środa, 28 maja 2014

24. Opad wojennego kurzu

Rozdział w sadze : VI
Rozdział ogółem : XXIV
Ilość słów : 1775
Adnotacje :  Wiem, że Sharon nie brzmi jak Lica, ale Natsu ma naprawdę słabą pamięć, nieprawdaż?
~~~~~~
- Levy?
- Tak Gajeel? - dziewczyna odwróciła się za siebie, lecz zauważając, że za nią stoi jej przyjaciel z gildii, ponownie odwróciła się w stronę baru. - Czego chcesz?
- Zaschło mi w gardle. - mruknął.
- Tam jest woda. - dziewczyna wskazała palcem i ruszyła w stronę drzwi, próbując uciec od spotkania sam na sam z Redfoxem.
- Czekaj. - złapał ją szybko za ramię, lecz ona nie odwróciła wzroku w jego stronę. - Musimy pogadać.
- O czym niby chcesz rozmawiać?
- Ty już idealnie wiesz o czym.
I tak było. Wiedziała idealnie, że będzie chciał mówić o tym co działo się dwa dni temu. Westchnęła cicho i siadła przy barze, patrząc się na blat. On wziął butelkę wody i po chwili usiadł obok niej na stołku barowym.
- Od kiedy? - spytał patrząc na nią, ta jednak tego nie widziała, bo włosy spadały jej na twarz.
- Pół roku. - westchnęła cicho po dłuższej chwili ciszy i o dwóch ponownych zapytaniach.
- Czemu? - spytał ponownie bez emocji, mimo że cały w środku płonął ze wściekłości.
- Po co ci to wiedzieć? - warknęła, odrywając wzrok od blatu i podnosząc głowę do góry.
- Mów czemu. - powtórzył.
- Nie powiem ci czemu, nie musisz tego wiedzieć...
- Cholera, Kurduplu! - warknął, waląc pięścią w blat. - Martwię się, zrozumiano?!
Spojrzała na niego lekko zdziwiona i zobaczyła w jego oczach jednocześnie gniew jak i strach.Czy to na pewno był strach? Nigdy nie widziała, żeby się bał, nawet podczas ataku Acnologii. Uznała go po chwili za większy gniew.
- Kto by pomyślał, że będziesz się martwił. - prychnęła, patrząc znowu w blat, jednocześnie machając lekko stopami.
- Martwię się tylko o trzy kobiety, lecz ty jesteś wśród nich najwyżej. Od twojej ucieczki na tamtej cholernej wyspie myślałem, że umrę Kurduplu. - warczał, opierając rękę na blacie, a po chwili głowę. - Serio.
- Masz chyba lepsze rzeczy niż popadanie w depresje. - zachichotała cicho, spoglądając na niego okiem. On również się uśmiechał.
- Tch! I kto to mówi? Popijawa po każdej misji? - i cały urok chwili prysnął wraz z ciarkami jego słów.
- Jeśli jesteś taki mądry to mnie pilnuj. - upiła kolejny łyk wody, w końcu pozostawiając pustą butelkę.
- I tak chyba zrobię, gihii. To nie taki głupi pomysł.
Ta jednak zaśmiała się cicho, wstała i pomachała do niego, wychodząc z sali. Udała się korytarzem przed siebie, do pokoju. Jednak ktoś stał na jej drodze. Mała dziewczyna z ciemnoniebieskimi włosami, zbyt dużą, białoczerwoną koszulką imitującą koszulę do spania i łaciatym misiem w dłoni. Dziewczynka rozglądała się i w końcu spojrzała na Levy. Jej oczy były krwistoczerwone. Tak jak oczy Gajeela i Huntera.
- Mama? - spytała sennie dziewczynka.
- Jestem można powiedzieć siostrą twojej mamy. - przykucnęła obok niej. - Ty jesteś Lica, prawda?
Dziewczynka kiwnęła głową, patrząc na nią sennie.
- Czemu jesteś na korytarzu, a na dodatek nie śpisz? - spytała.
- Chciałam iść siku, ale nie widzę który to mój pokój. - szepnęła smutnie.
- Pomóc ci do niego dojść? - spytała łagodnie, podając dziewczynce rękę.
Dziewczynka znowu kiwnęła głową, tym razem weselej, po czym, wyciągnęła obie rączki w stronę Levy. McGarden wzięła dziewczynę na ręce i powoli ruszyła z nią w stronę pokojów na końcu korytarza.
- Wyglądasz jak mamusia. - powiedziała cicho. - Pomyliłam cię z nią.
- Wiesz Lica, można powiedzieć, że jestem tą samą osobą co twoja mamusia. - zaśmiała się cicho idąc powoli z dziewczynką na rękach. Chciała się nacieszyć tym, że może ją nieść na rękach, a nikt tego nie widział. - Jestem ze świata, o którego istnieniu pewno dzieci w waszym wieku mylą z legendami.
- Ciocia jest z Ziemi? - dziewczynka spojrzała na Levy, a Levy lekko się zarumieniła. Ciocia, jak to słodko brzmiało.
- Mhm. Na Ziemi istnieją odpowiedniki ludzi z Edolas, którzy przypominają was wyglądem, ale nie zawsze zachowaniem. Na przykład twoja mamusia i pani Lucy się tutaj nie lubią, prawda?
- Prawda. Mamusia nie lubi cioci Lu. - ciocia Lu, ale jaja.
- No, a na ziemi ja i ciocia Lu strasznie się lubimy. - zaśmiała się, po usłyszeniu rozkosznego chichotu małej.
- A czy na Ziemi jestem ja? - Lica spojrzała na mężczyznę stojącego niedaleko nich, przy pokoju, gdzie zatrzymywali się Ziemianie.
- Niestety, mała. - powiedziała, stawiając ją na Ziemi. - Ale zrobię wszystko co w mojej mocy, żebyś pojawiła się tam z Hunterem.
- Ale ja go nie lubię. Mogę bez Huntera? - dziewczynka pomarkotniała i zrobiła smutną minkę.
- To twój braciszek, musisz go kochać. Uwierz mi, że dałabym wiele, żeby mieć rodzeństwo. Ale teraz moi przyjaciele są dla mnie jak bracia i siostry i zawsze mi pomagają. Docenisz kiedyś brata.
Levy położyła rękę na głowie dziewczynki i potarła jej już rozczochrane włosy, ta natomiast zaśmiała się cicho. Cicho podziękowała Levy i weszła do pokoju po jej prawej. Levy podniosła się z zimnej podłogi i odwróciła się, zauważając Gajeela, stojącego przy pokoju.
- Kto to był? - spytał, dość uśmiechnięty.
- Dowiesz się w swoim czasie, Redfox. - zachichotała podchodząc do niego.
- Mała nazywa się Lica, tak? Asuka ma tutaj koleżankę, no patrz. Tylko dlaczego jej nie ma u nas?
- Powiedziałam, że dowiesz się w swoim czasie, Redfox. - tym razem spiorunowała go wzrokiem i weszła do pokoju, a on tuż za nią, idąc do pomieszczenia obok.  Położyła się cicho na łóżku, próbując nie zbudzić przyjaciółki, jednak na próżno. Ramiona i nogi blondynki oplotły ją w jej cielistym więzieniu, a na jej twarzy pojawił się gniewny wzrok.
- No dobra, McGarden. - zaśmiała się cicho, tak, by nie zbudzić Erzy i Wendy. - Co robiłaś tak późno z Gajeelem i kim jest Lica!
- Poszłam się napić wody do sali. - zaczęła cicho. - Potem spotkałam Gajeela z Edolas z Hunterem i..
- Z Hunterem? - spytała zdziwiona. - Kto to? Jakiś przystojniaczek?
- Można powiedzieć. - zaśmiała się głośno, przypominając sobie pięcioletniego chłopca, siedzącego na blacie. - Hunter to jego syn.
- Żartujesz! - blondynka wydawała się już mocno zdziwiona.
- Nie, nie blefuję. Potem przyszedł Gajeel i siedzieliśmy trochę sami i ...
- Jak to sami?! Co się tam stało?
- Lu-chan, jeśli przerwiesz mi jeszcze raz to ci nie dokończę!
- Przepraszam, Levy! Kończ!
- No to siedziałam chwilę sam na sam z Gajeelem i rozmawialiśmy o moim ostatnim wygłupie, o którym pewno opowiadała ci Cana. Powiedział mi, że się o mnie martwi, potem poszłam. Tam spotkałam Licę, siostrę bliźniaczkę Huntera.
- Bliźniaki?! - prychnęła Lucy, patrząc na przyjaciółkę tak, jakby zobaczyła ponownie odchudzoną Virgo.
- Tak i to prześliczne. Potem znowu spotkałam się ponownie z Gajeelem ale to już widziałaś.
- Ty i Gajeel! Na dodatek z dziećmi! - Lucy pisknęła głośno, otrzymując po chwili mocne uderzenie poduszką od Scarlet.
- Erza! - obydwie podskoczyły przerażone.
- Słyszałam wszystko.. - powiedziała zakłopotana. - P-przez wasze piski radości nie da się spać.
- I tak już niedługo ranek, to po co spać? - Heartphillia obróciła się na bok, opierając głowę na ręce.
- Opowiedz jak wyglądają Hunter i Lica! - powiedziała cicho Wendy, najprawdopodobniej też obudzona przez piski Lucy.
- No więc..
*********
- Pobudka, śmierdziele! - wrzasnęła, otwierając drzwi od ich pokoju, lecz wszystkie siedziały już na łózkach ubrane i o dziwo umyte. - O!
- Dzieńdoberek! - machnęła wesoło dłonią Lucy, do stojącej w drzwiach pani Blackwolf.
- A Gajeel i różowogłowy?
- Nie wiemy, nie wchodziłyśmy tam. - Erza stanęła na nogi i podeszła do drzwi, po czym otworzyła je z kopa. - Natsu! Gajeel! Lenie śmierdzące, wstawać bo jak nie to przetrzepię wam tyłki!
Dwójka magów leżała pod wykopanymi z zawiasów drzwi. Erza widząc ich wybuchła śmiechem, co rzadko było można u niej usłyszeć. Śmiech był tak zaraźliwy, że zaraz zaczęła się śmiać reszta dziewczyn, tylko chłopak pod drzwiami nie było do śmiechu. Wstali powoli, lecz na ich twarzach można było zauważyć nie tylko gniew jak i zmęczenie.
- Co żeście w nocy robili, że tacy zmęczeni jesteście? - spytała Blackwolf.
- Salamander tak się rozpychał, że w pewnym momencie spadłem z łóżka. - chrapnął Gajeel, przeciągając się. - Na dodatek w nocy też mnie zepchnął dziad jeden.
- Ej, kto stoi tam w drzwiach? - Natsu wskazał palcem na drzwi od korytarza, w których stała mała.
- Lica! - McGarden spojrzała na dziewczynkę ze smutną minką, natomiast Blackwolf spojrzała na nią krzywo i podbiegła do dziewczynki.
- Co się stało Lica? - przykucnęła i złapała ją za ramiona, mówiąc łagodnie.
- Hunterowi zrobiło się źle. - dziewczynka załkała. - Położyłam go do łóżka i powiedziałam tatusiowi. Kazał mi po ciebie iść, żebyś zawiozła go do pani Virgo. 
- Co zrobiłaś? - spojrzała na nią ze zdziwieniem. - Nigdy nie zajmowałaś się Hunterem. Co cię zmieniło?
- To mój brat, muszę mu pomagać, kiedy potrzebuje pomocy. - dziewczynka załkała mocniej, po chwili wtulając się mocniej. - Mamusiu, boję się o niego.
- Spokojnie kochanie, już z nim jedziemy. - wstała i odwróciła się w stronę magów. - Wrócę za jakieś cztery godziny. Zajmijcie się w ten czas Licą, jeśli dzisiaj Alzack wróci z Biscą i Asuką oddajcie ją pod ich opiekę i spotkamy się niedaleko salonu Regulusów. One wiedzą jak tam dojechać. - wskazała głową na Levy i Wendy, po czym wybiegła na korytarz, zostawiając za sobą córkę.
- Lica. - Levy przykucnęła przy niej. - Nie martw się o Huntera, na pewno wydobrzeje. Jestem z ciebie dumna.
- Sama powiedziałaś ciociu, że trzeba pomagać rodzinie! - wrzasnęła dziewczynka, ponownie wybuchając płaczem, tym razem wtulając się w McGarden. Ta lekko przytuliła dziewczynkę, po chwili biorąc ją na ręce.
- Czy tylko ja nie wiem kto to? - warknął Natsu. - Poza tym, jestem głodny.
- Natsu, starczy ci wiedzieć tylko to, że ma na imię Lica, a jej matką jest tutejsza Levy. - Heartphillia zdzieliła go wzrokiem.
- Co?! Levy ma córkę? - podszedł do dziewczyny i dotknął ją w brzuch. - Z kim?!
- Idioto! - Lucy stanęła pomiędzy nim a przyjaciółką, widząc czerwień na jej twarzy. - Ona nie ma dzieci!
- To Sharon... - Natsu wskazał palcem na dziewczynkę. - Kto jest twoim ojcem?
- Ona ma na imię Lica! - wrzasnęła na niego Levy, z lekkim burakiem na twarzy. - Poza tym, nie musisz tego wiedzieć. Chodźmy na salę, może znajdziemy tam coś do jedzenia.
Wszyscy wyruszyli z pokoju, zamykając go za sobą. Levy szła z tyłu, zaraz obok Gajeela, trzymając na rękach małą dziewczynkę. Ta natomiast zaczęła wyciągać ręce w stronę Redfoxa z chęcią bycia noszoną przez sobowtóra jej ojca. Chłopak niechętnie wziął ją na ręce, lecz w chwili gdy dziewczynka wtuliła się w niego ze swoim misiem poczuł dziwne ciepło jak wtedy za sceną na Festynie niedaleko Oshibany, kiedy siedział z Levy. Spojrzał na dziewczynkę. Miała czerwone policzki i zaczerwienione oczka od płaczu. Przytuliłby ją mocniej żeby nie płakała, gdyby to nie spowodowało zgniecenia jej kości. Po chwili jednak zatrzymał się o mało nie wpadając na Erzę.
- Natsu, co jest? - wrzasnęła na niego. - Czemu stoisz?
- Zaraz... Czy ktoś widział od wczoraj Lisannę?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
BUM! Kolejny chapter, który miał pojawić się w poniedziałek, ale damn, mam sklerozę!  Wczoraj przedstawiłam projekt edukacyjny i z dumą potwierdzam, że zdałam. Taka duma. Na dodatek teraz jestem chora i niezbyt chodzę do szkoły, więc czasami coś piszę. Jestem coś przy pisaniu 27 rozdziału (2 rozdziały w przód, tak bardzo). Na dodatek 3-go wyjeżdżam wieczorem, więc wyjątek od reguły - WTEDY wstawię kolejną część i kolejną 9-go, kiedy będę już przytomna. Miłego czytania~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz