niedziela, 2 marca 2014

3. Sen

 Rozdział w sadze  : III
Rozdział ogółem : III
Ilość słów : 1438
Adnotacje : Brak. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Kierunek Oshibana! - wykrzyczała siedząc już na swoim miejscu. Aż sam Gajeel się przejął.
- Ile będzie trwała podróż? - spytał Gajeel opierając głowę o rękę.
- Na zachód kraju jedzie się około 6 godzin, a Oshibana jest blisko, więc do 4 godzin powinniśmy być na miejscu. A czemu pytasz?
- Nie wiem, tak po prostu. - powiedział odwracając wzrok w stronę okna.
Levy cicho westchnęła, po czym sama spojrzała przez okno. Słońce powoli zachodziło. Miasto wyglądało tak pięknie. Aż taki widok dodawał jej otuchy i chęci do zaciętej walki z przeciwnościami losu podczas misji. I z towarzystwem Gajeela oczywiście. W końcu pociąg ruszył, a Magnolia zaczęła znikać powoli za górami.
- I jak? Nie mdli cię? - spytała, spoglądając lekko na niego.
- Szczerze to nie. - zaśmiał się cicho.
- To chyba dobrze, prawda? - spytała, lecz nie doczekała się odpowiedzi.
Wróciła z powrotem wzrokiem na krajobraz. Słońca już prawie nie było widać, a niebo stawało się coraz ciemniejsze. Czuła się, jakby mijały godziny, lecz tak na prawdę można ująć, że nawet jedna jeszcze nie minęła, a co dopiero pół.  Nudziła się. Straszliwie. Spojrzała ukradkiem na Gajeela. Doznała szoku. Zasnął?! No tak, było zdecydowanie za cicho jak dla niej. Może by poczytała? Nie, światło za słabe, nic nie zobaczy. Księżyca od strony ich okna nie było widać. No cóż, to czas spać. Położyła się na dużym siedzeniu i oparła głowę o swoją torbę. Zaraz, czemu ona się rusza?! Odskoczyła przestraszona nie na żarty. Nie krzyczała, nie chciała obudzić Gajeela i innych pasażerów, choć chyba tylko oni jechali tym pociągiem. Odchyliła lekko
klapę torby, a jej oczom ukazała się pantera Lily z kiwi w pyszczku.
- Lily, co ty tu robisz? - powiedziała cicho. - Przecież Gajeel powiedział, że poszedłeś s powrotem do gildii!
- Bo tak myślał, ale przypadkiem wpadłem ci do torby. - powiedział wyjmując kiwi z pyszczka. - Ale mam ze sobą kilka kiwi, to siedzę cicho. W ogóle to przepraszam, za zabranie ich.
- N-nic nie szkodzi Lily, jedz sobie. - powiedziała lekko uspokojona, po czym poklepała go po głowie. - Będę miała przynajmniej z kim rozmawiać.
Uśmiechnęła się ciepło, aż Liliemu zabłyszczały oczy ze zdziwienia i wypadło mu kiwi z pyszczka, lecz szybko je złapał. Ale się jej trafiło. Jednak ta podróż nie będzie aż tak nudna. Nagle usłyszała pisk hamujących kół i poleciała do przodu. Pociąg zatrzymał się bardzo gwałtownie. Kiedy otworzyła oczy, zauważyła, że leży na Gajeelu. Oboje leżeli na ziemi. Lily zaraz przy ich twarzach. Zarumieniła się mocno. Aż ją zparaliżowało.
- Co do..! - wrzasnął Lily kiedy zobaczył co działo się przed nim. - Jakim cholernym cudem on śpi, kiedy ta na nim leży i tak nim grzmotnęło?!
Levy leżała ciągle na nim. Nie mogła się ruszyć. Patrzała na niego. Wydawał się taki spokojny podczas snu.
- Przepraszam, tutaj konduktor! - wrzasnął ktoś nagle w wagonie. - Na tory spadły kamienie z gór, więc do Oshibany dojedziemy dopiero rano! Z góry przepraszam za utrudnienia!
Ale Levy nie słuchała. Ciągle patrzała na twarz Gajeela. Zawsze był żywiołowy jeśli chodzi o walkę. A teraz jak śpi nic się nie dzieje. Chociaż troszkę się wiercił, pewno mu się coś śniło. Powoli na jego twarzy pojawiał się grymas. Przestraszona Levy podniosła się lekko, ale dalej na nim siedziała. Zbliżyła lekko twarz do jego twarzy tak, że ich nosy były oddalone nie mniej niż 5 centymetrów. "Kiedy śpi wygląda nawet... słodko." Nie! Ona wcale tak nie pomyślała! Znowu zaczęła się czerwienić, A Lily patrzył na to wszystko w milczeniu. Nagle otworzył oczy i podniósł się szybko. Pod wpływam silnego ataku w czoło Levy zsunęła się na ziemię, lecz nogi miała zgięte w kolanach przy jego pasie.
- C-co się stało? - spytał obudzony Gajeel masując tył głowy. - L-levy co ty robisz?!
Lecz nie odpowiedziała. Kręciło jej się w głowie. Pochylił się nad nią.
- Levy, wszystko okej? - spytał.
- O matko boska, trzech Gajeelów. Potrójne kłopoty i nudy! - wrzasnęła po czym chyba straciła przytomność.
- Zemdlała?! - wrzasnął.
- A kto by nie zemdlał po oberwaniu w głowę od faceta z metalu? - powiedział Lily siedzący pod oknem.
- Lily?! Co ty tu robisz?! - wrzasnął zdziwiony odwracając głowę w jego stronę. - I czemu leżałem z nią na podłodze?!
- Pociąg się zatrzymał, a to co ja tu robię to długa historia. - powiedział kuląc się mocniej.
Gajeel spojrzał na nieprzytomną Levy. Wystraszył się nie na żarty przez nią. Na dodatek ten sen. Wstał i wziął ją na ręce, po czym usiadł i oparł jej głowę na swoich nogach. Lily wspiął się na siedzenie i usiadł obok nóg Levy.
- Są problemy z torami. - powiedział Lily. - Jak pociąg się zatrzymał spadliście na siebie.
- Teraz rozumiem. - powiedział patrząc na Levy.
Powoli odzyskiwała przytomność, lecz nie otwierała oczu. Nie mogła, możliwe że nawet nie chciała. Było jej dziwnie przyjemnie. Jakby leżała na łące przy Magnolii, jej ulubionym miejscu, kiedy miała kłopoty ze samą sobą. Czuła jakby wiatr mierzwił jej włosy, a słońce lekko przypiekało jej twarz. Czuła się spokojnie. Po kompletnym odzyskaniu przytomności uśmiechnęła się i zasnęła.
- Patrz! - powiedział cicho Lily. - Uśmiechnęła się.
- No i co? - powiedział nie odrywając od jej twarzy wzroku.
- Że ty przy okazji też się uśmiechasz. - powiedział exceed, po czym zaśmiał się śmiechem charakterystycznym dla jego właściciela.
- Ja się wcale nie uśmiecham draniu! - powiedział karcąc go miną jakby mu matkę zabił.
Exceed wzruszył ramionami i cicho się zaśmiał, a Redfox wrócił do oglądania twarzy śpiącej Levy. Głaskał ją lekko po włosach i co jakiś czas wydychał mocniej powietrze. W końcu pociąg ruszył.
~~~~~~
Nie wiedział gdzie był. Zaraz, tam jest Magnolia, prawda? Chyba tak. Stał na jakiejś polanie nieopodal miasta. Rozejrzał się. Nikogo tam nie było. Wiatr rozwiewał jego długie krucze włosy. Ruszył przed siebie, kiedy zobaczył coś małego siedzącego na trawie. Podszedł powoli i niepewnie. To coś odwróciło w jego stronę głowę. To była Levy. Tylko taka jakby.. inna. Nie miała opaski i miała smutniejsze oczy.
- Levy, to ty? - spytał, gdyż nei dowierzał swoim oczom.
- Przyszedłeś mnie uratować? - spytała, powoli wstając z trawy. Jej oczy nie miały błysku, lecz to ciągle były jej oczy.
- Potrzebujesz pomocy? - spytał podchodząc bliżej, ale zatrzymał się, gdy ta wyciągnęła przed niego rękę.
- Czemu jesteś smutny? - spytała. - Dlaczego twoja twarz jest ciągle obojętna?
- Co? - stał zdziwiony. - T-taki już jestem, nie zmieniaj tematu kurduplu!
- Skąd mam wiedzieć jaki jesteś, skoro cię nie znam? - spytała, przekręcając głowę na bok.
Stał zdziwiony. Nie rozumiał jej pytań. Wiatr rozwiewał ich włosy. Stali na przeciw siebie i patrzyli sobie w oczy. Podeszła do niego bliżej z tym ciągle zgubnym wzrokiem.
- A może to ty potrzebujesz pomocy? - spytała, choć raczej oznajmiła.
- Ja nie potrzebuję pomocy! - wrzasnął wściekły. - Wiele razy to ty jej potrzebowałaś!
- Widzę, że to cię złości. - powiedziała wyciągając jeszcze drugą rękę przed siebie.
- Co ma mnie złościć?! Jestem w tej chwili stoicko spokojny! - wrzasnął, oczywiście że był zdenerwowany.
- Twoja niepewność. - powiedziała. - Mylisz mnie z kimś, prawda?
- Więc ty nie jesteś nią... - powiedział już trochę spokojniej.
- A co jeśli któregoś dnia nie będziesz w stanie jej uratować? - spytała.
Stał na przeciw niej załamany.
- O co ci chodzi?! Nie muszę jej przecież ratować ciągle! - wrzasnął wściekły.
- Więc dobrze o tym wiesz, że tego wiecznie nie będziesz robić.
- Zamknij się! - wrzasnął, po czym skierował w nią swoją rękę, zamieniając ją w miecz.
Jej twarz zamieniła się w twarz Levy. Miała te same oczy, ale przerażone. Takie jak widział ją za pierwszym razem. Kiedy ją atakował. Nie mógł zatrzymać swojej ręki. Nawet nie mógł się ruszyć. Jedno oko dziewczyny zamieniło się w to samo oko osoby, z którą rozmawiał. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, mimo, że drugie oko było przerażone.
~~~~~~~~~~~~
- Ej! Gajeel! Gajeel! Wstawaj leniu! - wrzeszczał Lily szarpiąc swojego właściciela za rękę.

- Co jest..! - wrzasnął zrywając się z siedzenia. - Co się dzieje Lily?
- J-jesteśmy już w Clover. - powiedziała Levy, siedząca na siedzeniu naprzeciw. - Powinniśmy być za jakieś 20 minut.
- Już nie śpisz? - spytał zdziwiony Redfox. - Przecież ty...
- Nie, Lily mnie obudził dwie minuty temu prawie. - powiedziała przeciągając się. - Powiedział, że dojeżdżamy więc mnie obudził.
- I jak się obudziłaś to już tutaj siedziałaś?
- Tak, a co? Coś nie tak?
- Nie, nic. - powiedział siadając. Prychnął.
- W ogóle Gajeel.. Co ci się śniło zanim się obudziłeś w nocy? - spytała dziewczyna masując czoło.
- Nie twój interes kurduplu. - warknął, na co ta wbiła się bardziej w oparcie.
Ten sen zaczął go prześladować od zeszłych dni. Ale czemu? I kto to był? Resztę drogi spędzili w milczeniu.
- Przystanek Oshibana! - usłyszeli. - To koniec naszej podróży, dziękujemy, że byliście z nami! Miłęgo dnia życzymy!
Levy zabrała swoje rzeczy i wyszła szybko z pociągu, zostawiając Smoczego Zabójcę za sobą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz