Rozdział w sadze : VII
Rozdział ogółem : VII
Ilość słów : 1416
Adnotacje : Brak.
To zobaczyła przeraziło ją. ich pokój był całkowicie zdewastowany. Baldachim kompletnie rozwalony, kotary potargane, wszystko praktycznie powywalane i zniszczone. Na podłodze leżały strzępki materiału i drewna, a ze ścian schodziła tapeta. Kiedy to ujrzała, od razu zawołała po Emmę. Ta również była zdziwiona. Za nią przyszły Blaire i Mary Jane, które również były zszokowane.
- Co tutaj się stało? - wykrzyknęła Mary Jane. - Daidre?!
- N-nie wiem, jak tylko otworzyłam drzwi tak było. - stała przerażona ciągle podtrzymując poturbowanego przyjaciela. - C-co się stało..
- Spójrzcie! - krzyknęła Blaire wchodząc pewnie do pokoju. - Drzwi balkonowe są otwarte!
- Rzeczywiście. - stwierdziła Emma. - Masz niezłe oko Blaire, sama bym tego nie zauważyła gdyby nie ty.
Blaire z dumną miną odsunęła resztkę kotar ukazując szczelinę między drzwiami a ich framugą.
- P-przecież drzwi były zamknięte, sam je zamykałem. - powiedział chłopak podnosząc się na nogi obolały.
- No to czemu teraz są otwarte? - spytała Mary Jane.
- Spokojnie, posłuchajcie. - powiedziała Emma odwracając się w stronę Levy i Gajeela. - Postarajcie się to posprzątać, ja nic panu Tatori o tym nie powiem i spróbuję znaleźć winowajcę, dobrze?
Levy spojrzała na Emmę ze zdziwieniem po czym wesoło kiwnęła głową na znak podziękowania. Emma ukłoniła się lekko, po czym wyszła z ich pokoju, a zaraz za nią Blaire i Mary Jane.
- To jest niemożliwe, drzwi były zamknięte. - powiedziała Levy siadając na łóżko, a raczej jego resztki. - Przecież balkon był zamknięty, nasz pokój też, j-jak?
Gajeel zamknął drzwi i z bólem upadł na swoje resztki łóżka. To co powiedział nie było do końca prawdą. Tak na prawdę wdał się w bójkę "przypadkiem" ale nie chciał jej o tym mówić. Nawet Tatori mówił mu, że jeśli am przy nim pracować, to ma się nie wyróżniać. Powoli wstał i wziął z szafy beżowy komplet kamizelki ze spodniami, oraz ciemnozieloną koszulę. Wszedł do łazienki z myślą o przebraniu się. Gdy tylko otworzył drzwi zaciekawił go normalny stan łazienki. Wszystko było poukładane tak jak było, ręczniki i wszystko inne tam gdzie trzeba. Po dłuższym zastanowieniu wszystko oprócz ich łóżek, wazonu i kilku książek leżących na podłodze było okej. Coś mu nie pasowało. Szybko założył koszulkę i spodnie, po czym wybiegł na balkon. Balkon też był w dobrym stanie.
- Gajeel, co ci jest? - spytała zmartwiona Levy. - co ty tak biegasz po tym pokoju, po prostu nie domknąłeś drzwi i ktoś się włamał, tyle.
- Nie, spójrz! - powiedział, a raczej wrzasnął, pokazując na ziemię. - Mieszkamy na piętrze, nikt nie mógłby się tutaj dostać po pierwsze! A po drugie tylko zewnętrzne części pokoju są zniszczone, ale nic nie zostało skradzione Levy. Tu coś nie gra.
Levy westchnęła cicho i weszła do pokoju. Próbowała ogarnąć ten nieład, żeby można było tutaj normalnie funkcjonować. Zaczęła od książek, bo szczerze mówiąc, ich jej było najbardziej żal. Przetarła okładki szepcząc do nich, że wszystko będzie w porządku. Spojrzała na regał z książkami. Wszystkie stały na swoich miejscach, były takie spokojne. To co on powiedział, nagle zaczynało nabierać sensu. Były lekko poobdzierane z wierzchu, ale jedno ją zdziwiło. Czemu książki na dole były zagięte? I to nie tak, jak normalna okładka. Podeszła bliżej przyglądając im się dokładnie. One były wgniecione! Jak twarda drewniana okładka mogła się wgiąć bez psucia jej?! Dotknęła książki. Zimna.. jak metal! To nie była zwykła książka. Pociągnęła ją do siebie i od razu pożałowała. Półka obróciła się szybko dwa razy wywalając ją w dziwne i ciemne pomieszczenie.
- Levy! - wrzasnął chłopak, kiedy zauważył ruch wielkiego regału.
- Gajeel! - wrzasnęła, waląc pięściami w metalową ścianę za którą znajdował się regał.
- Co się stało?!
- Ruszyłam tą metalową książką na dolnej półce, a regał się obrócił.
- To dlatego czułem metal!
- Co?!
- W tym pokoju coś śmierdziało mi metalem od samego początku, ale nie wiedziałem co to mogło być.
- Naprawdę?
- Tak, która to książka była.
- Ta żółta. - po czym chłopak pociągnął książkę i znalazł się obok dziewczyny.
W pokoju czy korytarzu gdziekolwiek byli było ciemno jak cholera. Chłopak szybko przyzwyczaił się do ciemności, po czym zauważył dziewczynę leżącą na podłodze.
- Dalej nic nie widzisz?
- Ledwo ciebie widzę Gajeel, więc wiesz. - powiedziała głaszcząc tył głowy.
Mag rozejrzał się po pokoju. Zauważył w nim kilka zielonych ozdobnych krzeseł, mały stolik i lampę naftową. Podszedł zabierając ją ze stolika.
- Kurcze, nie mam czym jej zapalić.
- Czego niby? - powiedziała, ciągle nie widząc w ciemnościach.
- Znalazłem lampę naftową, jakieś pomysły żeby ją zapalić?
- Czekaj.. Jest ogień, ale ty nie jesteś Natsu. Nosz kurcze, smoki kojarzą mi się tylko z ogniem!
- Nie zapominaj, że też jestem Smoczym Zabójcą, tylko że metalu, a nie tego cholernego ognia!
- Właśnie! - wrzasnęła dziewczyna składając dłonie razem. - Co wytwarza metal, który uderzy w blachę?
- Iskry! Jesteś geniuszem Levy! - ucieszył się, chociaż po chwili zrobił się srogi. - Tylko gdzie ja tu do cholery jasnej znajdę blachę!
Dziewczyna załamana chwilowym przebłyskiem inteligencji chłopaka podeszła do ściany, za którą stał regał i uderzyła w nią pięścią. Po pomieszczeniu rozniosło się głośne echo.
- Tutaj masz blachę. - zasyczała cicho.
Chłopak kiwnął głową, lecz ta i tak tego nie widziała. Przechodząc obok niej cisnął jej w dłonie lampę, a dłonią, która nagle pokryła się metalowymi łuskami uderzył w ścianę, wytwarzając iskry. Jedna magicznym cudem trafiła na lampę zapalając ją. Dziewczyna zmrużyła oczy, od nagłego przypływu światła dostrzegając dwa zielone krzesła i mały stolik. Pokój był niewielkich rozmiarów, lecz bardzo wysoki.
- Spójrz. - wskazała palcem na czarną szczelinę po ich prawej stronie, po czym pobiegła w jej stronę z lampą w dłoni. Wysoki mag westchnął tylko i szedł za nią. Trzymała lampę w górze oświetlając drogę przed sobą. Metalowe ściany powoli zmieniały się w kamienne, a jeszcze dalej w ziemiste, wręcz błoto. W końcu w nocy padało, co oznaczało, że byli blisko powierzchni ziemi. Ciemność która nie była do końca rozświetlona przerażała ją. Nogi jej się trzęsły kiedy szła przed siebie. Tylko świadomość że olbrzymi goryl idzie za nią uspokajała ją. W końcu złapał ją za ramię.
- Stój. - warknął wąchając powietrze. - Ktoś tu był niedawno, jest intensywny zapach. Może jeszcze tutaj być.
- Ktoś tu może być?! - podskoczyła prawie upuszczając lampę.
- Ale nie jestem pewny, nie krzycz tak, bo cię usłyszy, jeśli tu jest.
- P-przepraszam.
- Ej, tylko mi nie mów że ty...
- C-co ja?
- Boisz się?
- Ja? Pfff! Wcale! - oczywiście skłamała. (Levy, nieładnie kłamać tak przed ludźmi, oj nieładnie)
- No dobrze no. - powiedział. - Możemy iść.
Levy przełknęła głośno ślinę i ruszyła przed siebie. Rozglądała się na boki po szerokim korytarzu, który powoli zwężał się i powracał do swoich rozmiarów. Nagle usłyszała głośny huk, przez co przeraźliwie krzyknęła i upuściła lampę na ziemię, a światło oświetlające drogę zniknęło. Nogi trzęsły jej się, jakby były z galarety, a ręce chciały odmawiać posłuszeństwa ze względu na przerażającą ciemność. Jedyne co udało jej się ujrzeć przed utratą widoczności to Gajeel z pięścią na ścianie.
- To ty zrobiłeś ten huk?! - wrzasnęła wkurwiona maksymalnie.
- Czyli jednak się boisz. Gehee!
- No dobrze boję się, zadowolony?!
W końcu stanął jak wryty, bo nie oczekiwał, że tak po prostu mu to powie i ich zabawa potrwa dłużej. Otrząsnął się i wrócił do swojego stanu normalności, czyli miny lekkiej złości.
- Powinniśmy wracać i tak nic nie zobaczymy w tej ciemności. - powiedział z chęcią zawracania, mimo że jego wzrok był dość dobry i widział na odległość dziesięciu metrów przed nim.
- Nie, chodźmy do przodu. Może tam coś będzie. - powiedziała zdecydowana i ruszyła przed siebie. Czy to ta sama Levy, która jeszcze przed chwilą bała się tej ciemności?Tym bardziej był zdezorientowany . Co miał robić? Ratować ją przed jej lękiem, czy iść za nią. W końcu westchnął i dołączył kroku dziewczynie. Ona nic nie widziała, ręką opierała się o ścianę i zanim postawiła krok badała teren nogą. Wkurzało go to niemiłosiernie, więc kiedy stali dłużej mówił jej, że wszystko jest w porządku, bo w ciemności widzi kilka metrów przed siebie nawet dobrze.
- Spójrz, światło! - powiedziała zauważając cieniutki pasek światła słonecznego. - Tam musi być wyjście.
Pobiegła w tamtą stronę. Mimo strużki światła w okół było ciemno. Poczuł mocny zapach metalu. po czym skierował się do jednej ściany.
- Tu jest drabinka! - wskazała na przedmiot przygwożdżony do ściany. Gajeel podszedł do niej i poczuł zapach metalu. Czyli to ta drabinka pachniała w tym pomieszczeniu tak mocno? Kiwnął głową i wszedł po drabince, otwierając klapę u góry. Wyszedł na zewnątrz, po czym pomógł wyjść swojej partnerce.
- Jesteśmy w ogrodzie? - rozejrzał się po chwili, a ona otrzepywała kurz z sukienki roboczej. - Czyli w naszym pokoju było tajemne przejście.
- Czyli ktoś włamał się przez to przejście? - powiedziała zdziwiona.
- Hej wy! Co wy tu robicie?!
__________________________________
Przepraszam, że część była dodawana od czwartku. Nie chodziłam do szkoły, nie zbierałam materiałów i nie miałam czasu tego pisać, gomennasai. ;_;
Hughes : Przyznaj się, że po prostu ci się nie chciało.
Miałam swoje powody, Hughes. ;-;
Hughes : Ta, kupiła sobie mangi i myślała, że jej ujdzie na sucho brak rozdziału.
Uważaj na słowa bo cię znowu zabiją. ;-;
Hughes : Why did you do this to me? ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz