Rozdział w sadze : VI
Rozdział ogółem : VI
Ilość słów : 2636
Adnotacje : Brak.
- Tutaj jest na prawdę wspaniale! - wykrzyczała dziewczyna rzucając się na nowo przydzielone łóżko. - Za ten pokój mogę wszelakie prace fizyczne od rana do nocy!
- Ja nie za bardzo, ale może być. - fuknął pod nosem jej partner sprawdzając wytrzymałość swojego łóżka.
- To czemu niby tu przyjechałeś? - powiedziała. - A no tak, to moja wina, przepraszam. Ale mogłeś nie jechać, poczekałabym kilka dni na powrót Lucy.
- Nie szkodzi no, wytrzymam. Gehee, fajnie by było, gdybym był jego ochroniarzem czy coś w tym rodzaju.
Wstała kiwając głową i podbiegła do balkonu, przez który widać było piękne jezioro z małą plażą. Ahh, taki dom to marzenie. Czuła się, jakby trafiła do raju, mimo wykonywania ciężkich prac fizycznych. Piękny ogród. Piękny zapach owoców. Piękne okolice. Piękny dom. I jego piękny uśmiech. Czego jej więcej do szczęścia brakowało?
- Przejdziesz się ze mną nad jezioro? - spytała podchodząc do jego łóżka.
- Nie chcę mi się mała, poproś Liliego. - spojrzała na brzeg łóżka, gdzie exceed smacznie chrapał.
- No to poproszę Marco żeby się ze mną przeszedł, fajnie by było. - powiedziała, ściągając swoją pomarańczową sukienkę.
- Z-zaraz, czemu się tutaj przebierasz?! - krzyknął, ale ujrzał, że pod spodem miała zwiewną i krótką błękitną sukienkę. Ahh tak! Zauważył te wystające ramiączka już po ich wyjściu z biblioteki. Ciekawiło go od czego to jest, ale nie spytałby wprost. - I czemu masz pod sukienką drugą?
- Nie wstydzę się przebierać przy takim oblechu i flei jak ty. - fuknęła. - To idziesz ze mną czy nie? Bo nie wiem czy mam prosić Marco czy kogoś ze służby. A poza tym to nie zauważyłeś?
- Nie, mam się ciągle na ciebie gapić? - warknął, mimo, że skłamał. Ale ona mu uwierzyła, choć ciągle czuła, że jednak kłamie.
- No okej, okej. - mruknął, choć w środku lekko się cieszył na myśl, co może jej zrobić nad jeziorem. Wstał z łóżka i powędrował do drzwi, a ta poszła tuż za nim, jakby się rzep psiego ogona przyczepił. Wybiegli szybko niezauważeni z rezydencji i skierowali się w stronę jeziora. Wyglądało na takie malutkie morze. Było przecudnie. Ciepło ostatnich sierpniowych promieni oraz ten lekki zwiastujący jesień wiatr. Zdjęła swoje pantofle rzucając je w piach i poszła moczyć stopy na brzegu. Aż przypomniało jej się jej jedyne wspomnienie z jej rodziną. Takie ciepłe. To było ponad 20 lat temu, licząc te siedem lat jej zniknięcia. Miała 2 lata niespełna, była wtedy ze swoją matką. Jedyne słowa jakie pamięta, które wyszły z jej ust to "Jesteś tak bardzo podobna do swojego ojca". Nic więcej. Pamiętała tylko ten głos. To zdanie. Nawet jej twarzy nie pamiętała. Po prostu pewnego dnia jej matka zniknęła. I tak trafiła do Fairy Tail.
- Halo! - krzyczał Redfox machając jej ręką przed twarzą, po czym wepchnął ją do wody. - Gehee, to za nie odpowiadanie mi!
Wstała wkurzona w wodzie w przemoczonej sukience.
- Idioto, co ty robisz?! Zapłacisz mi za to! - głośno fuknęła ze złości, po czym wciągnęła go do wody, popychając głębiej. Potem zaczęli się chlapać, jak małe dzieci, które pierwszy raz w życiu są w aquaparku. Ochlapywali wszystko dookoła, zaczęli się na siebie rzucać, po czym używali magii, robiąc wielkie zamieszanie. Tymczasem przez okno w kuchni obserwowały ich dwie służące, Emma i Blaire, które pracowały tutaj od dłuższego czasu.
- Co oni robią do cholery jasnej? - mówiła Blaire, przykładając twarz bliżej szyby.
- Spędzają razem czas, w końcu to ich ostatni dzień wolności. - zaśmiała się cicho. - Jutro już nie będą mieli dużej ilości wolnego czasu.
- Na pewno nadają się do tej roboty? - powiedziała patrząc na Emmę, zamiatającą podłogę. - Przecież to magowie, powinni należeć do jakiejś gildii i wykonywać zadania.
- Może nie są, może są. Nie wiemy Blaire, nie powinnyśmy się tym interesować. - powiedziała, odrywając wzrok od podłogi. - Ale popatrz jak się wesoło bawią. Widać, że trafiła nam się para.
- Czyli postaramy się ich nie rozdzielać, tak? - zaśmiała się cicho, po czym wróciła do czyszczenia futryn.
- Złap mnie jeśli potrafisz gigancie! - wrzeszczała Levy, biegająca w kółko, ale ten już powoli nie miał siły. Był głodny jak diabli. Wyszedł z wody ignorując ją po czym usiadł na piasku, zdejmując koszulę z grzbietu. Krople wody schodziły po jego włosach i jego torsie. A ona stała wkurzona z przepaską w dłoni. Powoli wychodziła, stojąc naprzeciw niego, a ten na nią spojrzał. Jej sukienka przylgnęła do ciała ukazując jej drobne, ale w miarę kobiece kształty. W blasku słońca prześwitywała, ukazując jej komplet bielizny w paski. Ten widok go straszliwie pobudzał, ale zrzucał to na winę uroku, więc nie chciał jej nic mówić. Próbował jednak przypomnieć sobie, czy ktoś na ostatniej misji nie rzucił na niego uroku. Wpadł na kilku ludzi, ale nie wiadomo czy to magowie czy zwykli ludzie. Stała nad nim wkurzona, po czym wdeptała nogą jego brzuch w piasek. Przyciskała najmocniej jak mogła, wyładowując swoją agresję tyci nóżką. Starał się ruszyć, w końcu kiedy mógł, złapał ją za stopę i przerzucił przez ramię wstając.
- Puszczaj mnie idioto! - wrzeszczała, poprawiając sukienkę, lecz ta ciągle była przylgnięta do jej ciała.
- Zakryj mój znak gildii i mów do mnie tak jak ustaliłaś. - szepnął podnosząc swoją koszulę i jej pantofle z piachu.
- Teli, zostaw mniee! - krzyczała waląc pięściami w jego gołe plecy, a jednocześnie kładąc jego koszulkę pod brzuch, zakrywając znak gildii.
- Cicho siedź, Daidre. - lecz ta umilknąć nie chciała.
W końcu doszli do swojego pokoju, co nie obyło się bez spoglądania gapiów. Rzucił ją na łóżko i zamknął pokój na klucz.
- Rozbieraj się. - powiedział siadając na brzegu jej łóżka.
- C-co?! G-gajeel, ale... i ten n-no j-ja... - dukała pod nosem cała czerwona.
- Co? Nie!Nie o to mi chodziło. - machał zawstydzony rękoma. - Zdejmij mokre ubrania i przebierz się, żebyś się nie przeziębiła. - powiedział wstając. - Pójdę na balkon a jak się przebierzesz to coś wszamiemy.
Spojrzała na niego. Martwił się o nią? Nie pomyślała nigdy, żeby się ten o nią troszczył. Bogom by to nawet przez myśl nie przeszło, ale ta ochoczo kiwnęła głową. Ruszył na balkon i zasłonił wielkie okna kotarami, aby jej nie widzieć.Podszedł do barierki i westchnął głośno. Nie mógł zachowywać się przy niej normalnie ostatnio.Obwiniał się, bo jeśli to nie był urok, to co niby? Czemu tyle nagle z dnia na dzień do niej czuł? Co to mogło być do cholery jasnej?! Ta rzecz krzątała mu głowę od wielu dni. Dany stan rzeczy powodował u niego mocne migreny. Zacisnął pięści. Próbował normalnie spędzić z nią ten tydzień lub dwa bez Salamandra, Titanii, Miry, czy tego gołodupca Graya. Miał spokój, a jednak dalej coś go dręczyło. Jak zawsze, miał na coś nerwa. Ściskał dłonie jeszcze mocniej. Złość rosła w nim w zastraszająco szybkim tempie. A co gorsza, znów widział tą dziewczynę z koszmaru w Levy. Ta sukienka, lekko dłuższe włosy. I to spojrzenie, kiedy jest wkurzona. Prawie takie samo. Jeszcze niedługo, a jego koszmar się spełnił. Kurcza mać. Tego mu jeszcze brakowało. Żeby ona się stała takim samym lub gorszym bucem niż ona. Znów mocno ścisnął pięści czując ten nacisk palców.
- Słońce zachodzi. - usłyszał jej głos. Stała tuż za nim w ciemnozielonym szlafroku i włosach związanych w kitkę. Podeszła do barierki opierając na niej ręce i głowę. Zachód przypominał zachód nad morzem, kiedy barwił wodę jeziora na pomarańczowo. Do oczu napłynęły jej łzy radości, mimo tego, że na dłuższy czas traciła swoją wolność.
- Cieszę się, że tutaj jestem. - uśmiechnęła się mocno. - Takie jakby wakacje. A ty?
- Mam to gdzieś. - powiedział oschle i wszedł do pokoju.
A jednak jest wszystko normalnie - pomyślała. W głębi duszy ucieszyła, że jednak pojechała na misję z bucowatym i okrutnym Gajeelem, czyli tym najzwyklejszym i najnormalniejszym Gajeelem. Kiedy ciemność w końcu pochłonęła niebo, a na czarnym tle pojawiły się gwiazdy, wróciła do pokoju. Wchodząc do pokoju aż wzdrygnęła, kiedy usłyszała to głośne chrapanie. Smoczy Zabójca chrapiący głośniej niż smok, też ci coś. Na brzegu łóżka zauważyła siedzącego do niej tyłem exceeda.
- Lily, czemu nie śpisz? - spytała, a ten odwrócił się w jej stronę.
- Myślę nad powrotem do Magnolii, tutaj będę tylko przeszkadzał. - powiedział ze swoją poważną miną. - Zaraz wylatuję, chciałem się pożegnać.
- Mhm, rozumiem. Jeśli wrócisz poproś kogoś z gildii by napisali do nas list, dobrze? - uśmiechnęła się wesoło.
Lily kiwnął wesoło głową i podbiegł do balkonu. Z jego pleców wyrosły skrzydła, dając przy tym zieloną poświatę.
- Poradzisz sobie? - spytała mocno zaciekawiona.
- No pewnie, a wątpisz we mnie?
- Nie no, co ty! Pomogłeś mi prawie tyle samo razy co Gajeel, więc nie wątpię.
Exceed kiwnął ponownie głową i wzbił się w powietrze. Kiedy był już na pewnej wysokości usłyszał "Powodzenia Pantherlily!" po czym poleciał na zachód. Dziewczyna stojąca na balkonie patrzyła jak z nieba znika zielona poświata po skrzydłach małego kota. Ziewnęła przeciągając się i weszła do pokoju zamykając szklane drzwi za sobą. Następnego dnia usłyszała pukanie do drzwi. Słońce już wstawało i przedzierało się przez kotary, budząc ją.
- Daidre, Teli, śpicie jeszcze? - usłyszała ciepły i miły głos za drzwiami. - Za 10 minut siódma więc zbierajcie się na śniadanie dla służby, dzisiaj już wasza się zaczyna. - po czym słychać było tylko kroki.
- Gajeel, wstawaj. - powiedziała przeciągając się, lecz kiedy spojrzała na jego łóżko, było puste. Już pierwszego dnia zwiał?! Co za nieodpowiedzialny smarkacz! Co z tego że był od niej starszy, dla niej zachowywał się jak bachor! Podeszła mocno zdenerwowana do szafy, wyjmując z niej czarną krótką sukienkę i ozdobny biały fartuch, do tego białą koronkową przepaskę, buty i wysokie białe podkolanówki - czyli strój przygotowany dla jej pracy. Wyglądał bardziej ozdobnie niż do pracy. Jak strój Virgo - gwiezdnego ducha zodiaku panna. Zdjęła szlafrok i powoli wsuwała na siebie sukienkę i zawiązując fartuch. Siadła przed toaletką, czesząc włosy. W końcu zza kotar wyszedł Gajeel. Był ubrany w czarny garnitur i rękawiczki. Czyli jednak nigdzie nie uciekł.
- Gdzieś ty był idioto? - warknęła na niego, wymachując piąstką.
- Na balkonie. - pokazał palcem w stronę miejsca skąd się pojawił, a jej już zabrakło słów by go opisać, więc dla okazania swojego gniewu uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
- Chodź tutaj, trzeba ci związać włosy. - powiedziała wstając z siedzenia toaletki. Ten podszedł niechętnie, pewno nie czesał włosów od... czy on je w ogóle czesał?! Usiadł przymruknięty a ona czesała jego włosy w kitkę.
- Gdzie jest Lily? Nie mogę go nigdzie znaleźć. - powiedział wiercąc się straszliwie.
- Wyleciał wczoraj wieczorem do domu. Ale powiedział że jak wróci do domu, to ktoś mu pomoże napisać list. - po czym skarciła go za wiercenie się mocnym szarpnięciem włosów.
W końcu skończyła. Zajęło jej to kilka minut, przez co byli chwilę spóźnieni na śniadanie. Wybiegli szybko, zamykając pokój i udali się w stronę kuchni.
- Teli i Daidre jak dobrze pamiętam, tak? - spytał Hughes - wysoki szatyn w okularach z kwadratową szczęką przyozdobioną szczeciną.
- Tak, dobrze zapamiętałeś Hughes. - mruknęła wyjmując rogala z ust.
- O Boże, jesteś taka słodka! - pisknął cicho z lekkim rumieńcem na twarzy.
- A ty Teli czemu siedzisz cicho? - powiedziała Mary Jane, kiwając się na krześle. Mary Jane była najmłodszą dziewczyną tutaj, najprawdopodobniej wykupioną z niewoli.
- Mary Jane, nie bujaj się tak na tym krześle! - zawołała Blaire, kobieta, która miała blond włosy splecione w kok, ona chyba najbardziej była z nią zżyta. - Emma powiedz jej coś!
- Nic to nie poskutkuje. - Emma była przełożoną tutaj. Miała piękne czekoladowe włosy i oczy, schowane za dużymi okularami. Wyglądała jak królowa rezydencji. - Wiesz jaka ona jest.
Mary Jane spojrzała na nią spode łba i przestała się huśtać. Więc to tak trzeba było ją podchodzić!
- Podobno jesteście magami, prawda? - powiedział siedzący na końcu starzec - Moriarty, pełniący rolę kamerdynera.
- Rzeczywiście, jesteśmy, ale nie należymy do żadnej gildii. - powiedziała "Daidre". - Wolimy rozwiązania pokojowe.
- Mów za siebie. - mruknął "Teli" pod nosem.
- Jesteście parą? - spytała Mary Jane i wszyscy nagle jakby spojrzeli w ich stronę. Gajeel lekko wytrzeszczył oczy w ich stronę, a Levy zastygła w bezruchu. W końcu tą ciszę przerwała Emma.
- Okej, koniec tego dobrego. - wstała z krzesła. - Idziemy do roboty!
Wszyscy wstali ukazując jacy to są nieszczęśliwi, tylko Gajeel i Levy nic po sobie już nie pokazywali. Nic nie mówili, nawet ich miny nic nie pokazywały.
- Gajeel, chodź ze mną, dla ciebie jest zadanie specjalne. - pokiwała na niego palcem Emma, po czym ten ruszył za nią, po chwili ją doganiając. Za to Levy poszła z Mary Jane do kuchni. Z szafki za kuchenką wyjęły szczotki i miotły oraz dwa kubły. Przygotowały sobie detergenty, po czym złapały za miotły i zamiatały podłogę.
- Jakiej magii używasz Daidre? - spytała ciekawie Mary Jane.
- Można powiedzieć, że moja magia jest raczej bezużyteczna. - zaśmiała się masując tył głowy.
- To niemożliwe, każda magia jest do czegoś potrzebna. - zaśmiała się cicho. - A Teli jakiej magii używa?
- Trudną ją nazwać. - Mary Jane zadawała dla niej coraz trudniejsze pytania, cholera jak od tego uciec? - Patrz, tam jest pajęczyna!
- Gdzie? - nagle obok nich pojawiła się Emma, aż te ze strachu odskoczyły. Wzięła od Levy miotłę i zmiotła dom pająka z powierzchni ściany. Praca zlatywała im dość szybko, było już koło dziewiątej.
- W ogóle gdzie jest Blaire? - spytała Mary Jane podnosząc głowę znad podłogi, na której klęczała. - Nie widziałam jej od śniadania.
- Wysłałam ją na zakupy, powinna niedługo być. - chrząknęła Emma. Nagle usłyszały trzask.
- Co to było? - wstała Levy strzepując brud z fartucha.
- Pewno Moriarty znowu coś stłukł przy odkurzaniu kurzu w przedpokoju.
- Nie, na pewno nie. Ostatnio pan Tatori powiedział mu, że jeśli coś stłucze jeszcze raz, to go wywali, a on na pewno by już uważał. - powiedziała stanowczo ich szefowa. - Gdzie jest do cholery Blaire?
- Może to ona? - zaciekawiła się niebieskowłosa.
- To na pewno nie ona, a jeśli tak, to ma kłopoty. Ona ma gorszą sytuację niż Moriarty.
- A Hughes?
- Hughes raczej pracuje w ogrodzie, rzadko w domu. Oszczędność na usługach to numer jeden w planowaniu pana Tatori.
Siedziały zaciekawione co mogło wywołać dany trzask, lecz nagle do kuchni weszła Blaire z wielkimi torbami zakupów.
- Przepraszam za spóźnienie Emma-sama! - wrzasnęła, że aż echo się rozniosło. - Nie mogłam nic znaleźć z listy, musiałam iść na drugi koniec pobliskiej wioski, przepraszam!
- Nic nie szkodzi Blaire, ale żeby to się już nie powtórzyło, bo pan Tatori znowu cię przeniesie do domu w górach.
- Rozumiem, przepraszam. - kiwnęła głową i w błyskawicznym tempie zaczęła rozpakowywać zakupy.
- A gdzie jest .. Teli? - kurcze, to zastanowienie nad imieniem mogło ją wydać.
- Teli miał specjalne zadanie od pana Tatoriego, żeby pojechać z nim dzisiaj do Oshibany.
Levy otworzyła szeroko oczy i zaczęła się głośno śmiać. Wszystkie patrzyły się na nią ze zdziwieniem, nie nadążając co się dzieje.
- Umm.. Daidre-sama? - spytała Mary Jane. - Coś się stało?
- Nie nic, kochana! Po prostu śmieję się z Teliego.
- A co ma do tego Teli?
- Chodzi o to, że Teli woli bójki niż normalną pracę i bardzo chciał dostać pracę ochroniarza pana Marco.
- To ma związek z jego magią? - spytała Mary Jane. Ją naprawdę ciekawiła magia.
- Można powiedzieć, jego magia jest mocno niszcząca i on też uwielbia wyrządzać szkody chyba.
- No dobra dziewczyny, koniec pogaduszek! - wrzasnęła Emma. - Do roboty, został cały dom do sprzątnięcia!
- Tak jest Emma-sama! - wrzasnęły wszystkie trzy naraz i wróciły do pracy.
Levy większość czasu spędziła w kuchni, kilka godzin na korytarzu i dwie na dworze, po czym pan Tatori wraz z Gajeelem wrócił. Gajeel wyglądał na dość obitego, dlatego Levy obiecała zająć się chłopakiem.
- Co się stało? - spytała prowadząc go do ich pokoju.
- Wypadłem z powozu przez chorobę lokomocyjną. - powiedział mocno zażenowany. - Dopiero w połowie drogi zauważyli, że mnie nie ma.
- Już myślałam, że gorzej.
- To jest jak plama na honorze!
- Cicho siedź! - powiedziała otwierając pokój. To co zobaczyła, zszokowało ją.
_____________________________________________________
MATERIAŁ ZBIERANY 2 DNI, JAK WZIĘŁAM DO WORDA NA 12 TO 5 STRON PONAD WYSZŁO. XDDDD
Mam nadzieję, że opowiadanie się podoba. Koleżanka mi powiedziała, że może być trochę za słodko, więc ograniczę to teraz na kilka części i będzie najprawdopodobniej na zmianę historia postaci, lub wątłe przygody dwójki mniej romantyczne tylko. XD
A tutaj proszę, patrzcie kto siedzi ze mną, Hughes! Żeby nie było, pożyczyłam sobie postacie, o! Hughes jest z anime, uwagaaa....
Hughes : z Fullmetal Alchemist.
Wydał się. ;_; A Emma pochodzi z animeee, uwagaaa...
Hughes : Eikoku Koi Monogatari Emma
A ja cię tak lubiłam jak żyłeś. ;___;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz