czwartek, 15 maja 2014

One shot - Nieznośny uczeń (Jellal x Erza)

 One shot bez zamówienia.
Tematyka : Jerza (Jellal x Erza)
Anime : Fairy Tail
Postacie należą do Hiro Mashimy, ja tylko operuję ich poczynaniami. 
Tytuł :Nieznośny uczeń.
Ilość słów : 1940
Adnotacje : Akcja dzieje się w Japonii, coś jak w drugim OVA. W Japonii rok szkolny ma 3 semestry. Po letnich wakacjach jest semestr 3 bodajże, nie pamiętam. 
~~~~~~~~~~~~~~
Siedział na oparciu ławki jak to zawsze robił po szkole. Oczekiwał na autobus do miasta, o najpóźniejszym czasie tej godziny, jak to zawsze robił po szkole. Potem powłóczy się po Galerii Crocus, jak to zawsze robił po szkole. Tylko dzisiaj krócej, ze względu na kolejną kozę w tym tygodniu. Musiał się wdać w cholerną bójkę, a to tylko przez to, że usłyszał coś głupiego o swojej starej znajomej. Dzisiaj niby nie była dla nim nikim innym niż tylko osobą, która ochrzaniała go za złe zachowywanie się i niewkładanie koszuli od mundurka w spodnie.  Jeszcze tylko rok tej cholernej szkoły i wyjedzie za granicę. Byle jak najdalej stąd. Życie w patologicznej rodzinie bez matki, z ojcem, faworyzującym wszystkich, z wyjątkiem ciebie. Nawet jego braci uważał za lepszych, mimo, że byli trojakami. To, że urodził się jako ostatni, dawało mu poczucie winy, że gdyby nie on, ona by żyła, a ich rodzina byłaby normalna. Całkowicie normalna. Więc jeśli zniknie on i otrzyma oczekiwaną i wymarzoną wolność wszystko będzie tak jak być powinno? Jesienny wiatr muskał jego niebieskie włosy, które mierzwiły go po jego czerwonym znamieniu na twarzy. Niestety, na wolność musiał czekać jeszcze jeden semestr. Wtedy się wyniesie. Nagle usłyszał stukot płaskiego obcasa od szkolnych pantofli dziewcząt, gdyż wydawał charakterystyczny dźwięk. Odwrócił lekko głowę i spojrzał na bok. Kątem oka dostrzegł ją. Długonogą, starą znajomą. Miała na sobie czerwoną marynarkę przewodniczących klas, okulary, resztę mundurka, a na szyi owiniętą chustę w kolorze maliny. Jej czerwone niczym szkarłat włosy tańczyły z jesiennym wiatrem. Spojrzała na niego swoimi brązowymi oczami spod okularów i poprawiła torbę na ramieniu.
- Myślałam, że miałeś siedzieć w kozie dzisiaj. - szepnęła poprawiając okulary na nosie.
- No i siedziałem, skończyła się długo temu.
- Więc czemu nie jesteś jeszcze w domu? - stanęła obok niego.
- Spóźniłem się na autobus do miasta.
- Autobusy do miasta jeżdżą co 10 minut jak nie częściej. - oparła dłoń na biodrze.
- No i co z tego? - w końcu zebrał się na spojrzenie na nią.
- Jezu. - złapała się za złączenie nosa. - Wiesz ile ja mam z tobą problemów? Siedziałam dzisiaj po spotkaniu rozmawiając z nauczycielami. Chcą cię wyrzucić ze szkoły.
- Niech mnie sobie wyrzucają.
- Twój ojciec nie byłby zadowolony.
- Niech tylko Siegrain i Mystogan skończą szkołę. Mnie ona nie obchodzi.
- Fernandes! - wrzasnęła na niego. - Szkoła powinna cię obchodzić bo z nią będziesz wiązał swoje przyszłe życie! Skoro planujesz być wolny, to planujesz swoją przyszłość, prawda?
- Wolny będę dopiero wtedy, kiedy zniknę albo umrę.
Wtedy a policzku poczuł nagłe ciepło, wywołane piekącym bólem. Scarlet stała przy nim z wrogą miną.
- Nie możesz myśleć o śmierci idioto! - wrzasnęła. - Wszystko co bym zrobiła w twojej sprawie by się zmarnowało.
- No właśnie. - wstał i podszedł do podjeżdżającego autobusu. - Wy myślicie tylko o sobie.
- A czy ty właśnie taki nie jesteś? - lecz udawał że tego nie słyszy, ze względu na zamykane drzwi od autobusu.
______
- Ej! Jellal-kun! - usłyszał, po czym poczuł jak jego twarz spotyka się z podłogą Galerii Handlowej Crocus.
- Uważaj, bo go zabijesz! - wrzasnęła na przytulającą Fernandesa dziewczyna. - Meredy-chan, wstawaj!
- Przepraszam, Jellal-kun. - różowowłosa wstała i kiwnęła smutno głową w stronę chłopaka. Akademia Sociere. Do niej chciał należeć, ale ojciec mu nie pozwolił. Siegrain wybrał Akademię Wróżek więc nawet Mystguna przeniósł do niej, a po jakimś czasie doszedł tam i Jellal. Różowowłosą Meredy i jej przyjaciółkę Ultear spotkał na dniach otwartych Akademii. Rodzice również chcieli wysłać je do Akademii Wróżek, ale nie wiedziały wtedy jeszcze, że Jellal tam będzie, dlatego zrezygnowały.
- Co tu robicie? - chrząknął dość nieprzyjemnie wstając z podłogi. - Przez was się na mnie ludzie patrzą. Jako jedyny mam torbę szkolną.
- Chciałyśmy po ciebie iść pod szkołę, ale Ul-chan uznała, że ciebie już tam dawno nie ma, więc przyszłyśmy tutaj na spotkanie ze starą znajomą. - Meredy uśmiechnęła się w jego stronę naprawdę ciepło.
- Właśnie, a co ty tutaj robisz tak późno? - spytała go Ultear, odsuwając trochę skoczną Meredy od chłopaka.
- Siedziałem w kozie.
- Znowu? - obie jakby wrzasnęły jednocześnie. - Za co?
- Za wdanie się w bójkę z Simonem. - burknął.
- Pobiłeś się znowu z bratem Kagury? - Meredy spojrzała na niego. - Ty go kiedyś zabijesz, Jellal-kun!
- Ul-chan! Mere-chan! - usłyszał głos za sobą.
- O wilku mowa! Kagura-chan! - odmachała jej Ultear. - Okej, my się będziemy zbierać, na razie Jellal-kun!
Chłopak skinął głową i odwrócił się. To co zobaczył nie ucieszyło jego wzroku. Obok siostry Simona - Kagury, również z Akademii Sociere stała Scarlet wraz z jego bratem, Siegrainem.
- Oh, Jellal! - uśmiechnął się do niego szyderczo brat, łapiąc jednocześnie dziewczynę obok niego pod bok.
- Cześć, Sieg. - machnął na niego ręką. - Kagura, Scarlet.
- Ohayo Fernandes-kun! - Kagura machnęła na niego ręką. - Słyszałam, że znowu pobiłeś Simona-nii!
- Długa sprawa, opowiem ci kiedyś, dobrze? - spojrzał na nią i uśmiechnął się lekko.
- Jasne! Wiem, jaki potrafi być Simon-nii, więc kompletnie cię rozumiem, sama mam mu ochotę czasami przyłożyć!
- Okej, spadam. Do zobaczenia! - odmachał dziewczynom ręką i poszedł przed siebie, lecz brat złapał go za ramię, przez co musiał się odwrócić.
- Tak? - spytał dość niegrzecznie brata.
- Ojciec się pytał gdzie jesteś i o której wrócisz. - warknął na niego.
- Co go to obchodzi. Nagle się zaczął nade mną troszczyć? - warknął i wyrwał się z uścisku brata. Nie mógł dłużej wytrzymać, patrząc jak obejmuje Erzę przed jego oczami.
_______
- Erza-chan! - dziewczynka odwróciła się w stronę biegnącego w jej stronę chłopca w białym i potarganym podkoszulku i krótkich beżowych spodenkach.
- Jellal! - wrzasnęła na niego wesoło i również pobiegła w jego stronę, by spotkać się z nim w połowie drogi. Miała na sobie białą sukienkę, również potarganą i biegła boso, tak jak on. W końcu to łąka, a oni są dziećmi, chyba mogą, prawda?
- Jak twoje oko, Erza? - uśmiechnął się do niej chłopak, chowając ręce za plecami.
- O wiele lepiej, dziękuję za troskę, Jella. - uśmiechnęła się zaglądając za jego plecy. - Co tam masz?
- To dla ciebie. - powiedział, wyciągając zza pleców 3 stokrotki, z czego jedna różniła się trochę kolorem od pozostałych. Była bardziej niebieska, tak jak kolor włosów chłopca. - Razem z Siegem i Mystoganem zebraliśmy je dla ciebie, żebyś poczuła się lepiej i nigdy o nas nie zapomniała! A ta niebieska jest ode mnie, starałem się znaleźć jak najładniejszą!
- Dziękuję! - dziewczynka uśmiechnęła się wesoło w stronę chłopca, przytulając go krótko. - Mogę je zanieść mamie? Zaraz wrócę.
- Dobrze, poczekam! - chłopiec uśmiechnął się wesoło, a Erza obróciła się na pięcie i pobiegła przed siebie, by zanieść niedaleko siedzącej mamie kwiatki. Może ja jemu też coś dam? Chciałabym, żeby był szczęśliwy już na zawsze! I zawsze żeby był ze mną! Dziewczynka pobiegła w prawo, w stronę rosnących na łące stokrotek w poszukiwaniu najładniejszej z nich. Nie chciała mu bowiem dać zwykłej stokrotki, lecz dać kwiatek tak samo ładny, jak on ofiarował jej sam. Szukała więc długo wśród stokrotek, aż w końcu znalazła śliczny niebieski kwiatek, który kolorem przypominał włosy chłopca. Zebrała kwiatek w maciupką dłoń i wybiegła ze stokrotek w stronę przyjaciela.
- Jellaal! - krzyczała, zbiegając z małej górki, po czym dobiegła do miejsca, gdzie kilkanaście minut temu stała z chłopcem. Ale jego już tam nie było.
_____
- A teraz prosimy ustawić się wokół ogniska! - zawołał wesoło nauczyciel Happy, z megafonem w dłoni. - czas na tańce!
Jak co roku w tej szkole odbywał się Dzień Otwarty, który kończył się tańcami wokół ogniska dla uczniów szkoły z małym poczęstunkiem z tego co zostało z kafejek robionych przez różne klasy. Jego klasa zajęła się pilnowaniem całego dnia i dopilnowania kolejności występów artystów na trzech scenach. Po całym dniu miał już dosyć. Wysyłany z kąta do kąta prze Scarlet albo Siegraina. Czasami prosił o pomoc nowego ucznia - Gajeela, lecz ten wydawał się być bardziej zainteresowany jedną z dziewczyn w ich klasie, dlatego wysyłał Lockser na jego miejsca, lecz ta z kolei zbyt zainteresowana Fullbusterem niezbyt okazywała się pomocna. Trudno. Byle jak najdalej od Siegreina. I Scarlet. W końcu schował się pod dość dużym drzewem za boiskiem, dość daleko od miejsca gdzie paliło się ognisko. Było już długo po północy, a Akademia Wróżek byłą dość oddalona od centrum, przez co nie docierało tutaj dużo światła, a w wyniku gwiazdy były pięknie widoczne. Z transu oglądania gwiazd wyrwało go dotknięcie ramienia. Z ciarkami obrócił się w stronę dłoni, której posiadaczką okazała się Scarlet. Zrezygnowany opuścił wzrok na ziemię.
- Czemu nie tańczysz? - zapytała się go smutno.
- Mógłbym się ciebie spytać o to samo. - mruknął pod nosem.
- Mogę usiąść obok? - spytała, zdejmując rękę z jego ramienia, po czym poprawiła sukienkę, którą miała na sobie.
- Ta, jasne. - przesunął się trochę w lewą stronę, a dziewczyna siadła na nogach obok niego.
- Więc.. Czemu nie tańczysz? - spytała, a ten spojrzał się na nią. Dopiero teraz zauważył, że nie ma okularów.
- Nie lubię tańczyć, na dodatek jestem zmęczony. - mruknął pod nosem znowu.
- Siegrain mówił mi, że ojciec zapisał cię na kurs tańca. - spojrzała na niego kątem oka.
- No dobra, jestem tylko zmęczony. - oparł się o drzewo. - A na dodatek nie lubię ludzi. A ty czemu?
- Chciałam sprawdzić czy wszyscy są przy ognisku, bo zaraz będą robione zdjęcia klas, na pamiątkę. - spojrzała już na niego, odwracając głowę w jego stronę. - Ale ciebie tam nie było, więc cię poszukałam i znalazłam.
- Dobre sobie, nie jest wymagana obowiązkowa obecność na zdjęciach. - mruknął uśmiechając się lekko. - Okłamałaś mnie, Scarlet.
- Dlaczego ciągle mówisz na mnie Scarlet? - powiedziała troszkę smutnie i nieprzyjemnie. - Kiedyś mówiłeś na mnie po imieniu.
- Właśnie. Kiedyś. Póki nie przylepiłaś się do Siegraina jak mucha. 
- Bo.. Zaraz! - wrzasnęła z lekko czerwonymi policzkami. - Wcale nie latam za nim jak mucha, Jellal!
Chłopak spojrzał na dziewczynę zdziwiony. Nie mówiła na niego po imieniu, odkąd zniknęła tamtego dnia na łące. Od tamtej pory nie widział jej też do czasów liceum.
- Dlaczego powiedziałaś na mnie po imieniu? - spytał lekko speszony.
- Dlaczego ty nie mówisz na mnie po imieniu? - spytała, z bardziej czerwonymi policzkami. - I dlaczego nie było cię wtedy na tej łące?
- Czekałem na ciebie godzinę, Scarlet. - mruknął pod nosem, a Erzę przeszły ciarki. Godzinę? To to nie było kilka minut?!
- A ja czekałam na ciebie godzinę w deszczu. - mruknęła, odwracając głowę w stronę gwiazd obecnie przysłoniętych chmurami. - Po tym się rozchorowałam, a po mojej chorobie nawróciły kłopoty z oczami. Musieliśmy się przeprowadzić bliżej specjalisty i wróciliśmy tutaj na początku liceum.
- To dlatego cię nie było, prawda?
- Tak. - kiwnęła lekko głową. - A gdy przyszłam tutaj do liceum poznałam Siega i przypomniał mi o tobie. Wtedy nie pamiętałam, że masz jeszcze dwóch braci. Myślałam, że to ty.
- Zaraz.. - spojrzał na nią kompletnie zdziwiony choć zarazem szczęśliwy w głębi duszy. - Czyli, że myślałaś, że Siegrain to ja?!
- Tak, z czego się śmiejesz? - warknęła, parząc na reakcję chłopaka.
- Z niczego. - otarł łzy śmiechu. - Nie zmieniłaś się, Erza.
Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem. Po chwili szybko złapała za torebkę przypiętą na pasku i wyjęła z niej czarny, płaski portfel. Otworzyła go i wskazała palcem na małą przeźroczystą kieszonkę na zdjęcia. Za "szybką" widniała ususzona stokrotka w odcieniu zbliżonym do włosów chłopaka. - Ty również, Jellal.
Po chwili chłopak pochylił się na dziewczyną, łapiąc ją delikatnie za brodę i ocierając spływające łzy po jej policzkach. Kiedyś mówiła mu, że nie może płakać, przez uraz oczu. Dzisiejsza medycyna jednak idzie naprzód. Na niebie zniknęły chmury i wraz z gwiazdami zaczęły tańczyć różnokolorowe fajerwerki. Nie zaważali jednak na nie uwagi, bo byli w swojej własnej, miłosnej bańce, złączeni w ciasnym uścisku i ciepłym, delikatnym pocałunku.
~~~~~~
Zaraz po GaLe uwielbiam Jerzę, po prostu drugie z nielicznych OTP. ;w; Mogę się pławić ich miłością, jeśli GaLe się skończy. A na dodatek Erza tak bardzo shipper, który zbliża Graya i Juvię, a z własnymi uczuciami nie umie sobie poradzić. Kocham ją. XD

1 komentarz:

  1. Och, świetna historia ^^ Fabuła wciąga, choć momentami czegoś brakuje i jak patrze na te powtórzenia to coś mnie bierze... -_- No i ja też kocham Jerze *-*

    ~Sarabi

    OdpowiedzUsuń