piątek, 20 czerwca 2014

27. Ogród niczym Eden

 Rozdział w sadze : IX
Rozdział ogółem : XXVII
Ilość słów : 1919
Adnotacje : W połowie rozdziału przypomniałam sobie, że z nimi jest Lica, więc wszelakie niezgodności w rozdziale są przypadkowe. 
~~~~~~~~~~
- Oh! - powiedział wesoło widząc kilka znajomych twarzy wśród grupki ludzi niedaleko niego.
- Loki! - wrzasnęła Levy wymachując wesoło rękami. - Lokii!
- To ciebie panienka Blackwolf przyprowadziła ze sobą do mnie do salonu, prawda? - zaśmiał się. - Wyglądasz zupełnie jak ona. O, i ciebie też przyprowadziła! - wskazał wesoło palcem na Wendy, ta zaś odkiwnęła głową. - Potrzymać ci torbę? Wygląda na dość ciężką.
- Ja ci dam na dość ciężką. - pisknęła Charla, po chwili pochrząkując. - Dobra, udajmy, że nic nie słyszałeś.
- Exceedy? - wstrząsnęło lekko chłopakiem. - Ile ich tam dokładnie jest?
- Trójka. - chrząknął Gajeel, stając obok niebieskowłosej. - Nie będą sprawiać większych kłopotów.
- Chyba nie. - obejrzał się za dwójkę stojącą koło niego i spojrzał na Scarlet. - Ale ona wręcz przeciwnie.
- Że ja? - spojrzała na niego. - Co może być nie tak?
- Zobaczysz, kiedy wejdziemy do pałacu. - kiwnął głową. - Pójdziemy do mojego samochodu, stamtąd, przygotujemy przykrywkę.
Loki Regulus ruszył na swoje prawo, poprawiając okulary na nosie. Wszyscy magowie spojrzeli na niego ze zdziwieniem, po czym ruszyli w ślad za nim. Dogonili go w końcu, kiedy stał przy dość dużym samochodzie, kiedy w dłoniach trzymał.. sterty ubrań. Natsu i Gajeel po chwili zaczęli się wycofywać, lecz zostali złapani przez Titanię, która popchnęła ich w  stronę Lokiego, ten natomiast wręczył im ubrania w dłonie, które przysłoniły ich prawie po czubki głów. Lucy i Erza dostały natomiast po manekinie, Wendy niosła rolki z materiałami,a Levy dostała dwie małe książki, miarkę krawiecką i "kartofla" z igłami, którego ofiarowała Lice. Po chwili Loki wyjął z samochodu brązowy kaszkiet i podszedł do Scarlet, związując jej włosy gumką, po czym kucyk wsadził pod kaszkiet, tłumacząc się, że tak będzie lepiej. W ciszy poszli pod pałac, obserwowani przez ludzi wokół. Straż pałacowa nie zamieniła z nimi nawet słowa, mimo to, uchyliła im przejście do wnętrza pałacu. Lekko zdziwieni zaistniałą sytuacją ruszyli za Lokim, który obrał już pewien kierunek w pałacu. Po kilku zakrętach i schodach znaleźli się przed dużymi, potężnymi i pięknie zdobionymi drzwiami. Loki lekko pchnął je, dając potężne światło na grupkę za nim.
- Dzień dobry, wasza wysokość. - ukłonił się lekko do osoby stojącej przy dużym oknie. Kobiety, mimo, że jej ubiór tego nie pokazywał, pokazywały to długie, czerwone wręcz krwiste włosy. Na sobie kobieta miała coś w rodzaju krótkich spodni, z których przy pasie wylewały się pasma długiej, błękitnej tkaniny zdobionej wręcz złotymi nićmi. Górę kobiety zdobił gorset w odcieniu podobnym do tkaniny rozlewającej się wokół jej długich nóg, również zdobiony złotymi nićmi i pasmem białego futra przebiegającego wokół jej szyi. Dłonie spoczywały przy jej bokach, owinięte w materiał rękawiczek.
- Regulus? - odwróciła wzrok w jego stronę, ukazując brązowe oczy, jednocześnie wywołując szok u Titanii. - Myślałam, że nie byliśmy dzisiaj umówieni. Miałeś nie przyjeżdżać, dopóki sprawy nie ucichną.
- Tak wiem, pani. - powiedział, wstając z wpół uklęku, jednocześnie wskazując na ludzi za siebie dłonią. - Ale ci państwo mają do ciebie sprawę.
-  Zaraz. - jej oczy lekko się rozszerzyły i podbiegła do ludzi w drzwiach sali tronowej, odsłaniając wysokie buty na obcasach w odcieniu błękitu. - Czy wy jesteście z Fairy Tail?
- T-tak, wasza wysoko.. - wydukała McGarden, wskazując znak gildii na dłoni Heartphili palcem.
- Przecież Ashley nie miała znaku gildii na dłoni. - zmarszczyła czoło patrząc na Titanię, która ciągle miała schowane włosy pod kaszkietem. - Ściągnij nakrycie głowy, kiedy tutaj jesteś.
Titania bez słów ściągnęła kaszkiet, wyrzucając spod niego kaskadę szkarłatnych włosów.
- Dawno się nie widziałyśmy, Knightwalker. - uśmiechnęła się szyderczo.
- Scarlet. - odwzajemniła uśmiech, podchodząc do niej bliżej. - Nie zmieniłaś się przez siedem lat.
- A tobie odrosły włosy. - zaśmiała się. - Na dodatek zostałaś królową Edolas.
- Z wyboru króla. - kiwnęła lekko głową. - Najprawdopodobniej dlatego, że po części przypominałam mu ciebie.
- Chodzi ci o Mystguna? - spojrzała na nią Heratphilia, natomiast ta krzywo się na nią spojrzała.
- Jellal! - wrzasnęła Wendy dość szczęśliwie. - Czy mogłabym się z nim teraz zobaczyć?
- Oczywiście, moja droga. - kiwnęła jej głową. - Poproszę, żeby ktoś cię zaprowadził do komnaty króla.
- Ja to zrobię. - z torby McGarden wyskoczył Pantherlily, ukazując się swojej dawnej towarzyszce. - Kopę lat, Knightwalker.
- Pantherlily! - wrzasnęła, dość ubawiona. - Skurczyłeś się!
- Taa.. bardzo śmieszne. - prychnął, wychodząc, jednocześnie pośpieszając Wendy.
- Matko, umieram z głodu. - wrzasnął Natsu.
- Przecież kilka godzin temu jadłeś. - spojrzał na niego Kurogane.
- Ale przecież to wszystko zwróciłem! I właśnie kilka GODZIN temu! To było tak dawno!
- Możecie pójść do kuchni, tam coś zjecie. - uśmiechnęła się dość słodko. - Albo przygotujemy ucztę, dla was wszystkich. Rozejrzyjcie się po pałacu, lecz nie wychodźcie poza mury przy ogrodzie.
Wszyscy kiwnęli głowami rzucając rzeczy jakie mieli ze sobą od Lokiego, zostawiając go samego z tym bałaganem. Erza jako jedyna została, ze względu na Knightwalker, natomiast Natsu zabrał Lucy ze sobą w kierunku kuchni, którą znalazł po zapachu. Levy wypuściła exceedy z torby  i ruszyła z nimi i Licą przed siebie, zostawiając zdezorientowanego Gajeela za sobą.
- Królowa jest taka śliczna. - uśmiechnęła się dziewczynka. - Widziałam ją pierwszy raz na oczy!
- Jest podobna do cioci Erzy, prawda? - spojrzała na nią Charla.
- Z wyglądu tak, ale Królowa jest bardziej miła i promienieje od niej szczęściem. - prychnęła dziewczynka. - Od cioci Erzy promienieje raczej powagą i smutkiem. Czy ciocia ma faceta?
- Mała trafiła w sedno. - zaśmiał się Happy do łez. - Jestem głodny. Charla, masz ochotę na rybkę?
- Ja niezbyt.- fuknęła na niebieskiego exceeda. - A ty, mała?
- Jestem głodna! - kiwnęła wesoło głową Lica, po czym exceedy podniosły ją i uruchomiły Areę, magię, która pozwalała im latać, unosząc dziewczynkę.
- Przyniesiemy ją całą. - Charla spojrzała na Levy. - Nie bój się, jej matka pewno już nie jest zła.
- Mam taką nadzieję. - zatrzęsła się z ciarek. - Spotkamy się potem przy sali tronowej.
Exceedy odmachały Levy i poleciały przed siebie z małą, natomiast Levy ruszyła w stronę drzwi, które kusiły ją nie tylko wyglądem, lecz i zapachem jaki zza nich dochodził. Drzwiami do ogrodu. Kiedy w końcu przed nimi stanęła otworzyła je lekko, patrząc na piękną zieleń trawy wokół. Przepiękne kwiaty, jakich nigdy nie widziała na oczy rosły na ścianie od strony ogrody, opatulając swoimi kwiatami i liśćmi drzwi ze starego drewna. Na prawo przy ścianie pałacu rosły kwiaty podobne do tulipanów, lecz bardziej postrzępione, różnokolorowe oraz z minimum dwoma kwiatostanami na łodydze. A na lewo, oh. Przepiękne kwiaty, niczym ziemskie róże. I od razu przypomniał jej się ogród wuja Hughesa, który wyhodował u Marco przez kilka lat. Jego duma i pasja, oh, jakby wuj Hughes był tutaj szczęśliwy. I mama. Mama też tutaj byłaby szczęśliwa. Mimo nowych wiadomości Levy szybko przyzwyczaiła się do mówienia na Daidre mama. Niby miały dużo do nadrobienia, ale jednak miała jakąś rodzinę, poza magami Fairy Tail. Kątem oka zauważyła białą altanę oplecioną wokół róż i rośliny rosnącej przy drzwiach, a w niej - Gajeela. Jakim cudem zauważyła go dopiero teraz? Najprawdopodobniej on jej nie zobaczył, dlatego powoli podeszła do niego od tyłu.
- Można się dosiąść? - powiedziała ciepło, kiedy odwrócił głowę w jej stronę.
- Jasne. - odchrząknął, nadając swoim wypukłym kościom lekki kolor czerwieni.
- O czym tak myślisz? - spytała siadając obok niego. - Nawet nie zauważyłeś, że tu idę.
- Uwierzysz mi, jeśli powiem, że myślałem o tobie i jednocześnie nie? - obejrzał się na nią, ta jednak kiwnęła głową.
- O mnie z Edolas?
- Dość mądra jesteś i po części tak. - chrząknął. - Chodzi mi wiesz, no..
- O ich dzieci? - spuściła głowę, patrząc na dłonie splątane na jej kolanach. - Myślałam, że ci nie powiedzą.
- Płomyczek się wygadał. - prychnął. - Sam nawet tego nie rozumiał na początku, tch. Myślał, że to moje dzieci.
- Można powiedzieć, że możesz czuć się za nie po części odpowiedzialny. - zaśmiała się, lecz po chwili zamilkła, kiedy spotkała się z jego gniewnym wzrokiem.
- Ja nawet nie wiem co mam na ten temat myśleć.
- To nie myśl.
- To będzie zbyt trudne, bo tu chodzi o nas, Krewetko.
Levy spojrzała na niego zdziwiona. O nas? Gajeel myślał o nich. Jej policzki stawały się coraz bardziej czerwone, aż w końcu jej twarz zrobiła się koloru pomidora, wręcz buraka. Swoje myśli wyrzuciła z siebie nagłym śmiechem.
- A ty z czego znowu się śmiejesz? - skarcił ją wzrokiem, krzyżując ręce na piersi.
- Dopiero teraz zauważyłam. - zaśmiała się. - Masz na głowie bandanę, którą ci dałam.
- Możliwe. - próbował spojrzeć oczami na swoje czoło i bandanę, która zakrywała jego połowę. - Dopiero teraz zauważyłaś?
- Bo wcześniej myślałam o Lice. - na jej twarz powrócił rumieniec. - Ta mała jest naprawdę przeurocza.
- I ma naprawdę ładne imię. - zaśmiał się charakterystycznie. - Może jak będziesz miała córkę, to ją tak nazwiesz, co?
- Raczej jak.. - jak my będziemy ją mieć. - Nie ważne.
- Chciałabyś, żeby mała istniała u nas na Ziemi? - spojrzał jej w oczy, które błyszczały się od słońca powoli zachodzącego ku nocy.
- M-może. - mruknęła, odwracając wzrok. - Ale wiesz przecież, że ona nie jest tylko moim dzieckiem.
- Wiem. - powiedział i po chwili przybliżył się do niej. - I wiesz no. Jeśli tylko byś chciała, to.. Mów.
- Ale, że co? - spojrzała na niego jak na idiotę.
- Aleś ty niekumata. - warknął.
- Przecież nie jestem żabą, idioto. - prychnęła.
- Może jak cię pocałuję, to zmienisz się w księżniczkę. Gihii.
- Nie podoba ci się?
Lecz jej słowa zostały przerwane przez Gajeela, który przyłożył swoje usta do jej. Tego potrzebowali oboje. Chwili spokoju i wzajemnej czułości. Zbyt dużo się działo, żeby nad tym wszystkim myśleć. Niepewnie podniosła ręce i owinęła je wokół jego szyi, kiedy ten miał oderwać swoje usta od jej. Przycisnęła je mocniej, pogłębiając pocałunek, przy czym dała zielone światło dla Gajeela. Złapał ją dłońmi w pasie i zrzucił z ławki w altanie, na trawę. Delikatnie przesunął jedną ręką po jej zgniłozielonej sukience na jej plecy. Na jej odkryte i gładkie plecy. Ich pocałunek się pogłębiał, dopóki Levy nie oderwała się na chwilę by zaczerpnąć powietrza.
- Jak chcesz takiego małego bachora to możemy go zrobić tu i teraz. - zaśmiał się Redfox.
- G-gajeel! - dziewczyna natychmiast zaczerwieniła się na twarzy a znad jej głowy zdawała się ulatywać para.
- Oj przecież wiesz, że żartuję. - wybuchł śmiechem, po czym spojrzał na jej rozgniewane oczy. - Najpierw musiałbym zrobić wiele innych rzeczy.
- N-na przykład? - spytała niepewnie.
- Zarobić na nie, przede wszystkim. - siadł, sadzając dziewczynę na swoich kolanach. - I musielibyśmy być małżeństwem, co nie?
- Tak ci śpieszno do tego małżeństwa? - spojrzała na niego krzywo.
- Co? Ja tylko przykłady daję. - zaśmiał się, mierzwiąc jej włosy. -  Możesz przecież znaleźć sobie faceta, albo jednego z twoich piesków.
- Oni są dla mnie jak bracia, Gajeel! - wrzasnęła mu w twarz. - Poza tym, znalazłam sobie faceta.
- Na serio? Kogo?
- N-no ciebie, i-idioto! - jąknęła, czerwieniąc się.
- Ej, nie burmusz tak tej swojej buźki, mała. - poklepał ją po głowie kilka razy. - Z resztą, mnie sobie nie wybrałaś.
- Jak to sobie ciebie nie wybrałam? A to co przed chwilą było, to co niby?
- Ale weź się zastanów. Jestem wielki, ludzie mnie nienawidzą, nie mam znajomych, a na dodatek jem metal, nie sprzątam po sobie i nie opuszczam deski w łazience. I jeszcze jedno - smoki wybierają swojego partnera na całe życie. Jesteś pewna, że chcesz sobie to zrobić?
W tym momencie to jego Levy uciszyła sposobem całowania. Zacisnęła w dłoniach materiał jego koszulki i pogłębiła pocałunek, po chwili się odrywając.
- Czy to wystarczy na dowód, że jestem tego pewna? - spojrzała na niego zarumieniona.
- Hmm. - zaśmiał się, przybliżając się ponownie do pocałunku, szepcząc jej prawie przy ustach. - Zastanowię się.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak mi brakowało wątku miłosnego~! Moje życie nie ma miłości, dlatego muszę dawać miłość tutaj, to smutne. Mam nadzieję, że wam się podoba i za wszelkie opóźnienia przepraszam. ^^''

1 komentarz:

  1. Szkoda ze już nie piszesz, ja zaczęłam to czytać od niedawna, ale naprawdę szkoda ze już nie piszesz

    OdpowiedzUsuń