła wytwarzając z dymu małe ostrza. - To i tak odnalazłam tamte bogactwa i mam zamiar je zabrać. A jeśli któreś z was będzie próbowało mi przeszkodzić, to te noże nawet małym draśnięciem mogą wywołać u was takie halucynacje, że do końca życia się ich nie pozbędziecie. O ile przeżyjecie.
- Tch! - prychnął Gajeel, po czym przyjął formę bojową, pokrywając swoje ciało metalowymi łuskami. Jednak bał się ruszyć, patrząc na minę Blaire. Ta prychnęła i po chwili ruszyła, aby wynieść znaleziony majątek. W pokoju roiło się od małych fioletowych ostrzy, które wisiały w powietrzu, czekając na delikatną skórę swojej ofiary. Gajeel, pokryty łuskami, metr od niego krewetka, przy jednym z łóżek Marco, a przy ścianie Hughes, który ciągle był pod wpływem iluzji Blaire, wraz z Mary Jane. Po chwili do pokoju jednak weszła kolejna osoba.
- E-emma! - wrzasnął Marco patrząc na otwierane drzwi.
- Gdzie jest Mary Jane?! - wrzasnęła, ze łzami w oczach. - Nie ma jej w naszym pokoju! Gdzie ona je..!
Wtedy zauważyła swoją przyszywaną córkę leżącą pod ścianą na drugim końcu pokoju. Była najprawdopodobniej nieprzytomna, tak zdawało się to wyglądać. Emma nie zwracając uwagi na sztylety wiszące w pokoju, wbiegła do młodej dziewczyny, leżącej przy ścianie.
- Emma, nie! - wrzasnęła Levy, zaraz po użyciu zaklęcia skryptu, aby unieszkodliwić na sobie noże. - Te sztylety mają truciznę, przez którą możesz zapaść w śpiączkę!
Ale było już za późno. Emmę nie obchodziły sztylety obdzierające ją z sukienki i raniące jej ciało. Obchodziła ją tylko Mary Jane, która leżała pod wpływem iluzji pod ścianą. Kiedy dobiegła do niej, jej uroczysta prosta sukienka, była cała obdrapana, a ona lekko krwawiła. Nie było odwrotu, trucizna dostała się do jej krwiobiegu. Nie miała dużo czasu.
- Mary Jane! - wrzeszczała, trzymając śpiącą dziewczynę w objęciach. - Proszę cię! Obudź się!
- Emma.. - Levy patrzała na nią ze łzami w oczach. Życia obydwóch były w tej chwili zagrożone, bała się jak nic. Jednak dziewczyna po dłużej chwili trząchania nią otworzyła powoli oczów.
- M-mamo..
- Nie mów nic, Mary Jane. - powiedziała, obejmując ją mocniej, lecz po chwili zrobiło się jej słabo. - Zrobisz coś dla mnie?
- Wszystko! Powiedz co! - powiedziała patrząc na słabnącą matkę.
- Pomóż Levy... złapać B-blaire.. dobrze? - po chwili jednak Emma zamknęła oczy i osunęła się na podłogę, przy nastolatce.
- Mamo? Mamo.. Mamo, obudź się! Proszę! - dziewczyna była zrozpaczona. Trucizna ze sztyletów zaczęła działać, dostając się do jej mózgu, usypiając go. Leżała w śpiączce na podłodze, szturchana przez młodą dziewczynę, która była dla niej jak córka.
- Wrzask Niebiańskiego Boga! - wypowiedział zaklęcie Marco, po czym rozdmuchał sztylety z powietrza, wbijając je w ściany. - Idźcie, zajmę się tą trójką!
Levy i Gajeel byli lekko zdezorientowani, lecz po chwili szybko pobiegli w stronę uciekinierki. Po chwili jednak zauważyli, że korytarz jest obstawiony pułapkami i lepiej by było, gdyby Levy szła z przodu i usunęła pułapki.
- Tutaj są lakrymy! - wrzasnęła wesoło, po czym przyjęła postawę do ataku.
- I co z tego?! Usuń je szybciej, bo nigdy jej nie złapiemy kurduplu! - wrzasnął stojąc za nią mocno wkurzony. Jego siła powoli się kończyła, żeby mógł utrzymać Smoczą Fortecę.
- Sekretna Technika Solidnego Skryptu : Burza Piorunów! - dziewczyna podniosła ręce nad głowę, a z dziur wysunęły się lakrymy. Zaświeciły dość mocno, po czym nad ścieżką pojawiła się szarawa chmura, z której wypadały to pojedyncze pioruny, demaskujące i jednocześnie niszczące rozstawione pułapki iluzjonistyczne.
- O-oj. - wydukał zdziwiony. - Gdzie się tego nauczyłaś?
- Z książki od Mary Jane. A używając lakrym, zużyłam mniej własnej mocy. - zaśmiała się dziewczyna, po czym pobiegła przed siebie. - Minusem jest to, że nie ma już światła, ale ty przecież dobrze widzisz w ciemności!
Smoczy Zabójca westchnął po czym pobiegł w stronę dziewczyny, by pomóc jej złapać uciekinierkę. Nie wierzył jednak, że ta dziewczyna mogła tak z dnia na dzień stać się silniejszą. Jednocześnie był zszokowany i lekko uradowany obrotem sytuacji, że nie musiał jednak wszystkiego robić sam. Dogonił ją wyrzucając z ust swój charakterystyczny chichot, a po chwili dotarli na miejsce. Ich oczy już przyzwyczaiły się do ciemności, przez co dość łatwo zauważyli Blaire próbującą otworzyć klapę do przejścia przez ogród.
- Nic z tego! - wrzasnął Gajeel, po czym wycelował w nią pięścią, zmienioną w wielką metalową buławę. Ta jednak odskoczyła dość szybko.
- Nie ładnie to tak bić kobiety! - wrzasnęła lekko poirytowana.
- Tch! Nie mam problemu z uderzeniem kobiety! Przecież to też człowiek, też może być wrogiem! - po tych słowach ponownie skierował buławę w jej rękę, lecz skończyło się tym samym.
- Czyli ją też byś uderzył? - zaśmiała się wskazując dłonią na Levy.
Gajeel zacisnął mocno zęby. Oczywiście, że jej by nie skrzywdził! Już wystarczająco ją kiedyś skrzywdził, jak i gildię. Mógłby z nią kiedyś walczyć, ale tak jak walczył z Natsu. Nie, to głupie porównanie, jemu by od razu skopał dupę. Mógłby z nią ćwiczyć, to lepiej by brzmiało. Jednak to nie miało teraz sensu. Ponownie skierował w nią buławę, przy czym tym razem trafił.
- Naprawdę mnie wkurzasz, babo! - warknął patrząc na nią przyciśniętą do ściany.
- Iluzja : ostrza! - wrzasnęła, kierując dłonią w stronę Gajeela, lecz ten wykonał unik, skacząc do tyłu. Blaire uwolniła się z jego uścisku i próbowała pobiec w stronę korytarza, lecz Levy ją zatrzymała. Stanęła przed nią i popchnęła ją na Gajeela, po czym uciekła w stronę domu.
- Złaź ze mnie idiotko!
- Idioto, puszczaj mnie!
Po chwili jednak wstała i pobiegła za niebieskowłosą, próbując ją przegonić. Levy była już blisko domu. Praktycznie widziała już wyjście. Jej tymczasowy pokój. Tam szybko zasadzi pułapkę. W końcu uda jej się prawie samodzielnie wykonać jakąś misję! Już miała wbiegać do pokoju, gdy nagle poczuła ból z boku brzucha. Przednią stała Mary Jane. Poczuła się słabo Czuła coś ciepłego, spływającego po jej sukience. Spojrzała lekko na bok. Krew. 
~~~~~~~~
Kolejny rozdział! Nigdy nie namęczyłam się tak, żeby pomyśleć, jakby tu wziąć całą fabułę do kupy oraz żeby dalsze części były spójne. NIGDY! Dopiero dzisiaj (3 kwietnia 2014 rok XD) wpadłam na pomysł dokończenia rozdziału, który pisałam chyba z tydzień! Zabieram się też powoli za robienie doujina, mam w końcu sprawny tablet graficzny i powoli robię 3-4 stronę doujina. Może zrobię osobnego bloga na niego, będzie fajnie. ;w;

1 komentarz:

  1. KOLEJNY ROZDZIAŁ! :DD
    Ezu, Mary Jane, ona ma coś z tym wspólnego?! ;____; Jak to ona coś zrobiła mojej kochanej Levy to ją ukatrupię, uduszę i będę torturować do końca jej życia.

    OdpowiedzUsuń