niedziela, 20 kwietnia 2014

19. Powrót do domu

Oshibana, godzina 9:30. Na stacji kolejowej siedziała niska niebieskowłosa magini i jej tymczasowy partner z kruczoczarnymi włosami. Wierzgała wesoło nogami patrząc się na swoje nogi, z kolei on patrzył na nią kątem oka. Uśmiechała się wesoło, od ucha do ucha, a jej policzki złapał kolor lekkiej brzoskwini. Rozejrzał się na boki. Obok niego nagle pojawił się wuj dziewczyny - Hughes McGarden. Stał z butelką wody w dłoni, spoglądając na chłopaka gniewnie zza okularów. Po chwili jednak uśmiechnął się i podał swojej siostrzenicy wodę.
- Na pewno nie jedziesz z nami, wuju? - spytała, odrywając wzrok od swoich nóg.
- Przecież dojadę! - zaśmiał się wesoło. - Tylko muszę załatwić jeszcze jedną rzecz w Oshibanie i pojadę następnym pociągiem.
- Dobra, staruszku. - charknął Smoczy Zabójca próbując przedrzeć swój głos, przez pisk hamującego na peronie pociągu. - Do zobaczenia później!
Hughes odmachał swojej siostrzenicy radośnie, lecz na Gajeela dalej patrzył cierpko spod okularów. Chłopak wzdrygnął się i złapał dziewczynę pod pachę, ciągnąc ją do wejścia wagonu. W pociągu puścił dziewczynę i siadł na swoim miejscu w przedziale, obok okna, siadając tyłem do kierunku jazdy. Ona natomiast, odłożyła swoją torbę na półkę nad siedzeniem i o dziwo; usiadła obok partnera. Ten jednak odsunął się trochę, próbując nie stykać się z dziewczyną.
- Powiedziałaś coś Hughesowi? - zapytał sucho, nie odwracając wzroku od znikającego już peronu.
- Nic mu nie mówiłam. - zaśmiała się cicho. - On mi czyta jak z twarzy. Na dodatek nie umiem jakoś mu odmawiać, jak mnie przyciśnie do ściany.
- A nie prosiłem cię, żeby to było tajemnicą? - oderwał wzrok od szyby i spojrzał  na nią ostro. - Pierwszy raz kogoś prosiłem, Krewetko, a ty to ignorujesz.
- Oj no przepraszam, robisz z tego wielką awanturę!
- Ja robię?! - żyłka na jego czole mocno pulsowała. - A co sobie myśli twój wuj?! Że pewno zrobiłem ci jakieś świństwo czy coś, nie wiadomo co!
- Nie myśli tak! - spojrzała na niego oschle, karcąc go wzrokiem.
- To dlaczego patrzy na mnie spode łba, tak jak ty patrzysz teraz na mnie? - warknął cicho i powrócił wzrokiem do szyby. Spojrzał jednak na jej odbicie w szybie. Spojrzała na niego lekko oschle i opuściła głowę w dół, zaciskając małe piąstki na udach. Szepnęła coś, lecz z ruchu jej ust było można odczytać, że wyzwała go od idiotów. Prychnął. Nie miał najmniejszej ochoty na kłótnie i rozmowy z Kurduplem. Nudził się straszliwie, po kolejnych godzinach jazdy. Byli prawie w połowie drogi do domu. Żałował, że nie zatrzymał Liliego przed powrotem. Miałby teraz z kim rozmawiać. Ale czy miał pewność, że wrócił do domu? Zaczynał się powoli martwić, a z nadmiaru emocji tupał cicho nogą o podłogę.
- Słuchaj no.. - powiedział cicho, odwracając twarz w stronę dziewczyny, lecz twarz bu zdębiała, gdy zobaczył, że ta śpi w najlepsze. Głowę miała opartą lekko w jego stronę. Mrugnął kilka razy i westchnął, uśmiechając się lekko. Złapał ją za policzek i delikatnie oparł o swoje ramię. Ta mruknęła coś pod nosem i powoli puścił jej twarz z objęć jego dłoni. Uśmiechnął się szerzej i wrócił wzrokiem do okolicy, która mocno tętniła życiem. Kiedy pociąg w końcu stanął, zauważył, że stoi na przystanku w Magnolii. Dojechali już? Czas tak szybko minął? Najwyraźniej musiał zasnąć, bo jego powieki były dość ciężkie. Wstał szybko i zabrał torbę dziewczyny z półki, a jej głowa, uderzyła z hukiem o siedzenie.
- Wstawaj krewetko! - warknął, gdy ta pocierała dłonią obolałą głowę ciągle zaspana. - Nie chcesz chyba odjechać, prawda?
- Oj jeszcze pięć minut. - położyła się i zamknęła oczy. Redfox wzdrygnął się. Wkurzony złapał dziewczynę w pasie i przerzucił ją sobie przez ramię. Ta jednak nie miała nic przeciwko. Była zbyt senna, żeby się wyrywać. Powoli, nie zwracając uwagi na gapiących się na nich gapiów, szedł w kierunku biblioteki, nad którą mieszkała Levy. Wszyscy wokół patrzyli się na niego dziwnie i z uśmiechem na twarzy. Słuchał tylko słów "Jakie to romantyczne" i "Musi być silny, żeby ją nieść". Raz też zdało się słychać, że ktoś go rozpoznał, lecz modlił się, by to nie był ktoś z gildii. W końcu powoli wszedł do biblioteki, a drzwi skrzypnęły tak, że zwróciły uwagę Daidre.
- Ohh, to wy! - uśmiechnęła się, szepcząc. - Coś jej się stało?
- Co? - spojrzał, na śpiącą wciąż Levy, która poprawiała się co jakiś czas, sycząc z bólu, kiedy napierała raną na ramię Gajeela. - Nie, wzięła najprawdopodobniej leki nasenne i zasnęła w pociągu, a że nie wstała, to ją tu przywlokłem. Dałabyś mi klucz, żebym mógł ją zanieść do łóżka?
- Ja to mogę zrobić, Gajeel. Nie jestem taka słaba, jak się myśli.
- Radziłbym nie. - warknął, patrząc na pomarańczową książkę, która tym razem stała za Daidre, pewno z powodów bezpieczeństwa. - Za kilka godzin na peronie będzie twój brat. Jeśli Levy się obudzi, chciałaby z tobą porozmawiać.
- Mój brat? - z jej twarzy odpłynęła krew. - Skąd znasz Hughesa?!
- Pracowaliśmy z nim u waszego starego znajomego. Powiedział, że chętnie cię odwiedzi.
- Więc powiedział Levy o tym, że ja... - jej głos drżał mocno, widać było również jej przerażenie.
- Nie, powiedział tylko mi. To dosyć długa historia jak ona się o tym dowiedziała, Daidre, ale ważne jest przede wszystkim, że gdy się obudzi, będziecie musiały poważnie porozmawiać. Najlepiej same. A teraz dawaj klucz.
Daidre niepewnie wyjęła z regału książkę drżącą ręką. Szybko przemieniła ją w klucz i podała brunetowi, odsuwając się od drzwi, by zrobić mu miejsca. Spojrzała na śpiącą Levy. Dowiedziała się. Jak ona jej wytłumaczy co zrobiła? Powie jej wprost "zostawiłam cię, bo nie chciałam, żebyś patrzała"? Jak ona jej to powie? Do jej oczy napłynęły łzy, które szybko wytarła wierzchem dłoni, poprawiając potem okulary. On natomiast otworzył drzwi złotym kluczem i ruszył wgłąb mieszkania dziewczyny. Nienaruszone nawet pyłkiem kurzu, pewno Daidre codziennie tam sprzątała. Ruszył w stronę jej sypialni, trzymając ją ciągle przewieszoną przez ramię. Powoli otworzył drzwi i wszedł do środka. Dość duża sypialnia z dwoma kolejnymi pomieszczeniami - pewno łazienką i garderobą. Pod oknem stało duże łóżko z baldachimem, a na ścianach obrazy przedstawiające krajobraz za Magnolią. Na półce obok łóżka stał stosik książek, około 15. Powoli ruszył do łóżka i położył ją delikatnie. Czy miał ją przebierać? O Boże, tylko żeby nie. W końcu było jeszcze widno, więc miał nadzieję, że się jeszcze obudzi. Przykrył ją cienką satynową kołdrą i poszedł do salonu, by poczekać aż się obudzi. Siadł na kanapie i rozejrzał się po pokoju. Może by coś poczytał? Dawno nic nie czytał. Może jak był mały i Metalicana go uczył. Wstał i rozejrzał się po salonie. Na stoliku leżała książka z twardą okładką i para podłużnych, zaokrąglonych okularów. usiadł na fotelu obok stolika w kuchni, założył okulary i otworzył książkę. Łoah. Może dlatego wolno czytał, bo litery były dla niego niemalże niewidoczne? Teraz były bardzo wyraźne. Książka nazywała się "Piękna i Bestia" i opowiadała o dziewczynie, która zamieszkała z bestią w starym zamczysku, by ratować swojego ojca od śmierci. Przynajmniej do tego momentu doczytał, bo wtedy usłyszał otwierane drzwi od strony salonu. Podniósł głowę znad książki i wtedy zauważył, że naprzeciw niego stała Levy. Lecz wyglądała inaczej niż ją kładł. Jej policzki były lekko czerwone, a spojrzenie zmęczone i niedospane. Stała i lekko chwiała się na nogach, jakby miała zaraz upaść. Nagle do jego nosa wdarł się ostry zapach alkoholu. Skąd ta mała go wytrzasnęła?! Jednak nie powinien wtedy ignorować kiedy coś się tłukło u niej w pokoju, ale nie uwierzy że aż sam tak pomyślał, bo książka była zbyt ciekawa. Zamknął książkę, zakładając małą wstążkę między strony i odłożył ją na stolik.
- Levy, co ci jest? - warknął na nią, lecz nie tak ostro jak zawsze kiedy był zły.
- Ależ nic, Gajeel-kun. - Czknęła wesoło. Zaraz, czy ona nie nazwała go Gajeel-kun?!
- Levy, czy ty jesteś pijana? - warknął już trochę oschlej. Wstał i złapał dziewczynę za ramiona, jednak odsunął od siebie jej głowę śmierdzącą alkoholem.
- Gajeel-kun jak ty słodko wyglądasz w tych okularach. - westchnęła, burknęła, zaśmiała się; sam nie wiedział. - Daj, pocałuję cię, bo jesteś taki słodki!
Levy zaczęła machać rękoma przed chłopakiem próbując dosięgnąć jego twarzy, lecz ten odsuwał ją bardziej od siebie, coraz bardziej zakłopotany. Skąd ona w ogóle wzięła alkohol? Złapał ją w pasie i przewiesił przez ramię, po czym ruszył do jej pokoju. Próbował ignorować jej wrzaski i śmiechy typu "Gajeel-kun ale ty jesteś zadziorny!", lecz było to trudne. Wlazł do jej pokoju i rzucił dziewczynę na łóżko. Ta jednak zaczęła się drzeć w stylu "Nie, Gajeel, tak nie można! Jest za wcześnie, nie, przestań!". Na podłodze leżało potłuczone kolorowe szkło, a w powietrzu unosił się mocny smród alkoholu. Przekroczył przez łóżko, powodując większe zamieszanie dziewczyny, po czym otworzył okno.
- Gdzie masz szczotę do podłóg? - warknął na nią. Nie było mu dość wesoło, że ta się upiła.
- No ale Gajeel, wiesz, że my nie możemy i ten.. w szafce przy kuchni.. a na dodatek my się tylko całowaliśmy i no..
Chłopak zrezygnowany wybiegł z pokoju i złapał za miotłę i wrócił do niej, by pozamiatać roztrzaskaną butelkę po alkoholu... whisky? Że ta mała miała taki tupet, żeby się obudzić i wypić prawie całą butelkę. Tylko czemu?
- Oj Gajeel, jaki ty jesteś słodki w tych okularach! - zaśmiała się obracając na plecy, jednocześnie patrząc na niego do góry nogami. - Chodź no tutaj, niech cię wyściskaam~!
- Daj sobie na wstrzymanie Kurduplu. - warknął na nią o mało co nie wbijając sobie szkła w stopę. - Jesteś pijana, zamknij się po prostu i śpij.
- Wcale nie! A to coś na podłodze to przypadkiem wzięłam i upuściłam jak piłam!
- No i dlatego, że piłaś to jesteś pijana! Nic nie rozumiesz?!
- Cicho, bo z tobą zerwę!
- MY NAWET NIE CHODZIMY KURDUPLU! - warknął wstając wkurwiony z podłogi.
- No to będziemy! - wrzasnęła i oparła ręce na brzegu łóżka, lecz po chwili jej ręce zsunęły się i gdyby nie Gajeel, wylądowałaby twarzą na podłodze. Spojrzała na niego, a on na nią gniewnie. Nagle drzwi od mieszkania się otworzyły, i dało się usłyszeć dwa głosy.
- Levy, przyszedł wujaszek! - wrzasnął wesoło męski głos, a po chwili Gajeel i Levy rozpoznali Hughesa. Kurwa! Mężczyzna stanął w drzwiach, a ujżawszy dwójkę magów obejmujących się na podłodze krew odpłynęła mu z twarzy.
- Co wy tutaj robicie?! - wrzasnął przerażony zaistniałą sytuacją.- Gajeel, czy ty upoiłeś Levy alkoholem?!
- Co?! Nic jej nie zrobiłem!
Dziewczyna pozieleniała na twarzy, po czym puściła chłopaka i pobiegła w stronę łazienki wymijając Daidre po drodze. Ta poszła w stronę pokoju, gdzie Hughes krzyczał na Redfoxa.
- Hughes, braciszku, uspokój się. - pogładziła go po ramieniu. - To nie jego wina.
- Ta mała właśnie wymiotuje z upojenia alkoholowego!
- No ja jej tego na pewno nie zrobiłem! - warknął Smoczy Zabójca, wstając z podłogi.
- Hughes, Gajeel ma rację.
- Co?!
**********
Niebieskowłosa leżała na kanapie, a głowę miała opartą o kolana Daidre. Hughes natomiast siedział na krześle opierając brodę o oparcie, a Gajeel stał przy szklanym wyjściu na balkon. Pomiędzy nimi była obecnie chwila ciszy, może nawet i dwie, przerwane westchnięciami.
- Więc to się zdarzało już wcześniej? - przerwał ostatecznie ciszę Smoczy Zabójca.
- Tak. - mruknęła pod nosem Daidre, głaszcząc delikatnie czoło córki, śpiącej na jej kolanach. - Zawsze jak wracała z misji.
- Daidre, czemu jej nie pilnowałaś z tym?! - warknął wkurzony Hughes, aż wstał z krzesła wywracając je.
- Przychodziłam tutaj zawsze do niej, bo myślałam, że w końcu jej powiem całą prawdę, ale zawsze wtedy.. była już pijana. Uważała, że pod wpływem alkoholu jest pewniejsza siebie i potrafi rozmawiać z wszystkimi, ale nie umie nawet chodzić, więc chce chociaż porozmawiać ze samą sobą. 
- To jest po prostu idiotyczne. - prychnął Gajeel i odwrócił się twarzą do zapadającego już w sen miasta.
- Nigdy nie nadążałam, żeby ją powstrzymać, a nie poruszała nigdy tematów swojego picia. Pewno nawet nie pamiętała, że wtedy przy niej byłam.
- Daidre, spokojnie. - Hughes siadł obok siostry i objął ją lekko, nie budząc Levy. - Trzeba jej o tym w końcu powiedzieć. Musimy jej jakoś pomóc, prawda?
- Tak, musimy.
- Nie chciałbym przerywać. - chrząknął Redfox. - Ale ja już będę się zbierał. Mam kilka rzeczy do załatwienia.
- Nie szkodzi, Gajeel. - Daidre uśmiechnęła się z trudem w jego stronę. - Czy mógłbyś przyjść jutro rano tutaj? Pomógłbyś mi z Levy, porozmawiałabym z nią, jeżeli byłaby w stanie przytomności.
- Zobaczę, co da się zrobić. - westchnął, po czym pożegnał się i wyszedł z budynku, kierując się w stronę gildii. Na niebo weszła już ciemność. Jeden z plusów jesieni, jakie uwielbiał Smoczy Mag - wcześnie zapadająca ciemność. Szedł powoli w stronę gildii, poprawiając ciemny szalik, opleciony na szyi i wiszący do połowy jego pleców. Nie był w stanie uwierzyć, że taka mała dziewczyna jak Levy McGarden może mieć problemy alkoholowe. "Pije po powrocie z każdej misji". Ostatnio była na dużej ilości misji, on z resztą też. Może dlatego nie zauważył? Chociaż on jej nie obserwował, duuh. Potrząsnął głową i odpłynął myślami donikąd, przez chłodny wiatr, muskający jego kruczoczarne włosy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i wyszły 4 strony~! Przeczytałam bardzo fajny fanfic - Hard Liqour, serdecznie polecam, jeśli nie przeszkadza ci, że jest po angielsku. XD Ostatni chapter to po prostu dla mnie był jeden wielki wybuch śmiechu i dławienia się śliną. Dzisiaj Wielkanoc, o Boże. Mam teraz kilka dni wolnego i zaczęłam pisać już drugi rozdział, może wstawię go w przeciągu tego tygodnia, jeśli uda mi się nadążyć z wszystkimi zadaniami do zrobienia. XD

3 komentarze:

  1. Ooooo, Levy ma problemy z alkoholem, no, no, no, ciekawie to wymyśliłaś. XDD
    O czym ten fanfic? :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umm. tak. Dzięki. XD
      Fanfic będzie o dwóch skłóconych królestwach, więcej nie zdradzę.

      Usuń
  2. Ehh, no dobra no. :// Ale wydaje się ciekawe.

    OdpowiedzUsuń