sobota, 26 kwietnia 2014

20. Anima


 Szedł w kierunku gildii, a wiatr muskał lekko jego kruczoczarne włosy. W końcu znalazłszy się pod drzwiami budynku, otworzył je, uwalniając gwar gildii na zasypiające już ulice Magnolii. Wszedł powoli, próbując nie robić zamieszania, pomiędzy bijącymi się magami. Czyli tamci wrócili już ze swojej misji pod Oshibaną? Prychnął. Luzując szalik owinięty na szyi pociągając za niego palcem, ruszył w stronę baru, gdzie tyłem do lady stała białowłosa dziewczyna z długimi falowanymi włosami wraz z młodszą, również białowłosą siostrą, pomagającą jej układać kufle na półce. Młodsza Strauss odwróciła głowę usłyszawszy dźwięk odsuwanego krzesełka barowego i spojrzała na siadającego na nim Redfoxa.
- Oh, witaj Gajeel! - westchnęła wesoło, po chwili wracając wzrokiem na siostrę.
- Gajeel już wrócił? - powiedziała starsza Strauss nie odrywając wzroku od półki, lecz po ułożeniu ostatniego kufla odwróciła się w stronę maga z lekkim uśmiechem, szybko zmieniającym się w zdziwienie. - Gdzie jest Levy? Nie ma jej z tobą?
- No była, wróciliśmy dzisiaj z misji. Weź mi podaj coś mocnego, bo mi zaraz głowa wykituje od nadmiaru myśli. - warknął, opierając głowę na ręce opartej o blat. - Szybko.
- No już już. - machnęła dłonią do siostry, żeby przyniosła whisky z zaplecza, a sama pochyliła się nad niezauważonym przez walczących w hallu magów Redfoxa. - I jak poszła misja?
- Skomplikowane. - warknął, odsuwając się lekko. - Wielka rezydencja, dużo kiwi, podziemne korytarze, pieniądze, iluzje, skarby, blah blah blah. - ostatnie słowa były już wymrukiwane pod nosem, bo Gajeel zabrał rękę spod głowy i pozwolił jej uderzyć w blat. Mira westchnęła i odebrała od siostry niedużą butelkę z brązową cieczą, która bez lodu zdawała się być lurą. Wlała ją do szklanki, dolewając również do tego czarnego, gazowanego napoju i dorzucając kilka kostek lodu, po czym posunęła delikatnie szklankę w stronę chłopaka. - Czarny Byk, jeśli będzie za mało, wołaj mnie. Będę na zapleczu.
- Mhm. - charknął nieprzyjemnie i upił dużego łyka ze szklanki. Tego mu brakowało. Chociaż teraz myślał zdecydowanie inaczej o alkoholu, przez tego małego Kurdupla, jednak tego teraz najbardziej potrzebował. Zdecydowanie działo się jak dla niego za dużo. Jeszcze te oskarżenia i podejrzenia Hughesa. Ta kropla zdecydowanie przelała puchar win. W końcu po dłuższej chwili, wołając kilka razy Mirę, opróżnił piątą szklankę Czarnego Byka. Nawet nie zauważył, gdy obok niego siadła dość wysoka brunetka - Alberona.
- Ciągle sączysz kolejnego drinka? - spytała, nie odrywając wzroku od blatu.
- Co ci do tego? - palnął, to przewracając to podnosząc palcem szklankę po drinku. - Nie twoja sprawa kto i co pije.
- Coś cię ugryzło? - spojrzała na niego spode łba.
- Twój alkoholizm się udziela, tak jak nudyzm tamtego gołodupca.
- Ty jakoś jesteś facetem po pierwsza, a po drugie na pewno nie jesteś pijany.
- Ale Levy tak. - "Kurwa." pomyślał. Cana mrugnęła kilka razy a potem uśmiechnęła się dziwacznie.
- Czyli już wiesz. - odwróciła się ponownie w stronę blatu i upiła łyk piwa z butelki.
- A ty niby skąd o tym wiesz? - warknął lekko zdziwiony.
- Po każdej misji dziewczyna załamuje się i z przyzwyczajenia łapie za alkohol, bo inni po nim wydają się być szczęśliwi. - zaczęła. - Po pierwszym razie przyszła do mnie i powiedziała mi, że się upiła. Bała się, bo nie pamiętała, co robiła i czy gdzieś wychodziła. Wtedy kazałam jej przychodzić do mnie po każdej takiej akcji. Na początku przychodziła prawie co drugi dzień. Później powiedziała, że ograniczyła się tylko do picia po misjach, lecz dalej nie pamiętała co robiła po tym. Wtedy poszłam do niej przypilnować ją i przyszła jej właścicielka mieszkania, a wtedy to była draka, bo myślała, że to ja, lecz po którymś razie jak zobaczyła ją w tym stanie, uwierzyła mi. Tłumaczyłyśmy jej, że alkohol jest złą rzeczą i że to nie rozwiąże jej problemów, lecz ona sama.
- I mówi to alkoholiczka znana w całej Magnolii? - prychnął, upijając łyka z nowego drinka.
- Zamknij się. - zbeształa go z lekko podchmielonym wzrokiem. - Na czym to ja? Ah! No i Levy przychodzi do mnie zawsze po tym gdy się upije, a ja pytam się Daidre, czy nie wychodziła z mieszkania. Zazwyczaj chodzi jak zombie po salonie, płacze i wymiotuje. Potem śpi. Była już u lekarza i mówił, że jeszcze kilka "misji", a jej wątroba kompletnie wysiądzie, po tylu latach abstynencji i nagłym piciu.
- Twoja to pewno przypomina zadek Makarova. - mruknął przegryzając kostkę lodu, która spłynęła do jego gardła, dając uczucie zimna w przełyku.
- To czyj tyłek przypominałaby wątroba Macao? - prychnęła śmiechem, wywalając się z krzesełka barowego. Redfox westchnął cicho, albowiem ponadprzeciętnie zakończył rozmowę z największym pijakiem w Fairy Tail. Wstał od baru i chwilę przed jedenastą wieczorem opuścił budynek gildii tak samo niezauważony, jak przy wejściu. Po wyjściu trzasnął dłonią w czoło. Zapomniał spytać się barmanki o Liliego. No cóż, miał klucze od mieszkania, więc może wrócił sam. Poprawił szalik na szyi i ruszył przed siebie, w kierunku swojego mieszkania. Znajdowało się ono 20 minut drogi od gildii. Kiedyś mieszkał w męskim dormitorium Phantom Lord, ale po zniszczeniu gildii chował się w jej ruinach, dopóki Makarov po niego nie przyszedł. Przychodził tam często, lecz jakiś czas temu przeniósł się bliżej Fairy Tail, do w miarę normalnego i niedużego mieszkania. Czynsz nie był za wysoki, ze względu na peryferie Magnolii oraz dużą ilość nieprzyjemnych dla normalnych ludzi barów, lecz nie dla takiego człowieka jak Redfox. Szedł pod latarniami w kierunku mieszkania, obserwując jak bliżej był domu, światła latarń były coraz słabsze. Po dłużej drodze kopania kamieni pod nogami, trafił do dużego budynku. Wszedł do niego i wchodząc po starych drewnianych schodach, znalazł się na 2 piętrze. Szedł przed siebie do końca korytarza i kluczem otworzył drzwi z numerem 103. Ciemność. Znowu zapomniał wpłacić za światło? Pstryknął włącznik przy ścianie. Nic. Zamknął za sobą drzwi na łańcuch i rzucił niewielki bagaż na podłogę. Mieszkanie z dwoma pokojami w odcieniach ciemnego brązu, małą łazienką oraz salon połączony z kuchnią. Dość duże jak na kawalerkę w ciemnej dzielnicy Magnolii. Podszedł do włącznika w salonie, a po chwili w pokoju rozległo się słabe światło. Czyli to tylko spalona żarówka, albo jej brak w przedpokoju. Zasunął ciężkie i poobdzierane zasłony na niewielkie okna i siadł w poobdzieranym fotelu. Meble były w okropnym stanie, ale nie chciało mu się latać za robotą, by tylko wymienić meble. Po chwili usłyszał kroki w korytarzu do pokoi. W progu stał mały exceed z blizną przez oko, przecierając je.
- Już wróciłeś? - zapytał Lily, przeciągając się. - Myślałem, że będziesz dopiero w przyszłym tygodniu.
- Nie, jakoś się tak stało, że już jestem. - wyszczerzył się na niego. - A ty niby kiedy wróciłeś?
- A z dwa dni temu. Zgubiłem się i trafiłem na grupę exceedów, a w tym królową Shagottę i Charlę. Posiedziałem kilka dni u nich i wróciłem z Charlą.
- Uhh, żeby tylko ten niebieski kocur nie był zazdrosny, młody. - chrypnął Gajeel i ruszył w kierunku kuchni.
- Światło w przedpokoju nie działa. - parsknął exceed, dotrzymując kroku partnerowi. - Wkręcałem nową żarówkę, ale ciągle nie działało.
- Naprawię to jutro, albo może kiedy indziej. - charknął ponownie, wyjmując piwo z lodówki.
- Nie piłeś w gildii?
- Piłem.
- No dobra, nie ważne. Kiedy będziesz trenował?
- Kiedyś na pewno.
- A jak z Levy? - po tych słowach Gajeel zachłysnął się, wypluwając całą zawartość swoich ust na siebie. Był całkowicie zaskoczony pytaniem od partnera. Odwrócił się powoli twarzą do niego, z kamienną miną. - Na pewno wszystko między wami dobrze, po tej misji?
- Uhh.. Taaa.. Dużo się działo, wiesz.. - jąknął Smoczy Zabójca.
- Na przykład? Gadaj.
- Ale że co mam gadać?
- Wszystko. - założył ręce na piersi. - Ze szczegółami.
- Bawisz się w tą głupią blondynkę, która gada z Kurduplem? - spojrzał na exceeda krzywo. - Bo zachowujesz się jak głupia dziewucha.
- Czyli zrobiłeś kroki na przód?
- Morda, kocie. - warknął, zatrzaskując się w łazience z resztką swojego piwa.
- Uciekasz od oczywistego. - krzyknął przez drzwi.
- Powiedziałem morda!
Lily tylko westchnął i ruszył z powrotem do pokoju, gasząc światło w kuchni. Gajeel natomiast postawił piwo na umywalce i spojrzał w brudne lustro nad nią. Przypomniał sobie tą małą.. pijaną. Podkrążone oczy, czerwone policzki i nieobecny wzrok. Alkohol zmieniał ją strasznie. Nigdy nie uwierzyłby, że takie małe niewiniątko mogłoby pić. Jednak pozory mylą. Bał się, co jeszcze ta dziewucha mogła ukrywać.Przemył szybko twarz zimną wodą i wytarł niezbyt świeżym ręcznikiem. Może ten durny kocur miał rację? Chociaż... W chwili obecnej miał to w dupie. Umył się szybko i lekko chwiejnym krokiem, lecz wciąż opanowany poszedł do swojego pokoju, po czym rzucił się zmęczony na łóżko. Podróż pociągiem i pijany Kurdupel to za dużo jak dla niego na jeden dzień. Oparł głowę na jedynej miękkiej części swojego łóżka i zakrył brzuch kocem w poprzek. Pomrugał jeszcze chwilę i próbował zasnąć, co na szczęście udało mu się zrobić, po dłuższej chwili.
*********
- Cześć Cana. - zawołała mała niebieskowłosa magini, kiedy Alberona podeszła do jej stolika. - Miałam dzisiaj do ciebie iść, ale jakoś tak wyszło, że..
- Wiem. - charknęła, siadając obok niej. - Wczoraj Gajeel siedział tu do późna i wymsknęło mu się o tobie. Spodziewałam się, że będę miała z tobą pogadankę. Chodzi o niego? Coś się stało?
- Co? - pisknęła zszokowana. - Nie, to nie wina Gajeela czy misji. Było bardzo dobrze. Naprawdę dobrze. Nie chciałam pić, czy coś, ale ostatnio czuję się tak dziwnie. Coś się dzieje, tak mi się przynajmniej wydaje.
- Wiesz, ja i Lucy też ostatnio czułyśmy się dziwnie. - Alberona obrzuciła wzrokiem budynek gildii. - Ostatnio słyszałam też od Ever i Lisanny, że coś się z nimi dzieje. Wendy nawet troszkę urosła, tam gdzie trzeba.
- Czyli można powiedzieć, że ci z Tenrou mają dopiero TERAZ jakieś efekty uboczne Bariery Wróżek?
- Nie wiem, może. Albo po prostu jesteśmy meteopatami, bo na dworze zaczyna grzmieć.
- Cana! Levy! - obie odwróciły głowy w stronę wejścia, gdzie w progu stała zdyszana Wendy wraz z Charlą. - Zwołajcie wszystkich! Musimy ewakuować ludzi z Magnolii!
**********
- Kurde, pogoda spod psa. - warknął, kopiąc kamień pod stopą.
- Czego się spodziewać po jesieni, Gajeel? Ciepłego wiatru i 30 stopni? - spojrzał na niego krzywo.
- No dobra Lily, ale tak jakby jest początek jesieni, a nie koniec. Nie zmienia to faktu, że pogoda jest do dupy.
- Pogoda to kobieta, a kobieta zmienną jest. - parsknął, podkopując kamień Gajeela. Ten natomiast nie zwrócił uwagi na odkopany spod nóg kamień i podniósł głowę do góry. Miasto było... puste. Osz cholera, co znowu? Nie zdziwił się, kiedy w dzielnicy nie było ludzi, bo tam rano nikogo nie ma, ale puste centrum miasta to co innego. Gdzieś po jego prawej zauważył kobietę z małą dziewczynką, która kierowała się w stronę budynków, w tym Fairy Tail. Mała dziewczynka odwróciła głowę w stronę stojących magów i szarpnęła matkę, by również obejrzała się w ich stronę.
- Gajeel! - wrzasnęła kobieta, odsłaniając włosy spod kapelusza. - Co ty tu robisz?
- To samo co ty Bisca. - chrząknął exceed. - Idziemy do gildii.
- Ja i Asuka idziemy sprawdzić, czy nie zostali jeszcze ludzie. Alzack miał ich ewakuować z tamtego rejonu, ale ciągle nie wrócił.
- Ewakuować? - powiedzieli zdziwieni prawie jednocześnie. - Czemu niby?
- Nie wiem, kazano nam ewakuować się z granic miasta.
- Mamusiu!- wrzasnęła Asuka, ciągnąc matkę za rękaw oderwany od kamizelki. - Powiedz to, co kazał dziadek Makarov!
- Ahh, no tak! - pstryknęła palcami zielonowłosa. - Mistrz Makarov kazał wszystkim, którzy byli na wyspie Tenrou iść do budynku gildii. Nie wiem czemu.
- Dzięki. - parsknął Gajeel i pobiegł w stronę Fairy Tail, a za nim exceed. Po niecałych dwóch minutach biegu wparowali do budynku, a w hallu przy jednym ze stolików stał Makarov i praktycznie wszyscy z wyspy Tenrou, oprócz Wendy, Lisanny, Frieda, Laxusa i Levy.
- Co się stało, że ewakuujecie miasto?! - warknął, trzaskając dłońmi w blat stołu.
- Uspokój się, Gajeel. - szepnęła Lucy, próbując nie wnerwiać bardziej maga.
- Cisza. - powiedział, nie odrywając wzroku od Makarova. - O co znowu chodzi?!
- Powiedz mi Gajeel, czy nie czułeś się ostatnio dziwnie? - spytał ze stoickim spokojem, lecz wnerwieniem na twarzy mistrz Fairy Tail - Makarov.
- No rzeczywiście, było dziwnie. Ale ostatnio dużo się wydarzyło, byłem pod wpływem jakiegoś czaru i blah blah. A teraz do sedna.
- Wszyscy tutaj zgromadzeni czuli ostatnio dziwne kumulacje energii, które oddziaływały na ich ciała lub stany umysłu.
- Wendy wbiegła do gildii i rozkazała wszystkim ewakuować miasto. - Cana przerwała Makarovowi. - Ta burza nad nami, to na pewno nie zwykłe pioruniska.
- Juvia też ma takie przeczucie. - powiedziała pewnie. - Zawsze wokół Juvii padało, więc Juvia wie, kiedy powinno zacząć padać z chmur. Z tych nie spadła ani kropla, a powinna.
- Chmur jest coraz więcej, więc... - Makarovowi znowu przerwano. Tym razem to ktoś, kto wbiegł do gildii.
- To nie są chmury! - wrzasnęła, potykając się o podłogę, lecz nie upadając. - Wiem co to jest!
- Lisanna!
- To Anima! - wrzasnęła, łapiąc powietrze w płuca.
Na twarzy większości zgromadzonych pojawiło się zdziwienie. Makarov również zbladł, a z jego twarzy spłynęła złość.
- Ale jak to Anima?! - wrzasnęła Lucy.
- Przecież MystGun nie powinien otwierać Animy. - Erza jako jedyna z przerażonych opanowała się szybko. - Więc jakim cudem tutaj jest anima, przemądrzalcu? - warknął na nią Płomiennogłowy.
- Ani- co? - Evergreen była troszkę zdekoncentrowana.
- Przejście do drugiego wymiaru - Edolas.
- Tam, gdzie Lisanna, znajdowała się przez dwa lata. - wytłumaczył jej Elfman.
- To dobrze, że ewakuowaliśmy ludzi. - Makarov podrapał się po brodzie. - Lisanno, skąd wiesz, że to jest Anima?
- Wciągnęło Wendy i Levy!
Twarz Gajeela natychmiastowo zbladła. Stojąca za nim Heartphillia również pobladła. Dziewczyna złapała się za głowę, a w oczach pojawiły się łzy. Natsu objął przyjaciółkę ramieniem, a Makarov zacisnął zęby. Jedynie Gajeel po chwili oprzytomniał i ruszył w stronę Lisanny.
- Zabierz mnie tam. - warknął do niej patrząc na nią gniewnie.
- Gajeel... - westchnęła Lucy patrząc na Smoczego Zabójcę przy wyjściu przez łzy.
- Jeśli chcesz uratować przyjaciółkę, to chodź ze mną! - wrzasnął, obracając się twarzą do niej. - Nie mamy czasu, blondynko.
Lisanna kiwnęła głową w stronę chłopaka i wybiegła z gildii, on za nią, a chwilę po nich wybiegła Lucy, razem z Natsu i Erzą. Biegli jak najszybciej mogli, kiedy w końcu zauważyli znikające budynki przed nimi. W gonitwie za Animą, Anima dogoniła ich samych.
********
- Wendy! Wszystko w porządku? Gdzie my jesteśmy?
- Levy-sama! - wrzasnęła dziewczyna, rzucając się magini na szyję. - Jesteśmy w przestrzeni między wymiarowej, zwanej tutaj akurat Animą.
- Tego przejścia do Edolas, w którym byliście, by nas uratować? - powiedziała, otrzepując się z dymu.
- Tak. Tylko nie wiem, czemu anima została aktywowana.
- Też nie wiem. Nigdy nie byłam w Edolas. Wiesz może, jak możemy się tam udać?
- Ostatnim razem byłam tam za pomocą Charli. Nie wiem jak się tam dostaniemy.
- Tak samo jak wtedy, Wendy. - obie obróciły się i ujrzały Charlę z Lilym, trzymającego małą butelkę z czerwonymi pastylkami. - Znaleźliśmy to tam, gdzie nas wyrzuciło.
- To są te same kapsułki, które dał nam MystGun! - dziewczyna rzuciła się na butelkę z kapsułkami i otworzyła ją, przesuwając w stronę maga Solidnego Rękopisu. - Weź jedną. Dzięki niej będziesz mogła używać magii.
- W Edolas magii nie ma już od kilku lat, więc jednak nawet nie próbowałabym jej używać. - Charla zbeształa swoją przyjaciółkę. - Nawet nie wiemy, czy to te same kapsułki.
- Spokojnie Charla. - uspokoił ją drugi exceed. - Poza tym, gdyby to miało być podejrzane, Levy byłaby już zmieniona w lakrymę, nie uważasz?
- Też racja. Dajcie nam po kapsułce i wzniesiemy się do Edolas. - Charla wyciągnęła przed siebie łapę, otrzymując tym samym dwie czerwone kapsułki, po czym jedną z nich podała przyjacielowi. Chwilę po tym użyli Arei - magii exceedów, pozwalającej im latać i złapali maginie, wznosząc się w powietrze. Lot nie był za przyjemny, na szczęście nie trwał długo, bo Wendy wspomagała dwójkę exceedów magią powietrza. Wtedy ich oczom ukazały się długie lądy. 
- Kiedyś te wyspy latały. - powiedział Lily, patrząc na zdumieni noszonej przez niego Levy. - Po utracie magii w tym świecie najprawdopodobniej spadły, znajdując w końcu grunt. W końcu tutaj minęło 7 lat, prawda?
- Racja. - Charla kiwnęła głową w stronę Liliego.- Wylądujmy, zanim ktoś nas zobaczy.
Lecieli jeszcze chwilę przed siebie, w końcu odnajdując odpowiednio ciemną uliczkę, by wylądować. Levy złapała Liliego i schowała do swojej torby, robiąc to samo po chwili z Charlą.
- W końcu exceedy zniknęły z tego świata. - powiedziała cicho. - Nie chcemy wywoływać paniki, prawda?
- Racja, Levy-san. - szepnęła Wendy. - Musimy teraz odnaleź pana MystGun'a i dowiedzieć się, kto aktywował Animę.
- Anima! - wrzasnęła dość cicho. - Co jak ktoś inny wpadł jeszcze w Animę i siedzi teraz w międzywymiarze?
- Nie wiem, miejmy nadzieję, że nic nikomu się nie stanie. - Wendy ruszyła przed siebie wychodząc z ciemnej alejki, a Levy po chwili wyrównała jej kroku. Okolica była dziwna. Wysokie, betonowe budynki, wyższe od tych w Magnolii. Ludzie chodzili ubrani w miarę normalnie i nie zwracali uwagi na odmienność dwójki z innego wymiaru. Szły niepewnie w kierunku większych budynków, by tylko zgubić się w tłumie. Levy dziękowała samej sobie, że założyła dzisiaj swoją starą zieloną, naprawioną kamizelkę, która prawie została zniszczona po incydencie z Phantom Lord. Wendy też dziękowała Charli, że zaproponowała jej założenie żakietu. Zakrycie znaku gildii w tym miejscu było jednym z priorytetów. Nie wiedziały bowiem, czy Fairy Tail jest tutaj dalej mroczną gildią. Przez chwilę obie cieszyły się, że wmieszały się w tłum, lecz to nie trwało długo. Levy poczuła na swoim ramieniu ciężki uścisk dłoni, pod którym prawie od razu się ugięła. Dłoń szarpnęła ją w kolejną ciemną alejkę, a ta odruchowo złapała za rękę Wendy, by nie odłączyć się od niej. W końcu stanęła na nogach. Przed nią stał wysoki mężczyzna odziany w garnitur, który przysłaniał swoją twarz niedużym kapeluszem, spod którego uciekały niesfornie ciemne kosmyki włosów.
- Czy mogę się dowiedzieć do jasnej cholery co wy tutaj robicie?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ahh, Edolas. Nieodwieczny element Fairy Tail, zapomniany całkowicie. Chciałabym, żeby wszyscy kiedykolwiek z Edolas przybyli na Ziemię i spotkali swoich ziemskich odpowiedników. ;__; To by było piękne, ale boję się najbardziej tego, że Alzack i Bisca nie będą tam razem. </3
Tytuł spojler, tak bardzo żaal. Na dodatek piszę z kilkudniowym wyprzedzeniem, dodawać będę tylko w dni parzyste. XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz