Rozdział w sadze : IX
Rozdział ogółem : IX
Ilość słów : 1586
Adnotacje : Brak.
W końcu znaleźli się w swoim pokoju. Było koło 17, kiedy uwinęli się z tym całym bałaganem. Levy siedziała w pokoju, czekając na powrót Gajeela z Hughesem, lecz ten najpierw poszedł do Marco, porozmawiać o wydarzeniach z południa.
- Jak się czujesz Gajeel? - spytał, kiedy ten wszedł do jego gabinetu domowego.
- Niezbyt dobrze, czuję się jakby robiły mi się rany same z siebie.
- Na tym ma polegać trucizna. Usiądź, spróbuję cię wyleczyć.
Gajeel niechętnie usiadł na krześle zdejmując koszulę, po czym Tatori podszedł do niego i przyłożył dłonie do jego pleców wzdłuż kręgosłupa.
- Posłuchaj mnie Gajeel. Spróbuję spowolnić działanie trucizny jak najbardziej mogę, ale nie możesz tego po sobie pokazywać. Boję się, że w służbie jest szpieg z Mune Kinzoku.
- Czemu tak sądzisz?
- Kiedyś w tym domu pracowała kobieta z imieniem Kirishka, kiedy byłem mały. Powinna być o wiele starsza, ale głos był straszliwie podobny do tego, który pamiętam z dzieciństwa. Mogła się zemścić za to, że moi rodzice wyrzucili ją z tej pracy ze względu że kradła.
- No to chyba normalne, że ją wyrzucili, prawda?
- Nie do końca. Moi rodzice byli straszliwie surowi, przy czym dali jej rodzinie zakaz wstępu do Oshibany oraz pozbawili całego majątku i co do ostatniego dachu nad głową. Wiem, że przesadzili, ale co w tamtym czasie mógł im powiedzieć ośmiolatek?
Rzeczywiście, Marco miał rację. W domu mógłby ukrywać się szpieg. Tylko kto to mógł być? To mógł być każdy! Jak on miał kogoś złapać? W tej chwili cieszył się że jest tutaj z Levy i że ona mu pomoże, ale z drugiej strony również była zagrożona.
- Na jakiś czas skończyłem. Lepiej? - powiedział podając siedzącemu chłopakowi koszulę.
- Tak, rzeczywiście ten ból jest mniejszy. Dzięki.
- Nie ma za co. Poproszę kogoś żeby przyniósł ci dzisiaj obiad do pokoju, musisz udawać cierpienia.
- Rozumiem, mimo że udawanie to nie moja najlepsza strona.
- A i jeszcze jedno. - powiedział, zatrzymując go przed drzwiami. - Co powiedziałeś pannie McGarden?
- Levy? - westchnął cicho. - Że zaatakowali mnie w mieście, to wszystko.
- To dobrze, nie waż jej się mówić o truciźnie.
Tatori spojrzał na niego groźnym wzrokiem. Potrafił być poważny, niczym bułka z majonezem, bo zaraz wybuchł śmiechem i poklepał chłopaka w ramię. Redfox wyszedł lekko zdziwiony, po czym ruszył do swojego pokoju.
- To ty? Gdzie Hughes? - spytała, usłyszawszy dźwięk otwieranych drzwi.
- A tutaj! - odezwał się wesoło trzymając w dłoniach tacę z podwieczorkiem. - Emma prosiła mnie, żebym ci to przyniósł. Będziesz zwolniony z pracy na 2 dni, fajnie ci!
Ogrodnik wszedł dziarsko do pokoju, po czym odłożył tacę na mały stolik ze świecami. Zasunął kotary w pokoju i siadł na krześle, opierając ręce na oparciu krzesła.
- Więc opowiedzcie mi o wszystkim proszę. - powiedział już bardziej poważnie.
- Kiedy wróciliśmy po południu do pokoju był cały rozwalony, a nic nam nie ukradli. - zaczęła Levy. - Co prawda usłyszałam z Emmą i Mary Jane jakiś trzask, ale to był pojedynczy rozgłos trzaskanej porcelany lub coś w tym rodzaju. A tu było o wiele więcej rzeczy rozwalonych. Kiedy sprzątałam zauważyłam że z książkami jest coś nie tak i podeszłam do nich, a wtedy Teli poczuł zapach metalu i...
- Jak to zapach metalu? - spytał zdziwiony Hughes. - Umiesz tak?
- Można powiedzieć, że mam mocne zmysły węchu. - parsknął chłopak, próbując nie wyjawiać swojej reputacji.
- Kontynuując, podeszłam do książek i pociągnęłam je, po czym uwolnił się jakiś mechanizm i wpadłam do jakiegoś pomieszczenia. Potem Teli się tam do mnie dostał tym samym sposobem i szliśmy przed siebie, a potem wyszliśmy przy fontannie w Różanym Labiryncie. I wtedy spotkaliśmy ciebie.
- Pójdziemy tam zaraz, ale najpierw Daidre. - powiedział, poprawiając okulary na nosie. - Mogłabyś powtórzyć jak masz na nazwisko?
- J-ja? - zakłopotała się lekko. - Mavno, coś się stało?
- Heh, nic. - zaśmiał się ponownie poprawiając okulary. - Ale z tego co mi wiadomo Daidre Mavno miałaby w tej chwili około 40 lat, a ty ledwo na 18 wyglądasz, a co dopiero
- C-co? - wstała zakłopotana z łóżka. - Może to jakaś pomyłka!
- Zaraz.. - wtrącił się Gajeel. - Daidre... Czy ty przypadkiem nie nadałaś sobie imienia tej babki z biblioteki?!
- Zamknij się idioto! - powiedziała, lecz po chwili zakryła usta dłonią. Szlag. Ich tajemnica się wydała. Nie dostaną ani grosza za to. Spojrzała na Hughesa, który miał lekko zdziwioną minę, lecz po chwili wybuchł wielkim śmiechem.
- Czyli jednak masz kontakt z Daidre? - zaśmiał się, ocierając łzy śmiechu. - Mogłabyś ją pozdrowić ode mnie? Nie miałem z nią kontaktu od dawien dawna.
- Znasz właścicielkę mojego mieszkania? - spytała kompletnie zaskoczona.
- Co? Tak, znam. Jakbym własnej siostry mógł nie znać własnej siostry? - spytał zdziwiony.
- Jesteś bratem tej babki z biblioteki? - spytał zaciekawiony.
- Tak. Dlaczego się ukrywaliście? - spytał już z bardziej poważną miną.
- To raczej nasza sprawa. - warknął niezadowolony Redfox.
- Spokojnie, nie wydam was. Nie jestem taki, mimo że pracowałem jako detektyw, potrafię dotrzymać tajemnicy. A więc panienko, wyjawisz mi swój sekret?
Siedziała cicho, a po jej czole spływała pojedyncza kropla potu. Bała mu się powiedzieć prawdę i nie miała też pewności czy on naprawdę był bratem Daidre.
- A czy ja mogę mieć pewność, że jesteś bratem Daidre?
- Stu procentową.
- Więc którego się urodziła?
- 15 maja.
- Jej ulubiony kwiat?
- Lilia wodna.
- Ulubiona rzecz?
- Książki.
- Czy Daidre założyła kiedyś własną rodzinę?
- Oczywiście, że tak.
- Więc nie jesteś jej bratem.
- Co? - warknął zdziwiony. - Czemu tak uważasz?
- Daidre nigdy nie miała rodziny. Nie nosi też obrączki co świadczy o tym, że nie wyszła za mąż.
- Wiesz, dawno nie byłem u mojej siostry, nie wiem czy miała. Zdawało mi się, że tak.
- Dobrze dobrze kurduplu, możemy mu zaufać, spokojnie. - powiedział Gajeel, kiedy ujrzał na jej czole maleńką pulsującą żyłkę. - Możesz mu powiedzieć prawdę, ja nic nie mam przeciwko.
Po chwili Gajeel podwinął lewy rękaw koszuli odkrywając znak gildii i rozpuścił włosy. Hughes był przestraszony w pewnej chwili, przez co spadł z krzesła i tyłem doczołgał się do ściany.
- K-kurogane.. w Fairy Tail?!
- Czyli jednak mnie znasz. Gehee! Tamta dziewczyna to Levy McGarden. Także z Fairy Tail. Piśniesz parę z ust, a pożałujesz tego.
- Gajeel, przestań! - krzyknęła na niego z ciągle skupioną miną. - Pomożesz nam rozwiązać tą zagadkę.
- Zaraz, ty nazywasz się McGarden? - spytał wstając z podłogi.
- Tak, a co w tym dziwnego?
- Nic, kompletnie, po prostu nie dosłyszałem. Tak pomogę wam.
Gajeel opuścił rękaw koszuli i z powrotem związał włosy przepaską od Levy. Hughes złapał za jedną świecę, która paliła się na stoliku i podszedł do regału z książkami.
- Więc która to książka? - spytał obracając się w stronę Gajeela. ten natomiast wskazał palcem na książkę wgiętą pod wpływem zderzeń. Ten pociągnął za nią i wszedł do środka, a za nim Levy i Gajeel. Po chwili drzwi za nimi zamknęły się, a pokój oświetlała tylko świeca. Hughes podszedł do jednej ze ścian i zauważył nitkę, za którą pociągnął. Gajeel próbował go zatrzymać krzycząc na niego, że to może być pułapka, ale ten i tak już pociągnął. Nagle pokój rozświetliło mocne światło jakby dzienne. Teraz dokładniej można było zobaczyć zielone ozdobne krzesła z ciemnego drewna, stolik oraz metalowe ściany obklejone tapetą podobną jak w ich pokoju. Tylko jedna ściana nie była pokryta tapetą i widać było na niej otarcie, najprawdopodobniej po próbie wytworzenia iskier do lampy naftowej. Wszystko było lekko zakurzone i pokryte pajęczynami.
- Zaraz! - wrzasnął zdziwiony Hughes. - Przecież to niby zginęło kilkanaście lat temu!
- Mówisz o tym jak pracowała tu Kirishka? - spytał Gajeel podchodząc do niego.
- Tak, moja rodzina kiedyś też była bogata, jak byłem mały bawiłem się razem z Marco. Po śmierci mojej żony straciliśmy wszystko, a ja zacząłem pracować tutaj. Długa historia, zbyt długa dla was.
Ruszył przed siebie, odkładając świecę na stoliku. Levy i Gajeel poszli przed siebie. Korytarz którym szli wcześniej, był teraz oświecony jak w samo południe. Metal powoli znikał ze ścian korytarza, a na jego miejscu pojawiała się ziemia. Korytarz ciągnął się o wiele dłużej niż się wydawało im wcześniej. W ciszy szli przez kilkanaście minut, póki Gajeel nie poczuł tego zapachu, który czuł wcześniej. Levy podbiegła do drabinki i oznajmiła, że to tak właśnie znaleźli się przy fontannie. Pomieszczenie to było o wiele większe i szersze niż korytarz. Aż dziwne było, że stało puste. I po co ktoś je takie wielkie zrobił, jeśli to miał być tylko korytarz?
- Znowu czuję metal i to mocno. - mówił ciągle niuchając otoczenie.
- Zaraz, ta drabina jest zrobiona z aluminium. Teraz to dopiero zauważyłam! - wrzasnęła Levy łapiąc dłonią za drabinkę.
- A co to ma niby oznaczać? Z tego co wiem aluminium to też metal. - parsknął Gajeel.
- Myślę to samo co powiedział ten duży. - powiedział Hughes wskazując kciukiem na stojącego za nim chłopaka.
- A w papę to ty nie chcesz?!
- Cicho siedź Gajeel! Aluminium jest metalem bezwonnym, co oznacza, że nawet zmysły Gajeela nie złapały by jej zapachu.
- Ale przecież ona pachnie, bije od niej na kilometr przecież metalem. - prychnął Hughes.
- Nie metalem, rdzą! A to oznacza, że musi być tutaj coś innego wykonanego z metalu niż ta drabina!
- Może pod nami jest jakaś ruda żelaza czy coś? Nie wiem, przecież tutaj nic nie ma.
- To na pewno nie tylko żelazo. - powiedział Redfox rozglądając się po pomieszczeniu. - To jest jakby mieszanka metali. Coś jakby zapach tych metalowych ścian i coś innego, jakieś pomieszanie. Musieliśmy coś minąć.
- Dobrze, więc ja pójdę sprawdzić czy czegoś nie minęliśmy, a wy dwaj poszukajcie tutaj i na zewnątrz. - powiedziała Levy idąc w korytarz.
- Pójść z tobą? - spytał Hughes, poprawiając okulary.
- Poradzę sobie sama, jeśli tutaj nie jest ciemno, to sobie poradzę. Szukajmy!
_____________________________
Ahh, jutro do szkoły, to takie smutne. ;n; Miałam teraz rekolekcje, co prawda był czas na pisanie ale nie było czasu na wymyślanie, co za pech. Tak, Gajeel był nazywany Kurogane co oznacza Czarna stal, tak tak. I zmieniłam trochę historię Hughesa, on tylko wygląda jak Hughes z FMA, plz don't kill me. ;_;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz