wtorek, 20 maja 2014

23. "Łowca"

Rozdział w sadze : V
Rozdział ogólny : XXIII
Ilość słów : 2098 
Adnotacje : Imię Lica czytać Lika.
 ~~~~~~~~
- O mój Boże! - blondynka wzdrygnęła się, szepcząc. - Nie strasz mnie tak!
- Lu! - zamaskowana dziewczyna rzuciła się blondynce na szyi, odsuwając jeszcze bardziej swoje niebieskie włosy spod chusty. - Tak strasznie się bałam!
- Spokojnie, Levy.  uspokoiła ją Lucy, głaszcząc ją delikatnie po włosach. - Przyszliśmy po was. Musimy się spieszyć, bo Anima niedługo się zamknie i nie będzie możliwości przejścia z tego świata.
- Wiesz gdzie jest Wendy? - Lisanna oparła dłoń na ramieniu przytulającej się dziewczyny, przerywając błogą chwilę szczęścia. - Musimy naprawdę jak najszybciej wracać i nie zrobić zamieszania.
- Jest tam, gdzie się zatrzymałyśmy. Tam gdzie reszta. - jej warga drgała a na twarzy pojawiły się łzy. - Lu, tutaj jest strasznie!
- Ciii. - ponownie uspokoiła ją przyjaciółka pochylając się lekko nad nią. - Levy, zaprowadzisz nas tam, gdzie mówisz?
- Oczywiście! Chodźmy jak najszybciej. - dziewczyna szybko ruszyła przed siebie, a zaraz za nią pobiegły dwie maginie z ziemskiego Fairy Tail. Szybko dogoniły dziewczynę, która biegła z kupionymi książkami i ruszyły z nią w kierunku, o którym mówiła. Po chwili dziewczyna wskazała na uliczkę, w którą powinni wejść, żeby dostać się do środka. Po chwili jednak dziewczyna zamarła, widząc Wendy, która szła naprzeciw nich z Erzą, Natsu i... Gajeelem. Osz, cholera! Wendy po chwili również zauważyła dziewczynę, a jej reakcja była podobna.
- W-wendy, myślałam, że będziesz siedziała w pokoju. - szepnęła, podbiegając do niej.
- A ja myślałam, że pani będzie szukała naszych przyjaciół! - Wendy miała na twarzy wymalowany strach, a w oczach lekko błyskało oburzenie. - Ale rozumiem, że jednak książki panią odciągnęły.
- Tak, przepraszam Wendy. Chodźmy, musimy ich ukryć.
Szybko dołączyły do pozostałych przyjaciół i weszli w alejkę. Levy trzymała się jak najbliżej Lucy by Gajeel nie mógł do niej podejść, ani z nią porozmawiać. Bała się, że zrobi jej aferę przez to co zrobiła, gdy odprowadzał ją do domu po ich misji. Modliła się w myślach, żeby o wszystkim zapomniał, lecz z jej modłów wyłoniły ją drzwi do siedziby Fairy Tail. Szybko je otworzyła, lecz to, co za nimi zobaczyła, spowodowało, że odpłynęła jej cała krew z twarzy. Za drzwiami stała ona. Rozglądała się gniewnie póki nei spotkała się wzrokiem z przerażonym Gajeelem. Ten poczuł, jakby przeszywała go nim an wylot. Po chwili jednak EdoLevy mrugnęła kilka razy zdziwiona, ciągle patrząc na Gajeela.
- O kurwa. - mruknęła tak, że tylko Levy stojąca naprzeciw niej usłyszała. - Więcej to was matka nie miała?!
- Spokojnie, proszę. - uspokajała ją szybko, by nie robić zamieszania w alejce.
- Właźcie do cholery! - wrzasnęła odsuwając się z przejścia, przez co ci jak posłuszne dzieci słuchające się matki, ruszyli do środka. Po chwili znaleźli się w głównym pomieszczeniu Fairy Tail, gdzie siedziała większa ilość członków.
- Gdzie jest Gajeel? - warknęła podchodząc do stolika EdoLucy, trzaskając przy tym dłońmi o blat.
- Pewno w robocie, nie obchodzi mnie on. - mruknęła, odwracając wzrok od dziewczyny.
- Nie obchodzi? A czyim był informatorem, do jasnej cholery? - warknęła głośniej.
- Zamknij się! Jak sobie go owinęłaś wokół palucha, to przestałam brać od niego informacje.
- Natsu! - dziewczyna obróciła głowę w stronę chłopaka który siedział z Lucy, lecz nagle gdzieś zniknął. - Kurwa!
- Spokojnie, Lucy. - Wrzasnął do niej Wakaba, siedzący obok Cany. - Gajeel poszedł na górę, musiał oddelegować jakieś papiery.
- Do Kinany, tak? - mruknęła. - Pies na baby jak nic. Poza tym trzeba wysłać tą grupkę do Królewskiego Miasta, więc załatw mi jakieś większe auto Warren. Masz na to dwa dni.
- Rozumiem Levy. - chłopak wstał szybko i wybiegł przez drzwi za ladą.
- O mój Boże. - za nimi zdawało się słyszeć głuchy pisk. - Lisanna!
Do białowłosej szybko podbiegła jej Edosiostra, przez którą utrzymywała kontakty 9 lat temu. Oni również byli dla niej jak rodzeństwo, można powiedzieć, że zastępowała im to, czego u nich już od dawna nie było.
- Tak bardzo tęskniłam. - zdawało się słyszeć jej szloch. - Mimo, że nie jesteś prawdziwą Lisanną, tak bardzo tęskniliśmy z Elfim.
- Mirajane. - uśmiechnęła się, odwzajemniając uścisk dziewczyny. - Również się stęskniłam.Mimo że nie jesteśmy rodzeństwem czuję się częścią tego świata.
- Też racja. - uśmiechnęła się uroczo. - Spędziłaś tutaj dwa lata, a twoje rodzeństwo myślało że nie żyjesz.
- Nie zmieniłaś się przez te 7 lat, wiesz?
- Ty też nie, nic ci nie urosło!
- Mira-nee!
- Żartowałam! Urosłaś w dużej ilości miejsc!
- Koniec! - mruknęła EdoLevy wchodząc pomiędzy nie. - Mirajane, gdzie jest Elfman?
- Pojechał do Królewskiego Miasta, bo dostał zadanie od samego króla. - powiedziała, drapiąc tył głowy. - Nie wiem kiedy braciszek wróci. Zdziwiło mnie w ogóle że dostał zadanie od króla.
- To dość podejrzane, skoro król samodzielnie się nie pokazuje. - podrapała się po brodzie. - Okej! Dziewczyny idziecie do pokoju który dałam mnie i tej małej. Gajeela i różowego typa muszę zamieścić gdzieś indziej.
- Mamy się w cztery mieścić na dwóch łóżkach? - warknęła niezadowolona Levy.
- Właśnie! - Mirajane wskazała lekko palcem na EdoLevy. - zaprowadziłaś je przecież do pokoju z podwójną sypialnią!
- Racjaaa! Tam są drzwi, po drugiej stronie drzwi jest druga sypialnia z podwójnym łóżkiem. Niestety na tamtych musicie się mieścić w dwójkę, wcale mi nie przykro. - prychnęła obojętnie. - Won mi stąd, już!
Wszyscy przerażeni ruszyli w kierunku pokoju, w którym mieli się zatrzymać. Natsu buczał coś pod nosem, za nim szedł Gajeel, który również coś mruczał, dopóki nie dostał po głowie od Erzy za słownictwo używane przy Wendy, lecz ta jednak była zbyt zajęta szukaniem pokoju na czele. W środku szła Levy, która również rozglądała się po korytarzach, póki Lucy nie dobiegła do dziewczyny.
- Levy-chan - mruknęła jej cicho do ucha ze złowieszczym uśmieszkiem na twarzy. - Czy coś zaszło między tobą a Gajeelem, że nawet na niego nie patrzysz?
- Co?! - wrzasnęła, przez co wszyscy się zatrzymali i spojrzeli na nią, co wywołało u niej silne rumieńce. - Lu-chan, proszę, nie teraz. - po tych słowach podeszła do drzwi od ich pokoju i otworzyła je, ukazując wnętrze. - Patrz, rzeczywiście tutaj są jakieś drzwi.
- I za nimi jest podwójne łóżko. - Wendy otworzyła drzwi i rozejrzała się po niewielkiej przestrzeni. - Nie najlepsze warunki, ale lepszych nie mamy.
- Oj tam, jest okej. - Natsu machnął ręką. - Byliśmy już w gorszych warunkach.
- Na przykład Tartaros. - wzdrygnęła się Erza. - Nigdy nie zapomnę tego miejsca.
- Albo Pałac Skazańców czy jak to się tam nazywało pod pałacem w Crocusie.
- Twoja pamięć jest naprawdę niezawodna Natsu.
- Okej! - Levy szybko podniosła rękę. - Musimy wyznaczyć kto z kimś śpi, racja?
- To ja mogę spać z panią Erzą. - Wendy odwróciła się w stronę Erzy.
- To miłe z twojej strony Wendy. - Scarlet obdarzyła ją ciepłym uśmiechem.
- To ja śpię z Lucy. - powiedział Natsu siadając na dużym i w miarę wygodnym łóżku.
- Nie możesz spać z Lucy! - Levy wzdrygnęła się, wrzeszcząc jednocześnie na Natsu i myśląc, gdyby jej przyjaciółka się zgodziła musiałaby spać z Redfoxem.
- Czemu niby? Już wiele razy spałem z Lucy w jednym łóżku. - mruknął co wywołało czerwień na twarzy blondynki, gdy awanturująca się McGarden spojrzała na nią.
- Bo ja będę spała z Lucy i nie słyszę sprzeciwów! - wrzasnęła i pociągnęła za sobą blondynkę, zostawiając Redfoxa i Dragneela samych w pomieszczeniu, po czym trzasnęła drzwiami.  Otarła czoło z niewidzialnych kropelek potu i oparła się placami o drzwi za nią, przez co wywołało zainteresowanie przebywających w pokoju dziewczyn.
- Levy-chan. - blondynka przykucnęła przy siedzącej na ziemi dziewczyny. - Czy coś się stało?
- Tutejsza ja.. dlatego Lu..- dziewczyna mówiła wpół szeptem, więc blondynka jej nie zrozumiała.
- Levy mów głośniej, ja cię nie rozumiem! - dziewczyna wrzasnęła, przez co pozostałe dziewczyny również podeszły do drzwi i również kucnęły przy McGarden. Nawet Natsu po drugiej stronie podszedł do drzwi i z pomocą swoich smoczych zmysłów próbował podsłuchać rozmowę. - Czy tutejsza ty coś ci zrobiła?
- Nie nie nie! - spojrzała na nią z załamaniem w oczach. - Posłuchaj Lu, to jest ciężkie jak dla mnie, mimo że to nie moje życie ale jednak to jestem ja i...
- No mów już! - dziewczyna złapała niebieskowłosą za ramiona i potrząsnęła lekko. - Niecierpliwię się!
 - Tutejsza ja wyszła za Gajeela, Lu, przestań! - i po chwili zasłoniła swoje usta dłonią, słysząc za drzwiami głuche "ooh" i uderzenia w podłogę.
- Łoah. - blondynka spojrzała na Scarlet z wyłupiastymi ocami, ta jednak była mocniej wstrząśnięta.
- Ł-łoah. - wydudkała Erza, patrząc przerażona na Levy.
- To chyba nie koniec świata, prawda? - powiedziała Wendy, lecz po chwili wszystkich wzrok wpadł na nią. - No co? Ja się nie znam na sprawach miłosnych!
- A to w zeszłym tygodniu mruganie do Romea o którym opowiadała mi Mirajane?
- Pani Mira nie zawsze mówi prawdę! - warknęła na nią. - Poza tym pani Mira mówiła mi, że ostatnio  Pan Natsu łapał panią Lucy tam gdzie się nie powinno! - i za ścianą ponownie można było usłyszeć głuche uderzenia i kolejne "ooh".
- Gdzie?! - Levy i Erza spojrzały na Marvel, a Lucy tylko zczerwieniała.
- P-przecież M-mirajane nie zawsze m-mówi prawdę! - warknęła na nie, rzucając w nie poduszką, przez co rozpętała wojnę na poduszki.
******
- Ale oni żywiołowi. - mruknęła przechodząc obok pokoju w którym odbywała się wojna na poduszki.
- Tak jak ty moja droga. - mruknął cicho, łapiąc ją pod bok.
- Może przez ich krzyki teraz nas nikt nie usłyszy? - spojrzała na niego i zatrzepotała długimi rzęsami w stronę swojego męża.
- O nie nie nie. Wybij to sobie z głowy. - puścił ją i ukazał słynną pozycję rąk "na focha".
- Oj no dobra, przepraszam. - mruknęła i otworzyła przed nim drzwi od pokoju.
*******
Było pewno około trzeciej albo drugiej, chociaż nie wiedziała, bo było za ciemno. Lucy spała tuż obok niej, a po drugiej stronie pokoju Wendy przytulała się do Erzy przez sen, a ta ją obejmowała. Wstała z łóżka próbując nie obudzić śpiącej przyjaciółki. Ubrała na siebie żakiet od sukienki, zakrywając również trochę odkrytego ciała, którego nie zakrywała piżama pożyczona od jej edolańskiej wersji. Otworzyła powoli drzwi i zauważyła światło świecące od strony sali. Miała sucho w gardle. Uschnęłaby, gdyby zaraz by się czegoś nie napiła. Ruszyła więc w stronę światła i weszła po chwili na pustą salę. Po chwili jednak zauważyła stojącego przy barze EdoGajeela i małą osóbkę, która siedziała na blacie zaraz obok mężczyzny. Gajeel był ubrany w czerwone spodnie, najprawdopodobniej od piżamy i czerwoną, filcową kamizelkę, niezapiętą. Spojrzała na jego brzuch. Nieco mniej umięśniony od Gajeela, ale jednak.
- Oh! - powiedział, zauważając McGarden. - Czemu nie śpisz?
- Zaschło mi w gardle, więc pomyślałam, że tutaj znajdę jakąś wodę. - powiedziała podchodząc trochę bliżej do niego i zauważając, że mała osóbka trzyma w dłoni niebieski kocyk i prawie śpi.
- Hunterowi też zaschło, więc też się obudził. - zaśmiał się, po czym podał jej butelkę wody. - Trzymaj, woda.
- Dziękuję. - powiedziała, upijając łyka wody i czując jednocześnie ulgę w gardle, po czym podeszła do siedzącego na blacie chłopca. - To jest Hunter, tak?
- Mhm. - spojrzał na niego przez okulary. - Może cię to zdziwi pewno tak, jak powiedziała mi Levy o naszym ślubie, ale to jest nasz syn.
Jak podejrzewał, dziewczyna wzdrygnęła się mocno i zastygła bez ruchu. Spojrzała na wpół przytomnego chłopca. Był niewielkich rozmiarów, wyglądał na góra 4 lata. Jego włosy były w dość nietypowym odcieniu, bo ciemnego błękitu, wręcz grafitowe. Miał na sobie biały podkoszulek na ramiączkach, a chude i blade policzki muskały mu niesforne kosmyki włosów. Po chwili wzdrygnął się i otworzył oczy. Czysta czerwień. Piękna, krwista i niewinna czerwień zabłysła w jego oczach. Po chwili jednak znowu je przymknął, odpływając do krainy snu. Czyli tak by wyglądał syn jej i Gajee.. nie. Nie będzie miała z nim dzieci, bo nawet z nim nie jest. Oni tylko się całowali nic więcej.
- Ile ma lat? - spytała, odwracając się w stronę Blackwolfa.
- Hunter ma 5 lat, choć na tyle nie wygląda. - zaśmiał się cicho. - Pewno dałaś mu z trzy lata, co?
- Ciekawi mnie czemu jest taki blady. - mruknęła, ukrywając zakłopotanie poprawnie danym wiekiem.
- Hunter ma dosyć słabą odporność. W jego ciele często brakuje przeciwciał i musi brać antybiotyki, ale to niszczy mu organizm.
- Biedaczek. - powiedziała smutnie i niepewnie wyciągnęła dłoń w stronę jego buzi, by odciągnąć kosmyk włosów który wchodził mu do buzi.
Po chwili Gajeel przeprosił Levy i wziął chłopca na ręce, życząc jej dobranoc.
- Gajeel. - mruknęła, a ten odwrócił się do niej. - Mam nadzieję, że Hunter wyzdrowieje.
- Dziękuję. - uśmiechnął się wesoło i poszedł w kierunku drzwi. - O! I byłbym zapomniał. Hunter ma też siostrę bliźniaczkę, Licę.
Na twarzy McGarden pojawił się mocny i wyrazisty buraczany kolor, a EdoGajeel zaśmiał się charakterystycznie jak to na Gajeela przystało i poszedł przed siebie, zamykając za sobą drzwi.
~~~~~~
Postanowiłam, że na początku każdej części będzie coś takiego jak adnotacje, ilość słów i numer rozdziału w sadze i ogólny.Ogółem miałam dać tą część w niedzielę, ale że moja przyjaciółka ma dzisiaj urodziny (wiem, że to widzisz a raczej zobaczysz, zatrzymałaś się na 6 rozdziale moja droga, prawie 20 w tył, ale jedyna obserwujesz bloga) więc WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! Miałam dzisiaj badanie wyników w szkole, jutro idę do kina, więc spróbuję wstawić następną część w czwartek albo sobotę, bo potem będę miała kłopoty ze wstawieniem jej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz