sobota, 10 maja 2014

22. W pamięci tych co odeszli

Drzwi od pokoju otworzyły się z hukiem. W nich stała Levy. Ta z Edolas. W garści trzymała pogniecione papiery, oparte o biodro.
- Puk puk. - zaśmiała się szyderczo. - Mam papiery z tymi, co nas opuścili.
- Maniery to masz ładne, nie powiem. - burknęła McGarden podnosząc się z łóżka. - Pokaż je.
Levy weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi z głośnym hukiem. Potem podeszła do łóżka i wcisnęła w dłoń swojej odpowiedniczce papiery z nazwiskami.
- Zapisywałam na skrawkach razem z datami. - burknęła siadając obok Wendy i exceedów.
- Popatrzmy... 5 osób. - twarz McGarden zbladła. Po chwili zaczęła czytać na głos.
Ludzie odchodzący z organizacji królewskiej Fairy Tail w miesiącu sierpień : 
1. Loke Regulus - 2 sierpnia, powody prywatne
2. Macao Verlight - 5 sierpnia, śmierć z ręki cywila
3. Romeo Verlight - 10 sierpnia, chęć pomszczenia śmierci, podróż
4. Jet - 25 sierpnia, powody nieznane
5. Droy - 25 sierpnia, powody nieznane
- Macao nie żyje? - Wendy wzdrygnęła się po tym jak Levy oderwała wzrok od kartki. - Na dodatek Jet i Droy odeszli, co oznacza..
- że Shadow Gear z Edolas zostało rozwiązane. - Levy spuściła głowę i zacisnęła w dłoniach kartkę.
- Tak. - EdoLevy prychnęła. - Po tym całym małżeństwie wzięli i się na mnie wypięli, po czym przestaliśmy chodzić na misje. Potem powiedzieli, że odchodzą. Tyle.
- Dlaczego nie chodziliście na misje?
- Nie ważne czemu, po prostu nie chodziliśmy na te pieprzone misje! Obrazili się na mnie jak jakieś dwie pieprzone i rozwydrzone dziewuchy z podstawówki!
- Spokojnie, Levy. - ziemski odpowiednik uspokajała samą siebie. - Masz gdzieś zapisane ich adresy, prawda?
- Z tego wszystkiego mogę wam dać tylko adres Loke'a. Tylko on ma stałe zamieszkanie. Wiem, że ostatnio Jet i Droy przenieśli się do Królewskiego Miasta, a tam zostali za coś zatrzymani przez samego króla. 
- To straszne. - Wendy zakryła usta dłonią.
- Tak tak, bardzo. - machnęła na nią ręką. - Poza tymi ludźmi nikt ostatnimi czasy nie odchodził. Nie miał kto, siedem lat temu straciliśmy ponad połowę gildii. Przyłączyło się kilku ludzi, ale nie na tyle, żeby odnowić rezerwy. 
- Czyli musimy odnaleźć Loke'a i dowiedzieć się co i jak.
- Na to wychodzi. Podwieźć was tam?
- Że samochodem? - Levy zamrugała kilka razy. - Jakoś nie jestem zdatna żeby powierzyć maszynie moje życie.
- Oj tam, zaraz życie! Najwyżej zdrowie psychiczne i fizyczne! Nauczę cię, jeśli opowiesz mi coś o tobie. że o mnie z Ziemi.
Levy i Wendy były przerażone jak EdoLevy była dla nich miła, a dla Gajeela.. wredna i oschła. Może tutaj ich stosunki były na odwrót, pomimo małżeństwa? Wstały powoli z łóżek i poszły za Levy, która sprawnie szła w stronę swojego warsztatu. Po drodze otworzyła drzwi od swojego pokoju i powiedziała ze stoickim spokojem "Gajeel, wychodzę. Jeśli przyprowadzisz tutaj jakąś kobietę, wyrwę ci głowę z kręgosłupem. Papa!". Potem pokazała dziewczynom samochód, który niedawno naprawiała. Na zewnątrz był pokryty zgniłozieloną blachą i nie wyglądał aż tak źle.
- Jedno z najnowszych cudeńków na rynku. - mruknęła głaszcząc samochód po masce. - Musimy wam gdzieś jeszcze załatwić normalne ubrania, więc u Loke'a będzie idealnie. Wsiadajcie!
Obie przerażone wsiadły do samochodu, Levy z przodu na miejscu pasażera, a Wendy z tyłu, wraz z exceedami. EdoLevy pokazała wszystkim pasy bezpieczeństwa oraz jak je się zapina. Sama po chwili wsiadła za kierownicą, rozpoczynając procedurę startową, tłumacząc jednocześnie wszystko swojemu sobowtórowi. Potem założyła swoje bordowe, już czyste rękawiczki i złapała za kierownicę, odpalonego już auta. Wcisnęła gaz i wyjechała na powierzchnię, trafiając na zatłoczoną ulicę.
- Kurwa, korek! - wrzasnęła zrezygnowana. - To nam daje czas do opowiadania. Gadaj, co ja robię na ziemi.
- A co dokładniej chcesz wiedzieć? - spytała niepewnie obracając głowę w jej stronę patrząc kątem oka na Wendy, siedzącą za nią.
- Wszystko. O tej waszej magii, co ja takiego robię, jaka jestem.
- No to używasz magii Solidnego Rękopisu, magii która tworzy przedmioty i stany, za pomocą słów. Natomiast wraz z Shadow Gear rozwiązujesz misje, lecz ty robisz większość roboty. Mimo to, Shadow Gear jest uważany za jedną z najsłabszych drużyn w gildii.
- Na serio najsłabszych? Nie no, to ładnie się zapuściliście. - parsknęła, nie odrywając wzroku od drogi, która powoli się ruszała. - Co jeszcze?
- Znasz kilkanaście starożytnych języków i masz dobrą pamięć.
- O, ciekawe. Dalej.
- Kiedy Laxus rozpoczął wojnę pomiędzy członkami gildii rozszyfrowałaś runy, które pozwoliły Natsu i Gajeelowi wyjść z gildii i pokonać Laxusa.
- Kogo? - tym razem spojrzała na nią kątem oka.
- Laxusa, syna mistrza Makarova.
- Ahh, tego gnoja. - warknęła. - Nigdy nie dołączył do gildii, odszedł razem ze swoim ojcem, skurwiel. Potem gdy Knightwalker prowadziła na nas polowania, a on odwiedzał Makarova, wziął i własnoręcznie pomógł jej go zabić.
- Niemożliwe. - Wendy zakryła usta dłonią nie wierząc, że Laxus mógłby zrobić coś takiego.
- Wendy, Laxus u nas też kiedyś taki był. Cieszył się z tego, że mistrz jest umierający, zanim dołączyłaś do gildii.
- Poza tym. - Levy ponownie kątem oka spojrzała na ziemską siebie i zaśmiała się. - Jak układa się mnei i mojemu mężowi?
Levy za kierownicą parsknęła śmiechem, ziemska Levy natomiast przybrała kolor purpury na twarzy, a Lily spojrzał na nie, pragnąc dowiedzieć się czegoś, czego Gajeel na pewno mu nie powiedział.
- Cóz.. - wbiła spojrzenie w splecione na kolanach dłonie. - Nie ma pomiędzy nami takiego kontaktu jak pomiędzy tobą a tutejszym Gajeelem. Natomiast siedem lat temu kiedy był jeszcze w innej gildii próbował mnie zabić.
- Ty, serio? - spojrzała na nią już całą twarzą, lecz została zbesztana, za odwrócenie uwagi od drogi przez Charlę. - No patrz nie spodziewałam się.
- Nikt się nie spodziewał. - patrzała ciągle na splecione dłonie. - Ale byłam chyba pierwszą osobą, która zaakceptowała jego obecność w gildii.
- U nas było na odwrót. Kiedy Lucy zaprosiła Gajeela, swojego informatora do gildii ja nie chciałam mieć z nim kontaktu do czasu, póki sama nie potrzebowałam informacji. Wtedy zaczął nam pomagać, ukrywać nas, założył nawet to całe wydawnictwo i porzucił rolę samotnego i znienawidzonego przez ludzkość pisarza, tylko po to, żeby chronić dupska ludziom na którym mu zależało. - uśmiechnęła się szyderczo, lecz ciepło. - Poza tym Gajeel ma nieziemski głos, jak raz zaśpiewał, to prawie od razu się zakochałam.
- Huh. - Levy westchnęła i to dosyć głośno. - No to rzeczywiście całkiem inny człowiek niż Gajeel Redfox.
- A właśnie. Jesteście chociaż parą? - na te słowa McGarden prawie nie zachłysnęła się własną śliną.
- Po co ci to wiedzieć?! - warknęła na nią słysząc chichot osób z tyłu.
- Bo to po części ja!
- Ale nie twoje życie!
Nagle samochód ostro zahamował. Dziękowała, że zapięła się tym czymś. Stali naprzeciw jakiegoś dużego salonu. Levy zgasiła samochód i wyszła zza kierownicy, nakazując reszcie wyjść wzrokiem. Szybko i posłusznie opuścili pojazd i stanęli niczym w szeregu przed nim.
- Schowajcie te cholerne koty. - warknęła. - Nie chcecie chyba żeby was wytykali palcami. Magii nie ma na tym świecie.
Po tych słowach Lily i Charla ponownie weszli do torby Levy, a wszyscy skierowali się w stronę budynku naprzeciw nich. Na budynku widniał wielki szyld z napisem REGULUS. Powoli weszli rozglądając się po środku. Salon ubrań? O ja cię. Jakie jaja, Loke spełniający się jako sprzedawca? I to jeszcze w takim miejscu. Biedny Loke. EdoLevy podeszła do lady, przy której stała dziewczyna z długimi różowymi, falowanymi włosami. Uderzyła otwartą dłonią o blat i pochyliła się nad dziewczyną.
- Gadaj gdzie jest Loke. - warknęła do niej, lecz zaraz zza zasłoniętych materiałem drzwi wyłonił się elegancko ubrany Loke, który wyglądał jak Leo, jego forma Gwiezdnego Ducha. Szybko podszedł do różowowłosej i objął ją ramieniem, po czym delikatnie pogładził ją po włosach.
- Aries, mógłbym porozmawiać ze starą znajomą? - spytał się kobiety, ta natomiast kiwnęła i wyszła z pomieszczenia. - Co tu robisz?
- No cześć Loke. - parsknęła i machnęła na niego ręką.
- Mogłabyś zostawić moją żonę w spokoju? - warknął ponownie na nią. Żonę?
- Jest sprawa. Słyszałeś krążące plotki o Animie, prawda? - na te słowa Loke się wzdrygnął. - Czyli słyszałeś. To popatrz na tamte dwie. Wciągnęło je. Plotki stały się prawdą.
- Nie wciągaj mnie w to, odszedłem od was dla żony i zakładu. - czyli że ten sklep był jego?
- No dobrze. Po prostu chcieliśmy się dowiedzieć czy nie wiesz nic o tym. Pracowałeś długo z Gajeelem i odszedłeś tak nagle no.
- Żona. Te informacje za bardzo mnie przytłoczyły, musiałem.
- Jakie niby znowu informacje? - spytała McGarden podchodząc do chłopaka.
- Zaraz, czekaj. - zaśmiał się. - To jest twoja Ziemska ty?
- Chcesz czegoś od niej? To całkiem mądra i fajna babka, nie czepiaj się jej.
- Jest milsza od ciebie.
- Wiem. Gadaj, co za informacje.
- Dotyczyły Jeta i Droya, chcesz je słyszeć dalej?
- To jest ważne, nie mogę się ciągle nimi przejmować. Gadaj.
- Jest i Droy podobno porwali kogoś z królewskiej rodziny i zgubili gdzieś w zamku, kiedy uciekali. Potem okazało się, że ta osoba trafiła do pokoju aktywującego Animę, a gry ją odnaleźli, aktywowali ją, by ukryć tam ciało tej osoby.
- Zamordowali tego kogoś?
- Z zimną krwią. Od tamtej pory nawet sam król nie wychodzi z zamku, by nie rozgłaszać plotek na temat kto został zabity.
- O mój. - Wendy była cała zdruzgotana. - Musimy jechać do królewskiego miasta, żeby przejść przez Animę i wrócić na Ziemię.
- Wendy, musimy też pomóc tym tutaj zamknąć Animę! - zbeształa ją cicho Charla. - Musimy też sprawdzić czy nie dostał się tutaj ktoś jeszcze.
- Racja. Wielu ludzi mogło dostać się ponownie do Edolas z Ziemi.
- Miejmy nadzieję, że nie przemienią się w lakrymę. - warknęła EdoLevy opeirając ręce na biodrach. - Dobra, Loke. Dzięki za informacje, jakoś sobie z nią poradzimy. - machnęła do niego dłonią i ruszyła do wyjścia, dezorientując resztę w środku.
- Ej! - warknęła po chwili wracając. - Miałyśmy wziąć normalne ubrania dla was.
- Skleroza nie boli. - zadrwił z niej Loke.
- Dobra! Dawaj co tu masz na ich rozmiar. - po tych słowach Loke ruszył na zaplecze i przyniósł McGarden sukienkę na ramiączkach w odcieniu ciemnej zieleni nad kolano wzorowaną, a dla Wendy niebieską koszulę z falbanką i brązowe spodnie. Exceedom ofiarował po brązowym kaszkiecie dla zmylenia oraz nakazał im pochować ogony. Po chwili dziewczyny wybiegły z salonu i wsiadły razem do samochodu.
- Musimy się teraz dostać do Królewskiego Miasta, prawda? - spytała siedząca z tyłu Wendy.
- Na to wychodzi. - warknęła przez zęby kobieta za kierownicą patrząc na kolejny korek. - Tylko jeśli chcecie mojej pomocy, musicie zostać tutaj jeszcze z dwa dni.
- Aż dwa dni?! - Levy wykrzyknęła to zdanie w jej stronę tak głośno, że zdawało się ją uderzyć.
- Tak, dwa dni. Może troszkę krócej, jeśli szybciej się z czymś rozprawię.  Prywatne sprawy, uprzedzam.
- No dobrze, nie wtrącamy się. - Charla założyła ręce na piersi.
- W tym czasie możemy się rozejrzeć po tym mieście za ludźmi z Ziemi. - Lily spojrzał przez okno.
- Czarny futrzarz myśli dobrze. - EdoLevy wskazała na niego kciukiem, odrywając jedną rękę od kierownicy, lecz nie odrywając wzroku od ulicy. - Możecie się rozejrzeć, ale jeśli ktoś się do was zwróci po waszych imionach, lub po moim nazwisku, spławcie.
- W ogóle to jak ty masz na nazwisko?
- Tak jak mój mąż. - uśmiechnęła się szyderczo.
- Czyli?
- Blackwolf. - zaczęła skręcać w stronę garażu, po czym zjechała samochodem do jej warsztatu. - Wysiadka. Później do was przyjdę i zaplanujemy podróż do Królewskiego Miasta.
*********
- Łoah. - z ust blondynki wyrwał się dźwięk zachwytu wraz z wydychanym powietrzem. - Zmieniło się tutaj. - I to dużo. - różowowłosy klepnął przyjaciółkę w ramię o mało jej tym samym nie wywracając.
- Rzeczywiście, wiele się tutaj zmieniło. - burknęła pod nosem Erza, rozglądając się po przedmieściach stojącego przed nimi miasta. Użyła czaru przemiany, by zdjąć z siebie zbroję i ukazać swoje normalne ubrania. - Miejmy nadzieję, że są w tym mieście. Nie mamy czasu, by przeszukiwać cały świat.
- Lisanno. - Natsu obrócił się w stronę śnieżnowłosej, przyprawiając ją tym samym o dreszcze.
- Tak Natsu?
- Wiesz może coś, gdzie może być teraźniejsze Fairy Tail?
- Wiem, że chcieli przenieść się do królewskiego miasta, ale nie wiem czy to zrobili. Tam jest kawał drogi stąd.
- Dobra! - warknął Redfox idąc przed siebie, jednocześnie kierując się wgłąb miasta. - Najpierw rozejrzyjmy się tutaj.
- Dobrze, to ja pójdę z Lucy. - kiwnęła głową Lisanna. - Wy pójdźcie w drugą stronę i rozejrzyjmy się za Wendy i Levy. Były z nimi exceedy, więc może będzie łatwiej ich szukać.
- Też chcę pójść z wami! - mruknął mały niebieski exceed, który po chwili stał przygotowany przy nogach blondynki.
- Więc w drogę! - wrzasnęła ochoczo blondynka na chwilę zapominając, że jest to akcja ratunkowa i że ich poszukiwania mogą zakończyć się fiaskiem. Po chwili byli już rozdzieleni na dwie grupy : Natsu, Gajeela i Erzą oraz Lucy, Lisannę i Happiego. Lucy poprosiła Lisannę by wskazała jej ulicę, gdzie będzie jakaś biblioteka, bo tak mówiło jej serce o pobycie zaginionej przyjaciółki. Lisanna w końcu wskazała ulicę na której nawet Lucy byłą przed siedmioma latami oraz bibliotekę z księgarnią, w której kupiła książkę z historią kraju. Pospiesznie ruszyły w jej stronę jednak Lisanna przypadkiem wpadła na kogoś, przewracając i siebie, i osobę którą przewróciła. Szybko pozbierała się i pomogła dziewczynie (tak wywnioskowała po sukience i chuście na głowie) zebrać książki, które najprawdopodobniej kupiła. Ta natomiast szybko się zebrała i wyrwała białowłosej książki z rąk, po czym kiwając głową odwróciła się w stronę ucieczki. Wtem Lucy dostała dziwnego impulsu, by zatrzymać dziewczynę. Nie wiedziała skąd, jednak go posłuchała. Szybko złapała dziewczynę za ramię, przez co lekko jej chusta odsunęła się z głowy. Ta odwróciła twarz w stronę blondynki, jednocześnie spotykając się z jej wzrokiem, który z chwili na chwilę robił się bardziej zszokowany. 
~~~~~~~~~~
Mamy dzień parzysty, to dodaję. Muszę powiedzieć, że na jakiś czas robię przerwę ze względu na brak czasu na pisanie i udostępnianie. Potem jeszcze mam 27 maja zdawanie projektów, a na początku czerwca wyjeżdżam na tydzień, może uda mi się chociaż pomysłów nazbierać~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz