poniedziałek, 2 czerwca 2014

25. Śniadanie

 Rozdział w sadze :VII
Rozdział ogółem :XXV
Ilość słów : 1850
Adnotacje : Wiem, że rozdział jest straszliwie pomieszany i niezespolony, lecz.. nie umiem się wytłumaczyć na swoją obronę, po prostu przepraszam.
~~~~~~~~~~~~~~~~
- Właśnie! - Lucy odwróciła się w stronę Natsu. - Natsu ma rację. Nigdzie nie było z nami Lisanny! Nawet na noc!
- Może jest już na sali. - uśmiechnęła się lekko McGarden. - Pewno spała z tutejszą Mirą, dawno się nie widziały, a wiesz, że Lisanna przeżyła tutaj aż dwa lata.
- Sprawdźmy więc. - powiedziała spokojnie Erza idąc na salę.
Po chwili cała grupa uchyliła drzwi do sali i weszła wolnym krokiem. Na sali siedziała już Cana z Warrenem, Wakabą i tutejszym Natsu. Siedzieli i cicho popijali herbatę jedząc swoje śniadanie. W końcu Cana spojrzała na grupkę stojącą przy ladzie i rozpromieniała na twarzy. Zaraz po niej na grupkę podchodzącą do stolika  spojrzał Warren z Wakabą, a nawet Natsu oderwał twarz od stolika.
- Oh! Ziemksi ja! - uśmiechnął się chłopak. - Cześć ja!
- Cześć! - machnął wesoło do chłopaka, na co ten lekko się wzdrygnął. - Co u ciebie słychać?
- Oprócz tego że pracuję na zlecenia królestwa mam zakład z Levy. Jest świetnym mechanikiem!
- Naprawdę? - McGarden spojrzała na chłopaka zza Natsu.
- Tak, mama z wujkiem Natsu sprzedają samochody tam gdzie mama zabrała ciebie i ciocię Wendy. - dziewczynka na rękach Redfoxa spojrzała na odpowiedniczkę swojej matki. - Wujek Natsu przywozi też stare samochody z czasów magii i razem z mamusią naprawiają je tak, by były teraz zdatne do użycia.
- Lica ma rację. - uśmiechnęła się Cana. - Ta dwójka naprawdę pomaga nam tutaj utrzymywać się, lecz wszystko robią dalej na czarno.
- Na czarno? - spytała zdziwiona Heartphilia. - I jak to utrzymują was tutaj? Mieszkacie tu w tej norze?!
- Nikt nie chce dać pracy ani mieszkania komuś, kto robi zlecenia dla Królestwa.
- Naprawdę? - spytała Scarlet siadając obok dziewczyny w jasnej sukience. - Myślałam, że po skończeniu Tyranii waszego starego króla nie będzie już kłopotów.
- Też tak myśleliśmy. - wtrącił się Warren popijając łyk kawy. - Ale większość ludzi z kraju nienawidzi Króla za usunięcie magii z tego świata i próbują wszystkiego, żeby się na nim zemścić.
- Tak jak to było z ludźmi w zamku? - spytała Wendy, patrząc na Warrena.
- Dokładnie. Widzę, że byliście u Regulusa. - zaśmiał się wesoło. - Może chcecie coś do jedzenia? Pewno jesteście głodni.
- I to strasznie! - wrzasnął różowowłosy wymachując dłońmi we wszystkie strony. - A poza tym widzieliście Lisannę?
- Lisanna wyjechała z Mirajane z samego rana do Elfmana. Dzisiaj w nocy.
- Pewno to obudziło tatusia. - spojrzała na nią Lica. - Chcę na dół.
Gajeel prychnął cicho, bo szczerze nie chciał puszczać dziewczynki, lecz na jej żądanie postawił ją na ziemi, a ta stanęła przy Levy. Szarpnęła ją za rękaw nowej sukienki, przez co ta wstała i zaczęła bawić się z małą.
- Tak dużo się u was tutaj stało przez te 7 lat. - uśmiechnęła się Heartphilia patrząc na Canę.
- Właśnie. Dlaczego wy się nic nie zmieniliście przez te 7 lat? - spojrzał na nią EdoNatsu po czym na Erzę. - Kompletnie nic a nic.
- Po powrocie do domu mieliśmy egzaminy na maga wyższej klasy. - mówiła Erza. - Wypłynęliśmy na wyspę Tenrou gdzie miały się odbyć, lecz tam mieliśmy dużo nieprzyjemności. Zaatakował nas Smoczy Król i cudem dzięki zaklęciu Pierwszej przeżyliśmy. Jedynym minusem jest to, że straciliśmy 7 lat naszego życia.
- Czyli was zahibernowało? - spojrzał na nich Warren, kładąc na stole kilka rzeczy przydatnych do robienia śniadania i kilka kubków. - Też bym tak chciał się nie zestarzeć czy coś. Kawy czy herbaty?
***
- Spójrz! - zawołała dziewczynka siedząca na ziemi pokazując siedzącej obok niej McGarden obrazek, narysowany na kartce. - Ładne?
- Łał! - dziewczyna uśmiechnęła się. - Wygląda troszkę jak Asuka! Czy to miała być ona?
- Tak! - dziewczynka uśmiechnęła się szczęśliwa. - Skąd wiedziałaś?!
- U nas w gildii także jest Asuka. I wygląda dokładnie tak samo!
- Naprawdę?! - dziewczynka zaczęła biegać wokół McGarden. - Chciałabym zaprzyjaźnić się także z tamtą Asuką!
- Spokojnie Lica! Usiądź!
- Najpierw mnie złap! - zaśmiała się i uciekła w stronę korytarza, po czym Levy pobiegła za nią, próbując ją złapać.
- Lica jest naprawdę żywa. - zaśmiała się Bisca, siedząca na kolanach Alzacka. - Nieprawdaż, Al Al?
- Oczywiście Bis Bis. - zaśmiał się przytulając bardziej żonę.
- Lica to śliczne imię jak dla dziewczynki. - uśmiechnęła się Erza, lecz na jej twarzy było widać lekkie zakłopotanie siedzącej obok Bisci i Alzacka, lecz wszyscy byli speszeni, co nie wprawiało nikogo w osłupienie.
- Nazwali ją tak z nazwiska najlepszego przyjaciela jej ojca. Hunter ma po nim imię. - Cana machnęła ręką, upijając łyk herbaty z filiżanki. - Jak mu tam było, jakoś tak śmiesznie. Hunter Metalicana bodajże.
- Ej. - Natsu obrócił się w stronę Gajeela. - A czy to nie był smok, który cię wychowywał?
- Porylusica to przecież Grandine z tego świata. - wtrąciła się Wendy odwracając głowę od Bisci i Alzacka. - Więc możliwe, że tutaj istniał Metalicana i najprawdopodobniej znał się z panem Gajeelem.
- Co? - Wakaba spojrzał na chłopaka siedzącego obok niego. - Nie wyglądasz trochę jak ten nasz tutejszy Gajeel przez ten piercing i tym podobne, ale z zachowania jesteś troszkę do niego podobny.
- I Hunter jest do niego podobny. - Warren spojrzał na niego kątem oka. - Lica po części też, ma jego oczy.
- Zaraz, co?! - warknął smoczy Zabójca wstając od stołu. - Co wy pieprzycie?!
- To ty nie wiesz Gajeel? - Lucy spojrzała na niego.
- O czym mam niby wiedzieć blondyno?! - prychnął charakterystycznie.
 - O tym, że Lica i Hunter to twoje dzieci. - zaśmiał się z niego Dragneel. - Nawet ojcem być nie potrafisz!
- Idioto to nie moje dzieci, ja nawet tu nie mieszkam! A po drugie, to myślałem że one są Kre... - w tym momencie twarz Gajeela zastygła. On i tutejsza Krewetka mają dzieci?! Oczywiście sądził, że jest ostrzejsza i fajniejsza niż Krewetka z Ziemi, ale no, bez przesady. I na dodatek żona?! O Boże, umarł od środka.Jak on z Edolas mógł w ogóle się ożenić?! Jemu by to przez myśl nie przeszło! Oczywiście Krewetka to co innego... ale no kurde! NA DODATEK DZIECI?!
- Gajeel? - Wendy machnęła przed jego skamieniałą twarzą dłonią kilka razy. - Gajeel-san?
- No i go dobiłeś Natsu. - Lucy westchnęła cicho, opierając twarz o stół.
****
- A wiesz, że tata uratował mamę z pożaru? - Lica spojrzała na swoją "ciotkę" siedzącą obok niej na łóżku w jej pokoju.
- Naprawdę? - zaśmiała się lekko zafascynowana. - Opowiadała ci o tym?
- Mhm! Tatuś opowiada mi i Hunterowi historie na dobranoc! Opowiadał ostatnio jak poznał się z mamą.
- Uratował ją z pożaru?
- Nieee! - roześmiała się mała Blackwolf. - Mama i tatuś poznali się przypadkiem, kiedy przyszedł dać informacje dla cioci Lu. Potem zaczął się zaprzyjaźniać z mamusią i w pewnym momencie ktoś podpalił do mamy.
- Tata powiedział ci kto to był? - spojrzała na nią dość smutnie.
- Mówił nam że to był wujek Jet i wujek Droy, ale jakoś nie mogliśmy z Hunterem w to uwierzyć. Wtedy tata uratował mamusię z pożaru.
Na twarzy Levy pojawił się lekki strach. Jak Jet i Droy mogli podpalić dom swojej partnerki? A co jakby to się stało na Ziemi, gdyby dowiedzieli się, że ona kocha Gajeela i chce z nim być? Co jakby tak się stało? Nie chciała tego z całego serca. Nie chciała zdrady swoich braci. Lica spojrzała na nią i na jej niepewną, lecz smutną twarz. Takie emocje przecież już dziecko mogło rozróżnić.
- Ciociu? - wyrwała ją z jej transu myśli.
- Wybacz Lica. - zachichotała, przecierając oczy. - Chodźmy coś zjeść, bo nic dzisiaj nie jadłaś.
*****
- Siedzi tak od dwudziestu minut. - Erza była coraz bardziej przerażona Gajeelem i jego umiejętnością bycia zszokowanym. Albo po prostu tak wolno myślał, jak ma zareagować. No dobra, może coś się tam troszkę podkapował z tymi dziećmi, bo on jedyny w Fairy Tail ma czerwone oczy, ale no kurwa co?! Na dodatek te dzieciaki mają imiona po Metalicanie. Po jego ojcu. Ja pierdolę, to będzie coraz bardziej skomplikowane, dam za to głowę i 50 klejnotów.
- Łiiii! - na salę wbiegła McGarden z małą Licą na rękach, rozłożonymi jak samolot.
- Dobra mała, a teraz lądujemy, nie mam siły, bo nic dzisiaj nie jadłam. - powiedziała, kładąc dziewczynkę na podłodze.
- A ja też mogę coś słodkiego? - spojrzała na nią z maślanymi oczami.
- Może rogala z dżemem, Lica? - zawołała na nią Cana, łapiąc za pieczywo. - Chcesz?
- Jasne! - dziewczynka podbiegła do ciotki siadając jej na kolanach ze śmiechem na twarzy, natomiast Levy podeszła do stolika i usiadła obok ciągle skamieniałego Gajeela, który o dziwo nagle się ruszył.
- A jemu co było? - wskazała na niego palcem.
- Dwadzieścia dwie minuty i trzydzieści cztery sekundy. - powiedział Warren, zabierając wzrok z zegarka na ręce Wakaby. - Nieźle.
- Ten idiota po prostu długo myśli. - warknął Dragneel.
- Co żeś powiedział, Płomyczku? - Redfox wymierzył w  niego pięścią. - Nie twoja sprawa co robię idioto!
- Co tu się stało? - Levy patrzyła zakłopotana na wszystkich zebranych. - Ktoś mi powie? Erza? Lu? Wendy?
- Natsu się wygadał. - szepnęła jej na ucho niebieskowłosa, na co ta lekko się wzdrygnęła. - O tutejszym Gajeelu.
- Ou. - na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec.
- To wujek i ciocia nie są razem jak mama i tata? - Lica spojrzała znad swojego rogala z dżemem malinowym na ludzi zebranych przy stole i nagle wszyscy znieruchomieli.
- No właśnie. - Lucy spojrzała z chytrą miną na McGarden.
- Z tego co pamiętam, to zniknęliście na Festynie Plonów na jakiś czas. - Erza spojrzała z podobną miną na Redfoxa. - Nie chcecie nam czegoś powiedzieć?
- Dość już! - Wendy wstała i wrzasnęła z całą siłą płuc. - Czy moglibyśmy zjeść do końca śniadanie i ruszyć w końcu do Królewskiego Miasta, żeby wrócić do domu?
- Masz rację Wendy. - Erza spojrzała na nią kiwając lekko głową. - Ja już skończyłam. Pójdę się przejść, chodź ze mną Lucy.
- Ale że ja? Ja jeszcze nie.. - blondynka nie dokończyła, bo po chwili była ciągnięta przez szkarłatnowłosą za kołnierz.
- To ja może też się przejdę. - Warren wstał od stołu i szybko wyszedł z sali.
- Warren, czekaj! Pójdziemy na górę do wydawnictwa! - wrzasnął na niego Wakaba, po czym za nim wybiegł. Przy stole została już tylko McGarden, Redfox, Marvel, Dragneel, mała Blackwolf na kolanach EdoCalberony.
- Pst. - Levy szturchnęła Wendy w ramię. - Dziękuję, Wendy.
- Nie ma za co. - uśmiechnęła się w stronę dziewczyny.
- Czyli jednak coś między wami jest? - Dragneel wskazał palcami na Levy i siedzącego obok niej chłopaka.
- Oj zamknij już mordę i żryj, bo cię zaraz jebnę. - warknął z ustami wypełnionymi bułkami. Tymczasem mała Lica odwróciła głowę w stronę drzwi od strony wydawnictwa.
- Mama?
Wszyscy jednocześnie odwrócili się w stronę drzwi. W progu stała EdoLevy zaciskając pięści na futrynie. Była zdyszana. Włosy miała porozrzucane po twarzy i lepiły się od potu. Ledwo łapała oddech, a na jej twarzy było widać wnerwienie. Czyste wnerwienie.
- Idź do taty, Lica. - w końcu wysapała.
- Mamo, czy z Hunterem wszystko w porządku?
- Na górę! - wrzasnęła, sapiąc coraz mocniej. - Ojciec już na ciebie czeka.
Dziewczyna złapała rogala w zęby i szybko wybiegła za matką z przerażoną miną.
- Czy wszystko w porządku? - spytała Levy, patrząc na sapiącą dziewczynę. - Ona chciała tylko wiedzieć co z jej bratem.
- Nie możecie tutaj już dłużej zostać.
~~~~~~~~~~~~~~~~
ZAM ZAM ZAM! Zwrot akcji! Jako, że jutro wyjeżdżam wieczorkiem i nie będzie mnie do końca tygodnia to wstawiam to dzisiaj, jednocześnie nie łamiąc mojej zasady dodawania rzeczy w parzyste dni miesiąca. Jestem już przy pisaniu 28 i 29 rozdziału (zaczęłam jeden, ale postanowiłam, że będzie później więc piszę kolejny). Czyta ktoś z was mangę? Mnie manga teraz rozwala no. Lucy w końcu się na coś przydała, walcząc z Tartarosem! A co najlepsze, że to co się dzieje tutaj, jest już po Tartarosie. XD Także no, do zobaczenia 10, kiedy wstawię kolejny rozdział~!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz