wtorek, 11 marca 2014

8. Napad

 Rozdział w sadze : VIII
Rozdział ogółem : VIII
Ilość słów : 1316
Adnotacje : Brak.
- Co wy tutaj robicie? - spytał zadziwiony Hughes, kiedy ujrzał dwójkę nowych w ogrodzie.
- My rozglądaliśmy się po ogrodzie, słyszałeś co zrobili w naszym pokoju? - oderwała go od tematu Levy.
- Tak, słyszałem, tylko ciekawi mnie jak ktoś to mógł zrobić.
- Sami nie wiemy, a to trochę dziwne, że nic nam nie ukradli.
- Naprawdę nic a nic nie ukradli? To jeszcze dziwniejsze. - powiedział ogrodnik, drapiąc się po głowie. - Kiedyś pracowałem w policji jako detektyw, mogę wam pomóc jeśli chcecie.
- Ona też ma dosyć dobry mózg. - powiedział wkurzony Gajeel prychając na całą sytuację. - Ale jeśli ona się zgodzi, ja nie mam nic przeciwko, w końcu w dwójkę czy trójkę się szybciej myśli.
- Też tak uważam. - zaśmiała się Levy. - Więc kiedy tylko skończysz pracę, przyjdź do naszej ruiny, bo nie można już tego nazwać pokojem i spróbujemy znaleźć sprawcę całego zamieszania.
- Wybaczcie, ale muszę wracać do pracy, jak zauważą, że się obijam, wywalą mnie na zbity pysk. Wam tez bym radził wracać. - Hughes ukłonił się lekko przed Levy i odszedł od nich machając im ręką na pożegnanie.
Levy rozejrzała się po ogrodzie. Znajdowali się w centralnej części różanego labiryntu, nieopodal fontanny, z której można rzec Hughes słynął. Nie był tylko zwyczajnym ogrodnikiem. Całą swoją kreatywność, przelewał w ten ogród całym sercem. Po chwili szybkim krokiem ruszyła w stronę domu, próbując być jak najmniej zauważoną. Gajeel ruszył tuż za nią, ponieważ nie czuł się za dobrze. W tej chwili chciał leżeć na resztkach swojego tymczasowego łóżka i wypocząć po dniu w swojej nowej robocie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Teli, dzisiaj potowarzyszysz mi. - zaśmiał się stojący przed nim Tatori. - Potrzebuję dzisiaj pomocy od silnego mężczyzny. Zapraszam do powozu.
Szlag by to, nie był na to przygotowany i nie wziął tych proszków od Levy, psia kość. Chwiejnym krokiem ruszył do drzwi powozu ustępując miejsca panu Tatori, po czym powóz ruszył z tą dwójką w środku. Na nieszczęście olbrzyma, podłoże było dość wyboiste. Od razu poczuł, że jego żołądek nie wytrzymuje, a jego twarz masakrycznie zbladła.
- Masz chorobę lokomocyjną? - spytał Marco, kiedy oderwał twarz od okna, przez dźwięki wydawane przez chłopaka. Położył dłoń na jego spoconym czole, a spod jego dłoni rozległo się błękitne światło. Z chwili na chwilę Redfox czuł się coraz lepiej.
- Jesteś magiem? - spytał lekko nie dowierzając.
- Tak, posiadam magię Niebiańskiego Zabójcy Bogów. - uśmiechnął się lekko. - Jest strasznie mało ludzi, którzy wykorzystuje tą magię i dlatego wysłałem do waszej gildii tą misję. Waszą misją jest tak na prawdę sprawdzenie kilku dziwnych zjawisk na mojej posesji. Szczerze mówiąc w ciągu ostatnich kilku tygodni ginęło wiele rzeczy, nie wiem czemu. Od tamtych dni nie ufam nikomu, kto pracuje w moim domu. Nie czuję się bezpieczny o własne życie.
- To dlaczegoś sobie nie zatrudnił ochroniarza na stałe?
- Nie chciałem, aby ktokolwiek dowiedział się, że im nie ufam. W końcu jak znajdziecie sprawdzę kradzieży, to pozostali pracownicy zostaną przy pracy. Nie chciałbym wtedy buntów na stanowiskach. Rozumiesz?
- Nie do końca Marco. Jeśli mogę tak do ciebie mówić.
- Oczywiście, nie krępuj się. Nie zmienia to faktu, że ty też możesz czyhać na moje życie.
- Co? - wcisnął się zdziwiony w oparcie. - O co ci chodzi człowieku?
- Wiem, że należałeś do Mrocznej Gildii Phantom Lord, wraz z Juvią Lockser. Zniszczyłeś gildię do której obecnie należysz. Na pewno nie działasz gdzieś pod przykrywką?
- Sam osobiście nie chciałem w niej być, uwierz mi. Na początku bycie wróżką było dla mnie hańbą.
- Więc czemu dołączyłeś do Fairy Tail.. Gajeel?
- Makarov, mistrz gildii mnie do tego namówił. Nie chciał, żebym pogrążył się w ciemności osamotnienia. Bycie wróżką na początku mnie rozpraszało, nie umiałem nic normalnie zrobić, wszystko mnie wkurzało. Ale kiedy zobaczyłem, że ta gildia to nie tylko praca, ale także rodzina jakoś się przełamałem. Byli czymś czego nigdy nie miałem.
- Zwłaszcza ta mała?
- Że Levy? - odwrócił się w jego stronę zszokowany. - Nic mi nie mów! To ją jako pierwszą zaatakowałem z całego Fairy Tail, bała się mnie najbardziej, ale muszę jej się za to jakoś odpłacić. Pomagam jej w czym tylko mogę.
- Ahh, to dziwne. - zaśmiał się Tatori. - Wyglądasz bardziej jakbyś się w niej zakochał.
- To nie tak! - wrzasnął mocno wkurzony. - Szczerze to ona nie jest dla mnie nawet przyjaciółką, ona mnie nie lubi. Co ja pieprzę, nienawidzi mnie za to co jej robiłem ciągle. Najpierw atak na nią i na gildię, potem kłopoty na wyspie Tenrou. Na dodatek ten cholerny urok.
- Urok? - spytał zaciekawiony.
- Na mojej ostatniej misji ktoś rzucił na mnie urok i ciągle mam wrażenie o jakichś innych uczuciach co do niej. Normalnie nie była dla mnie nawet przyjaciółką, ale teraz się czuję całkowicie inaczej wobec niej.
- Rzeczywiście czuć od ciebie jakąś moc. - zaśmiał się Marco. - Mógłbym go z ciebie zdjąć, jeśli dobrze wykonacie misję.
Gajeel zaśmiał się swoim charakterystycznym śmiechem, spoglądając na Marco. Zaczynał lubić tego typa, mimo jego bufoniastości. Ale trochę nie rozumiał go. Poznał tych ludzi przy śniadaniu i wydawało mu się to dziwne, że im nie ufa. Sam mógłby powiedzieć, że Emmie zaufanie widać już wypisane na twarzy. To samo Hughes. Wyznał mu na śniadaniu po cichu, że pracował jako detektyw, póki nie stracił żony przez jedną sprawę. Ta dwójka miała zaufanie wypisane wielkimi literami na czole. Znał się na ludziach, odkąd był w nowej gildii. Chociaż co do Marco lekko się mylił, wydawał mu się bardziej normalny niż w myślach. Nagle powóz się zatrzymał.
- Hans, co się tutaj dzie.. - przerwał, kiedy poczuł zimną stal na swojej szyi.
Z powozu szybko wyszedł Gajeel i był szczęśliwy obrotem sytuacji. W końcu komuś będzie mógł obić zadek.
- Kto wy? -warknął na trójkę osób w kapturach stojącą przy radnym Oshibany.
- Nazywam się Kirishka. - powiedział jeden z oprawców Tatoriego, zdejmując kaptur. - Zadzierasz z gangiem Mune Kinzoku? Najsilniejszym kobiecym gangiem w okolicy?
- A ty chcesz zadzierać z kimś, kto walczył z Salamandrem z Fairy Tail?
*****
- Apsik! - kichnął, aż odskoczył.
- Natsu, wszystko w porządku? - spytała blondynka idąca za nim.
- Tak, ktoś najwyżej mnie obgaduje. - powiedział różowowłosy pocierając swój nos.
******
- Ty niby walczyłeś z Salamandrem? Hah! Śmiać mi się chce! Kim ty niby jesteś?
- Jestem Gajeel Redfox, Żelazny Smoczy Zabójca! - zaśmiał się charakterystycznie, po czym przystąpił do ataku, zamieniając swoją rękę w żelazną buławę. Uderzył nią jedną z kobiet , która trzymała radnego i jednocześnie jego pracodawcę.  Kobiety nie chciały go atakować, szybko zostawiły swoją zdobycz i uciekły.
- Cholera, kiedy w końcu miałem skopać komuś tyłek, argh! - wrzeszczał tupiąc mocno nogami w podłoże pod nim. - Kurde no! A miało być tak fajnie.
Tatori wstał i podszedł do swojego szofera sprawdzając jego stan. Z nim wszystko w porządku, te kobiety go tylko wystraszyły.
- Po co one w ogóle na nas napadły, skoro niczego nie zabrały? - spytał się zdziwiony kierowca powozu.
- Szlag by to! - wrzasnął rozwścieczony Tatori. - Ukradły moje dokumenty do rady!
- Nie doceniałeś nas, Redfox. - usłyszał ponowny głos kobiety.
- Kirishka! - wrzasnął, odwracając się w stronę kobiety stojącej na powozie.
Nagle poczuł w plecach dziwne ukłucie. Odwrócił wzrok za siebie. Stała za nim kobieta w kapturze ze sztyletem w jego plecach.
- Nic mi to nie zrobi, przecież jestem z metalu, gehee!
- Mylisz się, smoku. To jest Sztylet Iluzji. Wykonany jest czystej trucizny i uformowany dzięki szybkości Bulaire. Wbiła ci go prostu w kręgosłup, przez twój rdzeń kręgowy przedostaje się trucizna, która cię w końcu zabije. Spokojnie, umrzesz szybko, jeśli będziesz się poruszał. A te papierki zabrałyśmy dla waszej nieuwagi, tylko ten olbrzym był naszym celem. - po tych słowach, zniknęły.
- Gajeel, musimy szybko wracać! - wrzasnął Tatori. - Hans, zawracamy! Musimy go jak najszybciej zawieść i go wyleczyć.
Gajeelowi zrobiło się słabo. Ziemia się trzęsła, a jego dłonie wydawały mu się bledsze niż podczas ataku choroby lokomocyjnej. Czuł każdą kroplę potu na swoim czole. Mimo zniknięcia Ostrza Iluzji, czuł ciągle jakby coś wbijało mu się w plecy. Po chwili jego oczy zmyły się mgłą, a jego ciało osunęło się na ziemię.
________________________
Gomenne za taką krótką część. Postaram się pisać częściej i krócej te części, żeby było fajniej, hue. XD
Hughes : Po prostu jak będzie miała za mało to i tak doda. Phi!
Zamknij się Hughes, nikt cię nie pytał.
Hughes : Ciekawostka! Nazwa gangu, która pojawiła się w dzisiejszej części po japońsku oznacza Metal z budynku w ułożeniu Kinzoku mune. W ułożeniu Mune Kinzoku oznacza to Metalowe Piersi. 
A więc do następnej części, bye bye!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz